Budzimy się z kolektywnego snu

Ostatnie dobre dwa tygodnie przyglądałam się wielu kwestiom związanym z obecną globalną sytuacją. Dałam sobie mnóstwo czasu, by pewne informacje, wglądy, sny mogły przeze mnie bez oporu przepłynąć. Wpadały mi w tym czasie przeróżne wiadomości, linki, trafiałam na różnorodne wypowiedzi. Widzę jak ta sytuacja aktywizuje mnóstwo, ale to mnóstwo ludzi, którzy odważnie zabierają głos i dzielą się swoimi odkryciami, obserwacjami, spostrzeżeniami, pytaniami. Mam wrażenie jakbyśmy budzili się z kolektywnego snu, jakbyśmy otwierali oczy na kwestie, które wcześniej były poza naszym postrzeganiem. 

Przypomina mi ta sytuacja to, co dzieje się wtedy, gdy wracamy do dzieciństwa. Nagle zaczynamy widzieć więcej, opadają iluzje, wychodzimy stopniowo z zaprzeczenia. Pojawia się mnóstwo bólu, złości, uczucie niesprawiedliwości jest dojmujące i doświadczamy ciągłego niedowierzania „Jak ja mogłam/em tego wcześniej nie widzieć! Jak ja mogłam/em być tak ślepa/y!”
Pamiętam jak wtedy, gdy przechodziłam bardzo głęboki proces uzdrawiania matczynej, a potem ojcowskiej rany, nie mogłam uwierzyć w ile kłamstw, ograniczeń, skrzywień uwierzyłam i przyjęłam jako swoje. Ile dołującego poczucia winy w sobie nosiłam. W jak pokręconych dynamikach tkwiłam. Jak głęboko uwierzyłam, że jestem złem chodzącym. Jak nauczyłam się podporządkowywać, ulegać, nie zwracać uwagi tym, którzy wyrządzali mi krzywdę, bo byli starsi, bo „wiedzieli lepiej”. Jak nie zdawałam sobie w ogóle sprawy z tego, że robili mi krzywdę!
Wielokrotnie wymiotowałam emocjonalnie, gdy odkrywałam kolejne warstwy toksyn i kłamstw, które połknęłam. Były takie momenty, gdy tego co odkrywałam było tak dużo, że myślałam sobie „Nie chcę tego wiedzieć… Ja już nie chcę wiedzieć więcej… Ja nie dam rady…”. I robiłam wtedy przerwy… Ale w końcu szłam w to dalej, bo robiąc w sobie miejsce na trudną i bolesną prawdę jednocześnie zwracałam sobie siebie, swoje jestestwo, swoją suwerenność, sprawczość, wewnętrzną moc i miłość bezwarunkową.

I patrzę teraz na to co się dzieje i widzę ten sam proces, ale który odbywa się globalnie, dla całej ludzkości. Widzę jak wychodzą na wierzch tajemnice, manipulacje, decyzje podejmowane bez uzgodnienia, narzucanie poglądów czy rozwiązań, tłumaczenie restrykcji czy potencjalnych przymusowych działań medycznych hasłem „dla Waszego dobra” nie poparte stanem rzeczywistym, lecz wychodzące z traumy, strachu czy chęci dominacji, zysku. Pokazuje się dużo szerszy kontekst obecnej sytuacji, a im więcej staje się jasne, im bardziej ujawnia się dynamika panująca w świecie, w polityce, w ekonomii, w mediach, tym bardziej ci, którym do tej pory nie przyglądaliśmy się, demaskują się sami i/lub są demaskowani przez tych, którzy mają odwagę mówić. Nagle ten, który przedstawiał się światu jako ten dobry okazuje się toksykiem i odwrotnie. Rzeczy przestają być czarno-białe. Do tego następuje rozłam pomiędzy tymi, którzy otwierają oczy, a tymi dla których to jest za dużo do udźwignięcia, którzy doświadczają dysonansu poznawczego, więc okopują się w zaprzeczeniu jeszcze bardziej. Pojawia się konfuzja, zagubienie, dobrze znane uczucie wielu z nas, którzy doświadczali gaslightingu – Czy ja zwariowałam/em? A może sobie wkręcam? A może mi się wydaje? Komu wierzyć? Kogo słuchać? Kto mówi prawdę? Kto z nas nie doświadczył tego we własnej rodzinie, we własnym domu? Kto z nas miał ten luksus samodzielnego myślenia, dochodzenia do własnych wniosków?

Po to samodzielne myślenie musimy w końcu sięgnąć sami. Zwrócić sobie prawo do badania, kwestionowania, sprawdzania co ze mną rezonuje, a co nie, co jest stanem faktycznym, a co fatamorganą. I bardzo, ale to bardzo wsłuchać się w intuicję, dlatego, że w naszym świecie tzw. fakty są nadużywane, a ich użycie w dany sposób zależy od tego do czego mają służyć, do kogo mają trafić i co wywołać. Mam wrażenie, że ten czas teraz, ten kogel mogel informacyjny, ta ogromna ilość sprzecznych informacji, których doświadczamy jest niezwykłą lekcją dla nas osadzania się w sobie, w swoim rdzeniu, w swojej wewnętrznej mądrości. Nie możemy już polegać na autorytetach z zewnątrz, musimy włączyć samodzielne myślenie, wsłuchać się w swój wewnętrzny kompas i za jego pomocą szukać odpowiedzi i na zewnątrz i w środku. I dać na to przestrzeń innym.

Pamiętam jak zaczynałam moją działalność na Youtubie, gdzie wprost i otwarcie mówię o tym, czego nie chcemy widzieć w swoich własnych życiach. Znalazło się wielu, którzy chcieli mi zamknąć usta. Byli wśród nich tzw. zwykli ludzie, terapeuci różnych nurtów, a nawet katecheci. Dla każdej z tych osób, która sama nie zajrzała w prawdę swojego dzieciństwa, żyła w zaprzeczeniu i nie chciała się z niego budzić, moje słowa były ogromnym dyskomfortem. Zamiast się nim zająć, zamiast w niego zajrzeć, używali swojego statusu, dyplomów, wieku, by wpłynąć na mnie. Ale tylko się ode mnie odbijali i ostatecznie rezygnowali. Wiecie dlaczego? Bo nie walczyłam z nimi, nie udowadniałam swojej racji, nie przekonywałam, ale też nie ulegałam. Mówiłam o WŁASNYM doświadczeniu, o tym co MI pomogło. Pozwalałam im, tak jak umiałam na dany czas, mieć swoją opinię, swoje doświadczenie i jednocześnie pozostawałam przy swoim.

Tą obecną sytuację widzę jako okazję właśnie do tego – do zbadania tego co jest dla każdego z nas istotne, właściwe, prawdziwe. Bo odnajdując to nie musimy już z nikim walczyć, ponieważ wychodzimy wtedy do ludzi z pozycji osadzenia w sobie jednocześnie robiąc miejsce na drugiego człowieka i jego istotne, właściwe, prawdziwe. I wtedy możemy się wspólnie zobaczyć i mimo różnic współpracować, a właściwie dzięki nim ta kooperacja jest bogata i różnorodna, bo każdy wnosi coś innego. To, że musimy się we wszystkim zgadzać i widzieć tak samo, żeby się dogadać, to iluzja, nie ma w tym rozwoju, bo nie ma kontrastu, który pobudza do poszerzania horyzontów. Ten przymus jednotorowego postrzegania to schemat myślenia, który wynieśliśmy z domu, ze szkoły, z kościoła. Matka, ojciec, nauczyciel, ksiądz “wiedzieli najlepiej”. Narzucali nam swoje patrzenie, które w ogromnym stopniu było skrzywione przez światopogląd, który sami kiedyś przyjęli i nigdy nie zakwestionowali. Nie pozostawiało to miejsca na inność, różność, ciekawość, eksplorację, pytania. Co za tym idzie żyliśmy w skostniałych ramkach i tą skostniałość od nich przejęliśmy – wobec siebie samych i wobec innych.  

Ale Życie nie lubi stagnacji. Życie ciągle się rozwija, zmienia, transformuje. Mówią, że sam Wszechświat cały czas się powiększa. Więc, biorąc pod uwagę to, jak bardzo w naszym świecie panują stworzone przez ludzi, nie przez Naturę, betonowe zasady, to Życie w nas będzie się chciało przez nie przebić. Jednak by się przebić, to najpierw musimy zdać sobie sprawę z tego, że w ogóle jesteśmy w klatce. I to właśnie widzimy teraz. To, co do tej pory było niewidzialne dla naszych oczu, zaczyna w nie kłuć. Nie ma już gdzie odwrócić głowy, bo prawda płynie z każdej strony. Pytanie czy pozwolimy ją sobie zobaczyć.

Jako gatunek na tej Ziemi uzurpowaliśmy sobie nadrzędną pozycję i teraz płacimy za tą arogancję. Wszystko ma swoją przyczynę i skutek. Nie można oczekiwać tego, że kiedy zniewala się naturę czy człowieka, który jest jej częścią, to nie przyniesie to jakiegoś konkretnego, namacalnego rezultatu. Konsekwencje nieprzemyślanych decyzji, podporządkowywanie sobie Natury, podporządkowywanie jednych drugim, odbija nam się teraz wielką czkawką. A na tym wszystkim żerują Ci, którzy jak sępy na pustyni czekają na to, żeby zeżreć ostatni kawałek padliny, jednocześnie jawiąc się nam jako zbawcy. To nie jest przyjemny obraz, ale jest jaki jest i trzeba się z nim skonfrontować. Stanąć do niego twarzą w twarz, przestać uciekać w zaprzeczenie. Tak jak z obrazu dzieciństwa, w które w końcu zaglądasz, wieje na początku stęchlizną, zgnilizną, zgrozą. Jednak nie jest to obraz wyryty w kamieniu. Gdy go dopuszczamy, gdy robimy na niego miejsce w sobie, gdy utulamy ból, którego doświadczyliśmy, gdy warstwa po warstwa zrzucamy kłamstwa, poddaństwo, ograniczenia, to ostatecznie odzyskujemy swój rdzeń, swoje światło, swoją suwerenność. To, co nas uciskało staje się naszym wyzwoleniem. I to jest PROCES. I w takim jesteśmy teraz kolektywnie.

Ukazuje się naszym oczom piwnica naszej kolektywnej podświadomości i nieświadomości. Czas w niej zapalić światło, zajrzeć we wszystkie kąty, posprzątać pajęczyny, wywietrzyć otwierając małe skrzypiące okienko, odmalować ściany, pozamiatać podłogę. I w czasie tych porządków, ku naszemu zdziwieniu odkryjemy skarby, które od dawna ma dla nas wszystkich.

Przytulam ❤

4 przemyślenia nt. „Budzimy się z kolektywnego snu

  1. Z góry proszę o zignorowanie wpisu, jeśli jestem zbyt nachalny czy coś, ale mam kolejne wątpliwości i chciałbym je rozwiać.

    Wyżej osoba napisała, że to trudny proces i na owoce czeka się długo. A czy tymi owocami jest np. zmiana rzeczywistości wskutek zmiany “oprogramowania” w nas? Wiem, że trochę New Age’owsko brzmi, ale jak Pani w sensie M.Szpilka to widzi z perspektywy czasu? Czy to prawda, że najgłebsze przekonania odbijaja sie na zewnątrz? np. jak uwolnie “bieda-myślenie”, pojawią się pieniądze na koncie? Czy świat na zewnątrz zmieni się sam, jeśli pouwalniam emocje? Czy to jak wygląda nasze życie to odbicie naszej podświadomości?

    1. Pytałeś w innym komentarzu po co sesje indywidualne, a popatrz ile pytań ciągle się rodzi. Piszesz, że masz kolejne wątpliwości. Dla każdego owocem będzie coś innego. Dla jednego to, że jego podejście do siebie, życia się zmienia, a dla innego to, że dostał wymarzoną pracę. Ja obserwuję to, że gdy ukochujemy siebie bardziej i bardziej, to świat nas ukochuje bardziej 🙂 więc zmiana wewnętrzna pociąga tą zewnętrzną.

  2. Witam i dziękuję za ten ogarniający tę nowa rzeczywistość tekst.
    Obserwuję Twoje Magdo “istnienie” w mediach od dawna, jestem wierną i oddaną fanką Twojej osobistej drogi i pragnieniu podzielenia się sobą z innymi.
    Podziwiam Twoją odwagę, podziwiam Twoją moc i wytrwałość mimo opinii innych ludzi.
    Jestem psychologiem, terapeuta.
    Od 30 już lat.
    25 lat jestem w pracy własnej, we własnym procesie odkrywania zakrytego…, z naprzemiennym zachwytem i trwoga.
    To trudny proces, na owoce czeka się długo.
    Często nagroda jest po prostu sam proces.
    Ludzie podziwiają, czasem zazdroszczą.., a ja po prostu “nie mam wyjścia” jeśli chce żyć.
    Miałam i mam odwagę wrócić do dzieciństwa, odkrycia są koszmarne. Na szczęście, idąc ta droga doświadczam coraz większej mocy w sobie, by odkrywać i czyścić stare traumy.
    Rośnie miłość we mnie, miłość która i pozwala wrócić, i pozwala widzieć, i uzdrawia.
    Często chciałam uciekać od tej pracy, myślałam, że nie udzwigne kolejnych symptomów, cierpienia, które dopiero teraz mam odwagę naprawdę przeżyć.
    Bywa trudno, bezsenność od 5 lat..
    Zdarzył mi się cudownie mądry, stary człowiek, który prowadzi mnie przez ten proces. Ręka twarda, ale dającą wsparcie.
    Jestem terapeutka i bardzo cenie Twoją prace, cenie to, że mówisz o rzeczach, które zrobilas. To nie jest teoretyzowanie, Ty wiesz w każdej komoreczke swojego ciała.
    TO trzeba zobaczyć, TO trzeba przepuścić przez cialo, TO trzeba utulić.
    Pięknie o tym mówisz, pięknie piszesz.
    Jesteś autentyczna i masz odwagę być Magda ❤️ KOBIETĄ .
    Bytem wolnym, integralnym, suwerennym.
    A przy tym jesteś ciepła, życzliwa i kochana.
    Dziękuję za Ciebie i Twoja pracę.
    Dużo nauczyłam się od Ciebie, dużo wsparcia wzięłam.
    Jesteś inspiracja dla mnie.
    Ja ciągle nie mam wystarczającej odwagi by wziąć swoje życie zawodowe we własne ręce.
    A ludzie mówią, że praca ze mną zmienia ich życie..
    Zobacz i niby jestem profesjonalnym terapeuta, nie wstydzę się tego, że zamiast pójść na psychologię trzeba było mi iść do psychologa 😉
    Oczywiście nie ma lepszej drogi niż ” per własne aspera ad astra”.
    Pozdrawiam Cię najserdeczniej.
    Dziękuję.
    Wyrazy uznania i szacunku dla Twej odwagi do podjęcia ryzyka by byc Sobą Magda.
    Donata

    1. Donata… bardzo mnie wzruszyły Twoje słowa. Potrzebujemy takich świadectw, potrzebujemy takich kobiet jak Ty, które mówią autentycznie o swojej podróży przez życie, które nie zasłaniają się pozycją, dyplomem, statusem, lecz mówią – jestem taka jak Ty, idziemy razem… Ach musiałam sobie oddechnąć, bo tyle w tym co napisałaś szczerości i autentyczności, prawdziwej kobiety z krwi i kości. Dziękuję za Twoje słowa uznania dla mnie. Ja też ciągle w drodze, więc dodają otuchy, potwierdzenia, że warto, że tak, że to jest ta droga. Pozdrawiam Cię bardzo ciepło ❤️

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.