Gdy do drzwi puka ta, która wie…

Kochani, ostatnimi czasy jest mnie mniej na facebooku i ma to swoje przyczyny. Chcę Wam o tym napisać, ponieważ dla mnie jesteście moją wirtualną rodziną z wyboru, więc skoro częstotliwość kontaktu z mojej strony się zmienia, to chcę Wam dać znać dlaczego.

Od czasu powrotu do Polski w 2020 roku mam poczucie, że jestem w ciągłym i bardzo ważnym procesie. Dzieje się tak wiele i na tylu poziomach, że trudno mi jeszcze wyciągnąć z tego esencję. Mam wrażenie jakbym zbierała winogrona i je ugniatała w wielkiej beczce, ale proces maturacji jeszcze się nie zakończył, on trwa, więc nie mam jeszcze wina, którym mogłabym Was poczęstować 😀 A że jestem „rzemieślnikiem” to robię swoje „wino”, takie wyrobione, przerobione przeze mnie, wynikające z doświadczeń doznanych na własnej skórze i przetransformowanych własnym sercem. Mam poczucie, że próba nazwania, scharakteryzowania tego procesu czy jego elementów byłaby na ten moment przedwczesna i niekompletna, ponieważ do tego całego, powoli przetwarzającego się miksu dochodzą kolejne i kolejne uzupełniające się składniki, a jednocześnie wyparowują wzorce myśli, zachowań i przyzwyczajeń, które siedziały we mnie od dekad.

Tak wiele się wydarzyło w moim życiu w ciągu ostatnich kilku lat. Przeprowadzka z Irlandii do Polski, organizowanie życia na nowo, przestawianie się mojego ciała z rześkiego irlandzkiego klimatu wypełnionego morską bryzą na suchy klimat w Polsce, słynny wirus, który niby przeszłam lekko, a jednak przez wiele miesięcy robił „a kuku”, bolesne wyzwania w życiu prywatnym i zawodowym, a po nich fazy regeneracji w ciele, śmierć babci, która była wielkim oparciem dla mnie, szukanie domu, kupno domu, urządzanie go w ekspresowym tempie, a do tego wszystkiego łapanie chwil z nastoletnimi już dziećmi, które zanim się obejrzę wyfruną z gniazda. Sporo, naprawdę sporo jak na niecałe 3 lata. Nie wiem jak bym sobie z tym wszystkim poradziła, gdyby nie to jak bardzo odbudowałam się wewnętrznie w Irlandii i gdybym na bieżąco nie procesowała po swojemu kolejnych wyzwalaczy.

To wszystko wymagało tak wiele mojej uwagi, że nie zauważyłam, iż w tym samym czasie zaczął się rozkręcać bardzo ważny etap mojego kobiecego życia – perimenopauza. Mimo, że zaczęły pojawiać się pierwsze typowe jej sygnały, nadal próbowałam być na obrotach tak jak dotąd, zakładając, że zatrzymanie się i przeorganizowanie życia mogę odłożyć na później. Byłam w końcu przekonana, że „to” zacznie się koło 50tki, więc trudno było mi uznać, że to już faktycznie „to”. Wydawało mi się, że mam jeszcze tyyyyle czasu, a tu ona coraz mocniej i coraz głośniej mówiła „Prrrrr! P-a-u-z-a … Kobieto zatrzymaj się, to ważne. Zobacz dokąd teraz zmierzasz. Jak nie przestawisz zwrotnic to się wykoleisz”.

Usiadłam więc w końcu jednej nocy i poskładałam wszystko do kupy – symptomy, odczucia, znaki, to jak siebie, ciała i życia doświadczam, czego kobiety w moim rodzie doświadczały w czasie okołomenopauzalnym, ale też w ogóle w życiu, to, że jestem osobą wysoko wrażliwą, więc intensywniej odczuwam pewne kwestie, ale też to jak mimo wszystko zwolniłam tempo i słyszę siebie lepiej niż kiedykolwiek, bo stres różnej maści ostatnich lat musiał być równoważony większą ilością odpoczynku i regeneracji, a przede wszystkim słuchania siebie i swoich potrzeb. Zdałam sobie sprawę, że inną jakość ma moje wewnętrzne i zewnętrzne życie, wyostrzyła się moja intuicja, nie mam już ani ochoty ani czasu na bylejakość i gównoburze, poprzestawiały mi się priorytety, przestało mi zależeć na pewnych kwestiach, a inne stały się ważne.

Widząc to wszystko poczułam, że puszcza we mnie opór, a w jego miejsce wpływa s-p-o-o-o-k-ó-j … i ona – ta, która teraz będzie mnie wprowadzać w jeszcze głębsze tajemnice życia, bo jestem na nie gotowa, ta o której czytałam, słyszałam, ale jeszcze nie poznałam namacalnie, ta którą przeczuwałam, ale jeszcze nie doświadczyłam, ta która przykłada do wszystkiego papierek lakmusowy i sprawdza, jak jest naprawdę, ta która nie mydli sobie, ani innym oczu w żadnych obszarze. Ona widzi, czuje i działa spójnie. To ona była przy mnie, gdy wracałam do siebie, to ona była przy mnie w każdym kroku do siebie. Ona jest we mnie i prowadzi mnie dalej, głębiej, zapuszczając mocarne korzenie potrzebne dla mocarnej korony, która jest domem nie tylko dla niej, ale również dla innych.

Gdy jestem z nią zgrana czuję, że płynę, czuję wewnętrzny rezonans, zero spięcia, ostrych kantów, czy zgrzytu, po prostu czysty i niczym nie zmącony ani korygowany przepływ energii. Gdy ją szanuję i podążam z zaufaniem za nią, czuję jak moje ciało puszcza napięcie, wypełnia się poczuciem błogości i bycia niesioną. Ona patrzy z pobłażliwością i delikatnym uśmiechem na trendy i zewnętrzne terminarze, niczym na dziecko, które się spina i szarpie, bo jeszcze nie odkryło swojej mocy i nie wie jak na niej lecieć. Jej zegar tyka w rytmie jej głębin, w rytmie jej i tylko jej cykli. Dlatego nie popędza, ma bezgraniczną cierpliwość i pojemność na wszystko. Jedynie pyta: „Czy czujesz wewnętrzne TAK?”

Zrobiłam jej kilka lat temu zdjęcie na snapchacie 😀 (patrz poniżej). Większość ludzi używa tam odmładzających filtrów. Ja byłam ciekawa tego jak ona by wyglądała. Pamiętam jak popatrzyłam jej wtedy w oczy i poczułam, że przyjdzie czas, gdy zaprosi mnie na kolejne nauki, na „te” nauki – gdy świat pędzi do przodu w hałasie i pośpiechu, a dla nich trzeba zwolnić tempo, włączyć świadomie PAUZĘ i usłyszeć jej szept…

Teraz widzę, że prowadząc mnie ku sobie, również do tego mnie przygotowywała, by w szacunku wobec siebie i swojego ciała, wobec swojego flow, rozpocząć ten etap mojego kobiecego życia, by być w nim dla siebie dobrą i czułą, by być dla siebie samej kobietą, jakiej mi najbardziej potrzeba. W tym mnie teraz wspiera, tego mnie uczy i nic nie nakazuje. Daje WYBÓR, a ja po konsekwencjach czuję, czy dokonałam właściwego. Czasem się mylę, a ona wtedy szepcze mi do ucha „Czego się z tego nauczyłaś Kochanie?” Najczęściej odpowiadam „No znowu tego, żeby siebie słuchać!” i obie wtedy rechoczemy ze śmiechu😊 Bo ona taka właśnie jest – pełna radości, pełna pogody ducha, pełna dobra i nie pozwala mi zapomnieć, że to ja jestem odpowiedzialna za moje życie i że mam je świadomie kreować.

Dlatego czasem jest mnie tutaj, na facebooku mniej, a czasem idę w deszczu nakręcić filmik, który trwa godzinę, a jego edycja i załadowanie do internetu zajmuje ich kilka, ale jakoś magicznie robi się na to chęć, przestrzeń i czas. Bo ona mnie uczy, cierpliwie uczy, że wszystko ma swój właściwy czas i rezonans. Ona mnie uczy, że mam w niej KOMPAS, który WIE, naprawdę wie kiedy, co i jak. Gdy jestem gotowa ją usłyszeć i w zaufaniu pójść za nią, sprawy płyną lekko, przyjemnie i bez wysiłku. Tak jak wczoraj, gdy NIC mi się nie chciało, a lista rzeczy do zrobienia czekała, w tym, by napisać posta. Ale ja już wiem, że przymuszanie jest killerem w relacji i nie chcę go w relacji z Wami, więc zamiast zwalczać „niechciejstwo” zatrzymałam się i posłuchałam jej. Szepnęła najpierw: „Idź do lasu, tak pięknie pachnie po deszczu”, a gdy z niego wróciłam: „A teraz sobie pomakramuj, tak bardzo to lubisz”. I w pewnym momencie pomiędzy jednym a drugim splotem usłyszałam: „A teraz weź długopis i kartkę, bo już Ci się Kochana zdania w głowie formułują 😊”

Zawsze mogę na nią liczyć, że jest po mojej stronie. Czuję ogromną wdzięczność, że usłyszałam kiedyś jej zawołanie, by pójść ku sobie i czuję wdzięczność dla kobiet i mężczyzn, którzy mnie w tym wsparli. Dzięki temu tak ważny i jakby nie było etap wyzwań w życiu kobiety jakim jest perimenopauza, zamiast z wewnętrznym szarpaniem, mogę przechodzić z czułością i uważnością na siebie i tych, którzy są w moim życiu.

Dlatego, by móc tu do Was przychodzić z chęcią i radością, by móc Wam towarzyszyć w sesjach i na warsztatach całą sobą, dbam o siebie w tej ważnej pauzie – pomiędzy jednym a drugim etapem życia. Dlatego czasem tu będę, a czasem nie, ale gdy będę to nie z przymusu, bo tak wypada, bo co sobie pomyślicie, lecz dlatego, że chcę do Was przyjść, dlatego, że czuję wewnętrzne TAK, dlatego, że honoruję siebie i honoruję Was. Nie jesteście dla mnie nieokreślonym tłumem, lecz żywymi istotami, które są bardzo bliskie mojemu sercu. Poza tym kim bym była, gdybym pisała jedno, a potem robiła drugie?

Jeśli Ty również jesteś na tym etapie swojego życia to bardzo mocno Cię przytulam i życzę Tobie z całego serca, byś usłyszała przekaz od swojej p-a-u-z-y ❤️ Jeśli natomiast jesteś już „po drugiej stronie” i masz chęć to podziel się jak tam jest dla Ciebie 😊 A jeśli masz jeszcze czas na ten etap w życiu, to niech powyższe słowa zainspirują Cię do tego, by zestroić się ze swoim wewnętrznym kompasem już teraz ❤️

Pozdrawiamy cieplutko – ja i moja TA, KTÓRA WIE ❤️

2 komentarze do “Gdy do drzwi puka ta, która wie…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

jeden + 12 =