Relacja z czasem.

Czasem potrzebujemy doświadczyć skrajności, by odkryć co jest takie nasze-nasze.
Czasem potrzebujemy doświadczyć, że nam czegoś brak, by to wykreować.
Czasem potrzebujemy doświadczyć ograniczenia, przymusu, by zdać sobie sprawę, że to jednak my decydujemy.

Ostatnie kilka, a nawet więcej tygodni to była niezła jazda dla mnie. Czułam się jak ci sportowcy na torze przeszkód przeskakujący z jednego słupka na drugi, uchylający się przed nadjeżdżającym pionowym walcem, łapiący linę w ostatniej chwili, wskakujący na wysoką platformę i przerzucający ciężar ciała do przodu, żeby nie spaść w dół. To było morze spraw do ogarnięcia i załatwienia. Spraw wymagających czasu, a do tego każda z innego obszaru. Jakby taka kumulacja na koniec roku. Ogarnęłaś już prawie to? To jeszcze masz to. A i jeszcze to.

Miałam wrażenie, że to wszystko odbywało się w chaosie, przeplątując się między sobą. Total multitasking. Mrowisko. Przeskakiwanie z wątka na wątek, z dziedziny na dziedzinę, z poziomu na poziom. A do tego robienie tego w ograniczonym czasie. Taki mój „Jeden z dziesięciu” i powtarzanie za słynnym już panem Arturem „poproszę na siebie” 😊

Aż dwa wieczory temu klapnęłam w fotelu. Dom pachniał piernikami, choinka stała ubrana, girlandy migotały światełkami, a ja nareszcie poczułam, że ląduję, że wyhamowuję… Jednocześnie poczułam w sobie ILOŚĆ tego, co ogarnęłam, załatwiłam, zrobiłam. Matko, ile tego było… i to w tym czasie roku, w którym dotąd moje wewnętrzne zwrotnice przestawiały się na inny rytm…
p o w o l n i e j s z y….
Wszak to czas, gdy Natura przechodzi w stan odpoczynku, zrzuca to, co ma już odpaść, wycisza się, zapada w sen… A tymczasem u mnie na opak…

I tak sobie pomyślałam skąd ten pośpiech akurat teraz, skąd ta bieganina? Przecież od kilku lat już tak nie miałam. Późna jesień skłaniała mnie do zwolnienia tempa, do skręcenia się do siebie. A tym razem nie. Tym razem naszło się tyle spraw na już, tyle ważnych spraw, które nie mogły czekać. Spraw wymagających mojej uwagi i czasu. No właśnie – czasu… Poczułam jak go miałam mało, malusio, jak mi uciekał. Miałam poczucie jakby brakowało mi kilku dniu w tygodniu, jakbym miała tylko tyle czasu, by zrobić wyłącznie to, co niezbędne. Pewne sprawy (jak pisanie postów tutaj) musiałam zupełnie odpuścić.

Kilka dni temu w końcu mnie tknęło i zadałam sobie pytania – Pod co/pod kogo się podpięłam z tym „za mało czasu”? Co ja o nim mówię? Co ja o nim myślę? Czy to jest w ogóle moje..? Do kogo to należy..? Komu potrzebuję to oddać..? Co potrzebuję sobie przypomnieć…?

To mnie zatrzymało…

Pojawił się oddech ulgi…

Poczułam, że wracam do siebie…

Zobaczyłam od kogo/czego to podłapałam, o czym zapomniałam, a już przecież tym żyłam, jakimi oczami patrzyłam na czas, więc doświadczałam go tak, jak doświadczałam, czym go wypełniałam (jakimi odczuciami!), co pozwalałam innym robić z moim czasem i… jak sama go traktowałam, zapominając, że jest mój.

Przypomniałam sobie, że czas jest takim jakim go czynię, takim jak o nim mówię, że nie jest przeciwko mnie… że działa na moją korzyść, że JEST, że dla mnie jest, że ostatecznie wszystko się wydarza w takim czasie, w jakim ma się wydarzyć.

Przypomniałam sobie, że to ja decyduję o tym na co, na kogo mój własny czas przeznaczam i że to ja nadaję lub odbieram wartość temu, co wydarza się w moim czasie. Robiąc lub nie robiąc danej rzeczy mogę mieć poczucie pośpiechu, przymusu, paniki, braku, powtarzać sobie w głowie „że powinnam teraz robić coś innego”, że „nie starczy czasu na to czy na tamto” albo mogę w tej danej rzeczy, w tym danym momencie „wylądować”, „oddać się temu”, skupić TYLKO na tym… i zaufać, ponownie zaufać, że ŻYCIE MA NA WSZYSTKO SWÓJ CZAS i od tego jak do tego podchodzę zależy to czy czuję pośpiech, panikę i brak czasu czy spokój, płynność i to uczucie, że Życie wie i mnie niesie.

Czasem naprawdę potrzebujemy doświadczyć skrajności… by sobie przypomnieć co jest nasze-nasze, by zapragnąć tego jeszcze bardziej, by powiedzieć sobie jeszcze większe TAK.

Doświadczając „wybicia” z mojego rytmu, doświadczając innej jesieni w sobie niż zwykle, poczułam jeszcze głębsze TAK na moją własną relację z czasem. Poczułam jak się dogadujemy i że dobrze nam ze sobą. Wszystko inne to założenia i domyślajki pt. „co inni by powiedzieli”.
Doświadczając załatwiania ważnych, ale jak dla mnie przyziemnych spraw, wygenerowałam tym ogromne pragnienie kreowania, czyli tego, co uwzniośla moją Duszę. Poczułam jak niezwykle ważne jest dla mnie stwarzanie czasu na to. Efekty są m.in. takie, że jeszcze nigdy nie mieliśmy tyle ręcznie zrobionych ozdób na Święta 😊
Doświadczając pewnego rodzaju przymusu wobec tego z kim i kiedy mam spędzić świąteczny czas, jednocześnie doświadczyłam wolności wyboru, który sama sobie dałam oraz wolności od łatki, którą mi kiedyś nadano i za jej pomocą urabiano.

To zaledwie kilka przykładów. Tych wglądów, odkryć jest oczywiście więcej i zapewne pojawią się kolejne, bo gdy supełek puszcza, rozplątuje się cały łańcuszek 😊

Życzę Wam Kochani, by i Wam porozplątywały się Wasze supełki. By ten czas powrotu Światła, który mamy przed sobą był dla Was czasem puszczenia tego, co Was splątuje i czasem narodzenia się tego, co Was od środka rozświetla. Dobrego czasu Kochani, dobrego czasu ❤

Pozdrawiam Was z mojego fotela. On też jest owocem ostatnich tygodni. Kupiłam go „pod siebie” – dosłownie i w przenośni. Jest taką widoczną przypominajką dla mnie „a klapnij se Madziu” 😊
❤

P.S. Ja się odmeldowuję. Wrócę tutaj po 2 stycznia. Na biurku leżą dojrzewające posty, z których we właściwym czasie upiekę dla Was ciepłe, pokrzepiające specjały. Do Siego Roku!

6 komentarzy do “Relacja z czasem.

  1. Witaj Magda
    wspaniały wpis w którym odnalazłam swietlista wskazówkę dla mojej relacji z czasem.
    odkąd pamiętam, miałam takie coś dziwnego w sobie, że muszę być pierwsza , że muszę zdążyć na czas. wszędzie się spieszyłam, w domu, w pracy , w sklepie.
    zadam pytania,które Ty zadałaś sobie i już dziekuje za wyraźne, jasne i zrozumiale, uswiadamiajace odpowiedzi
    pozdrawiam cieplutko i wszelkiego spełnienia życzę I mnóstwo blogoslawienstw

    1. Tranformujących odkryć życzę 🙂 i relacji z czasem po swojemu ❤️
      Dziękuję bardzo za ciepłe słowa ❤️

  2. Z głębi serca dziękuję za ten wpis.Bardzo trudno mi zwolnić, jednak pytania zawarte w poście poruszyły mnie dogłębnie i zamierzam codziennie na chwilę z nimi usiąść.Takie proste i takie trudne;).Dziękuję:*)

  3. „Walka z czasem”, „czas, to pieniądz”, „przegonić czas”, to wszystko daje opór – puść to.
    Bardzo lubię film „Cast Away – poza światem” – zawsze się mylę i mówię „poza czasem”;)
    Dla mnie ten film jest właśnie o tym, między innymi – żyjemy według czasu, stawiamy mu opór, czas nas pokonuje, a ratuje nas obserwacja, zgoda i współpraca z czasem, bycie w czasie.
    Jak mogę czas wykorzystać dla siebie? Cieszyć się tą chwilą z bliskimi, czego wszystkim serdecznie życzę:)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

dziewiętnaście − 11 =