Koniec i początek

Kochani, ta wiadomość może zaskoczyć wielu z Was. Mnie samą obrót spraw zaskoczył, choć zwiastuny pojawiały się w moim życiu od około dwóch lat. Jednak odpychałam je i liczyłam na to, że nie dojdzie do tego, co zapowiadały. Starałam się nie mówić o nich głośno, żeby nie kusić losu i żyłam tak, żeby zagłuszyć to, co coraz mocniej we mnie mówiło: “Magdalena, to nieuniknione…”. Wszelkimi siłami próbowałam utrzymać przy życiu coś, co stopniowo umierało. Pewnego wieczoru, po kolejnym wielkim znaku, który walnął mnie jak obuchem, przestałam się w końcu opierać… i poddałam się “śmierci”… puściłam Irlandię… moją ukochaną Zieloną Wyspę… na rzecz Polski…

Niedowierzanie, szok i wielki znak zapytania “Ale jak to…?” Jednocześnie poczucie ulgi, bo decyzja w końcu zapadła.

Od tego momentu włączyła się, jak za pomocą jakiegoś magicznego przycisku, klarowność, energia działania i niezwykle sprawna organizacja przeprowadzki, które przeplatały się z poczuciem amoku, żalu i buntu. Do tego doszło napięcie, prawie do ostatniego dnia, czy nas wypuszczą, bo krążyły plotki o nowych restrykcjach dotyczących podróżowania. Czułam w sobie i tą, która już nie mogła doczekać się powrotu do Polski i tą, która czuła się oszukana przez Życie, tą która przez miesiące błagała “Proszę… jeszcze nie…” Jednak Życie zdecydowało, że jestem gotowa i już czas opuścić wygodne, choć coraz bardziej za ciasne, irlandzkie łono…

Łono, które mnie przygarnęło, objęło z czułością, które było przestrzenią, w której dokonała się moja głęboka wewnętrzna i zewnętrzna transformacja. Dzielę się z Wami dwoma fotografiami, które w niezwykle symboliczny sposób pokazują tą moją metamorfozę. Pomiędzy nimi jest prawie 13 lat różnicy. Zostały zrobione na tej samej plaży. Jedno, gdy po przylocie w październiku 2007 roku, witałam się z Irlandią, drugie, gdy w to samo miejsce, w sierpniu tego roku, pojechałam się z Nią pożegnać… Energia tych dwóch obrazów mówi sama za siebie…

Irlandia była dla mnie jak dobra wróżka, matka chrzestna… Przyjechałam do Niej tak posiniaczona wewnętrznie… A Ona nie tylko opatrzyła moje rany, lecz poprowadziła mnie do odzyskania mojego serca, mojej wrodzonej Natury, do odzyskania mojej suwerenności i wewnętrznej mocy. Gdy z Niej wyjechałam kilka lat temu, a potem po roku wróciłam, przyjęła mnie z powrotem, z otwartymi ramionami i otworzyła przede mną ponadzmysłową rzeczywistość, pokazała mi doświadczalnie jak Widzialne przenika się z Niewidzialnym i że dzieje się to cały czas, tylko nie zawsze jesteśmy tego świadomi.
Nie jestem w stanie wyrazić słowami jak wielką wdzięczność do Niej czuję…
❤❤❤❤🙏🙏🙏🙏

Jakiś czas temu, czując, że czas rozstania nieubłaganie się zbliża, poszłam do ukochanego lasu, pod moje drzewo mocy i poprosiłam Ją: “Daj mi coś na odchodne. Daj mi coś co mogę wziąć stąd ze sobą.” W szumie liści usłyszałam: “Daję Ci moja przybrana córko irlandzkie imię… Saoirse. Weź je ze sobą, by pamiętać”.
Łzy popłynęły po moich policzkach… Wiedziałam dlaczego to imię i dlaczego właśnie w tym imieniu zakochałam się kilka lat temu. Oznacza ono Wolność… 

Życie jest tajemnicą. Zabiera nas w miejsca, w doświadczenia, wspiera w cyklicznym, świętym, wewnętrznym i zewnętrznym procesie dojrzewania, wie dokładnie czego nam do niego potrzeba. Wierzy w nas, w nasze siły, moc i wie, po prostu wie, kiedy jesteśmy gotowi, choć my sami możemy tego jeszcze nie wiedzieć. Jest dobrym rodzicem, który nie robi nic za nas, ale jest zawsze obok. I czasem… czasem musi mniej lub bardziej popchnąć, byśmy nie zapomnieli po co tu jesteśmy ❤

 

12 przemyśleń nt. „Koniec i początek

  1. Witaj. O tak ja widzę I czuję tą zmianę…i ta długa spodnica, odzwierciedla to w jakiej jesteś energii, czyli pięknej żeńskiej na swoim miejscu. Powodzenia Magdo❤

  2. Piękne, poruszające do głębi, energia narodzin nowego tak wyraźna i promieniejąca, że nawet niedowierzanie ustępuje jej miejsca, mówiąc “tak, tak będzie dobrze”. To czułam, czytając ten wpis. Nie przestaję się uśmiechać. Mam wrażenie, jakby ukochane dzieci słowiańskiej przestrzeni wracały do swej Matki. Jakby dokonała się kolejna (ponadindywidualna) integracja jakichś utraconych kawałków. Nie znamy się Magdalena i być może zbyt osobiście się dzielę moim odbiore, ale czucie, jakie mnie zalało, nie pozwoliło zostawić tego tylko dla siebie. Życzę Wam wszystkim tego, czego Wam trzeba w tej kolejnej, nowej części Waszego życia. Ściskam ciepło <3

    1. Ilona… ciarki na całym ciele na słowa “jakby ukochane dzieci słowiańskiej przestrzeni wracały do swej Matki. Jakby dokonała się kolejna (ponadindywidualna) integracja jakichś utraconych kawałków.” Jejciu… no tak… Gdy integrujemy kawałki na poziomie indywidualnym, to samo się dzieje na ponadindywidualnym, kolektywnym… Gdy kawałki nas samych wracają do wewnętrznego domu, to my wracamy do domu… Bardzo dziękuję za to, co napisałaś ❤️

  3. Dlaczego ten wpis akurat teraz?
    Akurat w takim momencie. Ja też się przenoszę. Nie z własnej woli, do końca ostra walka by uniknąć. Za bardzo mi szkoda szans które nie zostały jeszcze tam zrealizowane. Żal itd.
    A te zdjecia to wogóle.. robią wrażenie.

  4. Witam Pani Magdo,

    na wstępie wszystkiego dobrego w kolejnym etapie życia. Napewno niełatwa zmiana. Sama mieszkam zagranicą i czasami też zastanawiam się nad powrotem choć w moim przypadku raczej tego nie widzę.
    Napisała Pani, że opuszcza wygodne życie. Co zatem jest dla Pani ważną wartością mieszkania w Polsce, która pozwala Pani zrezygnować z tych wielu zalet życia w Irlandii?
    A mogę zapytać jak Państwo rozwiązali temat szkoły? Bo to nie tylko zmiana otoczenia i koleżeństwa ale też języka. Dla mnie to jest to często twardy orzech do zgryzienia jeśli chodzi o przeprowadzi, bo też mam córkę.
    Serdecznie pozdrawiam
    Agnieszka

    1. Wygodne życie to mam tu w Polsce i to w wielu aspektach 🙂 Irlandia natomiast była moim domem na czas odbudowania się, teraz to widzę. Macicą, w której mogłam na nowo powstać i z której przyszedł czas się narodzić. Jest mi tak bardzo bliska, bo przyjęła mnie poranioną i cierpliwie opatrywała, uczyła chodzić na swoich nogach i dała czas, bym się od niej usamodzielniła… Mam łzy w oczach, gdy to piszę… Ona nie zatrzymuje dla siebie, wie, że mam zadania do wykonania, więc wypchnęła mnie z gniazda.
      Nasze dzieci znają język polski, uczyłam ich czytania, pisania, itd w domu. Zmiana szkoły, otoczenia jest dla nich wyzwaniem, wspieramy ich w tym całą rodziną.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.