Archiwa tagu: relacja z rodzicami

Gdy relacja z rodzicem boli.

Rodziców doskonałych nie ma i nie będzie. Każdy rodzic gdzieś po drodze popełnia błędy. Jedni większe, drudzy mniejsze. Tego nie unikniemy. Fajnie, gdy rodzic potrafi się zatrzymać i zreflektować, wysłuchać, przyjąć informację zwrotną, skorygować swoje zachowanie, okazać skruchę czy przeprosić za krzywdę, którą z różnych powodów wyrządził.

Ale co zrobić, gdy mimo, iż jesteśmy dorośli, rodzic nadal traktuje nas jak swoją własność, gdy nadal rani i kompletnie nie bierze za to odpowiedzialności, ba wręcz nie widzi w swoim zachowaniu nic krzywdzącego. Gdy nadal manipuluje, straszy, wkręca poczucie winy, źle życzy, znęca się psychicznie, poniża, kontroluje, wtrąca się do naszego życia, chce o nim decydować, obsmarowywuje przed rodziną, wymaga 100% szacunku, samemu go nie okazując. A gdy próbujesz wyjść z tego uwikłania wpada w szał i obrzuca cię obelgami albo strzela focha albo straszy, że przez ciebie umrze..

Jedyny sposób na to, to porządne odbudowanie się od środka i postawienie granic, w przeciwnym razie taki rodzic cię zmiażdży, zatruje ci życie, będzie ci w nie włazić swoimi buciorami, nastawi innych przeciwko tobie, włącznie z twoimi własnymi dziećmi, bedziesz chodzić u niego na sznureczku.

Jeśli rodzic nie ma w sobie za grosz gotowości, by w ogóle spojrzeć na siebie i zauważyć że, to co robi jest przykre i degradujące, gdy domaga się bezwarunkowego szacunku i dozgonnej wdzięczności i adoracji, całkowicie negując i ignorując twoje odczucia i to jak ty się czujesz w tej relacji, to jedyne co pozostaje to właśnie postawić granice, czasem wręcz ograniczając kontakt do zera. Nie po to, żeby rodzica ukarać czy się na nim mścić, lecz po to, by zadbać o swoją zdrową przestrzeń do życia.

Bedziesz też potrzebować wsparcia w procesie stawiania granic rodzicowi (małżonka, przyjaciela, terapeuty czy grupy wsparcia), zwłaszcza jeśli twój rodzic jest narcystą, bo gdy zaczniesz wypowiadać mu posłuszeństwo odbierze to jako obrazę majestatu i wpadnie w tzw. narcystyczny szał i zrobi tzw. narcystyczną kampanię wśród rodziny i znajomych przeciwko tobie.

Gdy jesteśmy dorośli, to już nie są czasy, gdy musisz nadal znosić upokorzenia rodzica. Tłumaczenie sobie “znoszenia” rodzica tekstami w rodzaju: bo nie ma innego wyjścia, bo tak wszyscy robią, bo tak wypada, bo rodzicom się należy, jest naiwnym i krzywdzącym podejściem i prowadzi do coraz większej wewnętrznej frustracji, żalu i goryczy, które prędzej czy później przelejesz na kogoś innego (małżonka czy dziecko). Pamiętam nadal jak wiele razy zmuszałam się do rozmów i spotkań z moją mamą (“bo to przecież moja mama, jak mam z nią nie rozmawiać?”), a po rozmowie czy spotkaniu darłam się “nie wiedzieć czemu” na moje dzieci. Pamiętam to napięcie w ciele, zaciśnięte pięści i odruch wymiotny. Wtedy jeszcze nie umiałam rozpoznać ukrytego szantażu emocjonalnego. Ale moje ciało rozpoznawało go bezbłędnie…

Gdy byliśmy mali, to rodzice decydowali całkowicie o formie naszej wzajemnej relacji. Tak się do tego przyzwyczailiśmy, tak to w nas wrosło, że do głowy nam nie przyjdzie, że jako dorośli mamy prawo wpływu i decydowania o kształcie tej relacji. Przypomina mi to trening słonia, który stosują jego właściciele. Gdy słoń jest mały przywiązuje się go do małego, wbitego w ziemię palika. Słonik nie może się od niego uwolnić. I z czasem, mimo że staje się wielkim słoniem, który wielkie bale bez problemu trąbą podnosi, nadal gdy jest przywiązany do małego palika trwa przy nim, nie wiedząc, że mógłby go wyrwać jednym lekkim ruchem.

Nasze życie jest pełne takich sytuacji. Coś zostało wyuczone i nawet nie przyjdzie nam do głowy to zakwestionować. Gdy osoba dorosła wyrządza drugiej osobie dorosłej krzywdę, to nikogo to nie dziwi, że osoba poszkodowana domaga się przeprosin czy zadośćuczynienia. Ale gdy chodzi o relację rodzice – dorosłe dziecko, wielu rodziców swoim dorosłym dzieciom tego odmawia, traktując ich nadal jak swoją własność czy podwładnych. Ale to, że rodzice nie biorą odpowiedzialności za swoje czyny i zachowują się tak, jakby im było wszystko wolno TO NIE ZNACZY, że nam dorosłym dzieciom nie wolno się dopominać szacunku i równego traktowania, TO NIE ZNACZY, że mamy się godzić na krzywdzące zachowania rodziców. I to nie rodzic decyduje o tym czy coś jest krzywdzące, lecz dziecko, które w danej sytuacji czuje się poszkodowane.

Ciagle słyszę na sesjach z klientami “nie mam ochoty jeździć do rodziców”, albo “gdyby nie więzy krwi to w ogóle bym się z mamą/tatą nie spotykała”. To się nie bierze z niczego. To nie jest jakieś widzi-mi-się dorosłego dziecka czy totalny brak wdzięczności z jego strony. Niestety bardzo często rodzic nie chce przyjrzeć się temu dlaczego dziecko czuje się źle w jego obecności, wychodzi z założenia, że to z dzieckiem jest coś nie tak, bo przecież to dziecko powinno być wdzięczne za to WSZYSTKO co się dla niego zrobiło. Ponadto absolutnie temu dziecku, pod żadnym pozorem nie wolno wracać do przeszłości. Ma o niej zapomnieć raz na zawsze. Broń boże wyciągać jakieś niewygodne wspomnienia. Ma być wdzięczne, usłuchane, podporządkowane, uśmiechać się na imprezach rodzinnych i czcić rodziców. Taka zabawa w wielką ułudę. A niech tylko spróbuje ją popsuć, otworzyć usta i wytknąć coś rodzicowi, czeka go wtedy gniew, szał, wyzwiska, pogróżki i wykluczenie.

Według mnie to bardzo aroganckie wymagać od dziecka dyspozycyjnosci, uległości i adoracji. I smutne to jest, że w dzisiejszych czasach, mimo wielu zmian, jest nadal mnóstwo rodziców, którzy stosują jawną bądź ukrytą dyktaturę zamiast dialogu. Jak to jeden z moich klientów ujął “całe życie myślałem, że to tylko ojciec był tyranem, a teraz, gdy stawiam granice, wyszło na jaw jakim ukrytym tyranem jest moja mama”.

Często słyszę “z moją mamą nie da się rozmawiać”, “moi rodzice wszystkiego się wypierają”, “oni mówią, że tak nie było, że przesadzam”, że “mam zapomnieć” itp. To boli, gdy rodzic wypiera, gdy neguje, naiwnie myśląc, że zapomnimy i nie będziemy do tego wracać. Gdyby tylko ci rodzice wiedzieli jak wiele mogliby zyskać tym, że szczerze porozmawialiby ze swoimi dziećmi, gdyby zamiast wybielać się, okazali skruchę za te raniące rzeczy, gdyby zeszli z piedestału, by się z nami prawdziwie spotkać…

Mam to szczęście doświadczać tego od mojego taty. Gdy zapytałam o pewne kwestie mojego dzieciństwa, nie udawał, że nic złego nie miało miejsca, wręcz poczułam wtedy, że żałuje, że pewne rzeczy się wydarzyły. Nie usłyszałam od niego, że wymyślam, że tak nie powiedział/nie zrobił. Potrafił też wiele razy przeprosić mnie za swoje zachowanie. To zbliża, bardzo. Bo mimo krzywd (których nigdy nie unikniemy!), ma się poczucie, że temu rodzicowi zależy na wzajemnej relacji. Rodzic nie ma być bez skazy, ma być prawdziwy i potrafić przyznać się do błędu. Kiedyś w rozmowie nasz syn powiedział do męża, który żałował, że się czasem potyka w relacji z nim, “tato ja nie chcę, żebyś był idealny, bo wtedy mi też nie będzie wolno popełniać błędów'”.

Dzieci potrzebują uznania swoich uczuć, potwierdzenia, że to co czują ma prawo być. Bardzo destrukcyjnie na psychikę dziecka wpływa wypieranie się przez rodzica. Dziecko wtedy się gubi i zaczyna wątpić w swoje zdrowe zmysły – “No to co to jest co ja czuję?”, “Wymyślam to sobie?”, “Co jest ze mną nie tak skoro oni mówią, że nic się nie stało?” A gdy do tego dochodzi obarczanie winą dziecka (“Jesteś nienormalna, jak ty się zachowujesz?”, “Jesteś okropna, jak śmiesz tak mówić do matki?”, “Ja przez ciebie zejdę na zawał”) to dziecko zostaje zainfekowane toksycznym wstydem, który staje się częścią tożsamości.

Rodzic, który nie bierze żadnej odpowiedzialności za własne zachowanie zamyka drogę do zdrowej autentycznej relacji ze swoim dzieckiem. Tam nie ma i nie będzie kontaktu.

Dziecko nie jest własnością rodzica. Niestety jeszcze w wielu domach rozgrywa się dramat za zamkniętymi drzwiami. Dlatego postanowiłam przerwać milczenie, by jak najwięcej osób uświadomić, po to, by mogły wyjść z bolesnego uwikłania i zacząć żyć swoim życiem, tak jak ja to zrobiłam. Obrywam za to, ale już się nie cofnę. Każdy atak w moją stronę staje się nawozem dla mojego wzrostu. Paradoksalnie, to co kiedyś wywoływało we mnie przerażenie, paraliżujący lęk i ogromne poczucie winy teraz, gdy się pojawia, wzmacnia jeszcze bardziej mój niezniszczalny wewnętrzny rdzeń. To jest siła, która płynie z uzdrowionych ran.

Odwagi Kochani!