Gdy relacja z rodzicem boli.

Rodziców doskonałych nie ma i nie będzie. Każdy rodzic gdzieś po drodze popełnia błędy. Jedni większe, drudzy mniejsze. Tego nie unikniemy. Fajnie, gdy rodzic potrafi się zatrzymać i zreflektować, wysłuchać, przyjąć informację zwrotną, skorygować swoje zachowanie, okazać skruchę czy przeprosić za krzywdę, którą z różnych powodów wyrządził.

Ale co zrobić, gdy mimo, iż jesteśmy dorośli, rodzic nadal traktuje nas jak swoją własność, gdy nadal rani i kompletnie nie bierze za to odpowiedzialności, ba wręcz nie widzi w swoim zachowaniu nic krzywdzącego. Gdy nadal manipuluje, straszy, wkręca poczucie winy, źle życzy, znęca się psychicznie, poniża, kontroluje, wtrąca się do naszego życia, chce o nim decydować, obsmarowywuje przed rodziną, wymaga 100% szacunku, samemu go nie okazując. A gdy próbujesz wyjść z tego uwikłania wpada w szał i obrzuca cię obelgami albo strzela focha albo straszy, że przez ciebie umrze..

Jedyny sposób na to, to porządne odbudowanie się od środka i postawienie granic, w przeciwnym razie taki rodzic cię zmiażdży, zatruje ci życie, będzie ci w nie włazić swoimi buciorami, nastawi innych przeciwko tobie, włącznie z twoimi własnymi dziećmi, bedziesz chodzić u niego na sznureczku.

Jeśli rodzic nie ma w sobie za grosz gotowości, by w ogóle spojrzeć na siebie i zauważyć że, to co robi jest przykre i degradujące, gdy domaga się bezwarunkowego szacunku i dozgonnej wdzięczności i adoracji, całkowicie negując i ignorując twoje odczucia i to jak ty się czujesz w tej relacji, to jedyne co pozostaje to właśnie postawić granice, czasem wręcz ograniczając kontakt do zera. Nie po to, żeby rodzica ukarać czy się na nim mścić, lecz po to, by zadbać o swoją zdrową przestrzeń do życia.

Bedziesz też potrzebować wsparcia w procesie stawiania granic rodzicowi (małżonka, przyjaciela, terapeuty czy grupy wsparcia), zwłaszcza jeśli twój rodzic jest narcystą, bo gdy zaczniesz wypowiadać mu posłuszeństwo odbierze to jako obrazę majestatu i wpadnie w tzw. narcystyczny szał i zrobi tzw. narcystyczną kampanię wśród rodziny i znajomych przeciwko tobie.

Gdy jesteśmy dorośli, to już nie są czasy, gdy musisz nadal znosić upokorzenia rodzica. Tłumaczenie sobie “znoszenia” rodzica tekstami w rodzaju: bo nie ma innego wyjścia, bo tak wszyscy robią, bo tak wypada, bo rodzicom się należy, jest naiwnym i krzywdzącym podejściem i prowadzi do coraz większej wewnętrznej frustracji, żalu i goryczy, które prędzej czy później przelejesz na kogoś innego (małżonka czy dziecko). Pamiętam nadal jak wiele razy zmuszałam się do rozmów i spotkań z moją mamą (“bo to przecież moja mama, jak mam z nią nie rozmawiać?”), a po rozmowie czy spotkaniu darłam się “nie wiedzieć czemu” na moje dzieci. Pamiętam to napięcie w ciele, zaciśnięte pięści i odruch wymiotny. Wtedy jeszcze nie umiałam rozpoznać ukrytego szantażu emocjonalnego. Ale moje ciało rozpoznawało go bezbłędnie…

Gdy byliśmy mali, to rodzice decydowali całkowicie o formie naszej wzajemnej relacji. Tak się do tego przyzwyczailiśmy, tak to w nas wrosło, że do głowy nam nie przyjdzie, że jako dorośli mamy prawo wpływu i decydowania o kształcie tej relacji. Przypomina mi to trening słonia, który stosują jego właściciele. Gdy słoń jest mały przywiązuje się go do małego, wbitego w ziemię palika. Słonik nie może się od niego uwolnić. I z czasem, mimo że staje się wielkim słoniem, który wielkie bale bez problemu trąbą podnosi, nadal gdy jest przywiązany do małego palika trwa przy nim, nie wiedząc, że mógłby go wyrwać jednym lekkim ruchem.

Nasze życie jest pełne takich sytuacji. Coś zostało wyuczone i nawet nie przyjdzie nam do głowy to zakwestionować. Gdy osoba dorosła wyrządza drugiej osobie dorosłej krzywdę, to nikogo to nie dziwi, że osoba poszkodowana domaga się przeprosin czy zadośćuczynienia. Ale gdy chodzi o relację rodzice – dorosłe dziecko, wielu rodziców swoim dorosłym dzieciom tego odmawia, traktując ich nadal jak swoją własność czy podwładnych. Ale to, że rodzice nie biorą odpowiedzialności za swoje czyny i zachowują się tak, jakby im było wszystko wolno TO NIE ZNACZY, że nam dorosłym dzieciom nie wolno się dopominać szacunku i równego traktowania, TO NIE ZNACZY, że mamy się godzić na krzywdzące zachowania rodziców. I to nie rodzic decyduje o tym czy coś jest krzywdzące, lecz dziecko, które w danej sytuacji czuje się poszkodowane.

Ciagle słyszę na sesjach z klientami “nie mam ochoty jeździć do rodziców”, albo “gdyby nie więzy krwi to w ogóle bym się z mamą/tatą nie spotykała”. To się nie bierze z niczego. To nie jest jakieś widzi-mi-się dorosłego dziecka czy totalny brak wdzięczności z jego strony. Niestety bardzo często rodzic nie chce przyjrzeć się temu dlaczego dziecko czuje się źle w jego obecności, wychodzi z założenia, że to z dzieckiem jest coś nie tak, bo przecież to dziecko powinno być wdzięczne za to WSZYSTKO co się dla niego zrobiło. Ponadto absolutnie temu dziecku, pod żadnym pozorem nie wolno wracać do przeszłości. Ma o niej zapomnieć raz na zawsze. Broń boże wyciągać jakieś niewygodne wspomnienia. Ma być wdzięczne, usłuchane, podporządkowane, uśmiechać się na imprezach rodzinnych i czcić rodziców. Taka zabawa w wielką ułudę. A niech tylko spróbuje ją popsuć, otworzyć usta i wytknąć coś rodzicowi, czeka go wtedy gniew, szał, wyzwiska, pogróżki i wykluczenie.

Według mnie to bardzo aroganckie wymagać od dziecka dyspozycyjnosci, uległości i adoracji. I smutne to jest, że w dzisiejszych czasach, mimo wielu zmian, jest nadal mnóstwo rodziców, którzy stosują jawną bądź ukrytą dyktaturę zamiast dialogu. Jak to jeden z moich klientów ujął “całe życie myślałem, że to tylko ojciec był tyranem, a teraz, gdy stawiam granice, wyszło na jaw jakim ukrytym tyranem jest moja mama”.

Często słyszę “z moją mamą nie da się rozmawiać”, “moi rodzice wszystkiego się wypierają”, “oni mówią, że tak nie było, że przesadzam”, że “mam zapomnieć” itp. To boli, gdy rodzic wypiera, gdy neguje, naiwnie myśląc, że zapomnimy i nie będziemy do tego wracać. Gdyby tylko ci rodzice wiedzieli jak wiele mogliby zyskać tym, że szczerze porozmawialiby ze swoimi dziećmi, gdyby zamiast wybielać się, okazali skruchę za te raniące rzeczy, gdyby zeszli z piedestału, by się z nami prawdziwie spotkać…

Mam to szczęście doświadczać tego od mojego taty. Gdy zapytałam o pewne kwestie mojego dzieciństwa, nie udawał, że nic złego nie miało miejsca, wręcz poczułam wtedy, że żałuje, że pewne rzeczy się wydarzyły. Nie usłyszałam od niego, że wymyślam, że tak nie powiedział/nie zrobił. Potrafił też wiele razy przeprosić mnie za swoje zachowanie. To zbliża, bardzo. Bo mimo krzywd (których nigdy nie unikniemy!), ma się poczucie, że temu rodzicowi zależy na wzajemnej relacji. Rodzic nie ma być bez skazy, ma być prawdziwy i potrafić przyznać się do błędu. Kiedyś w rozmowie nasz syn powiedział do męża, który żałował, że się czasem potyka w relacji z nim, “tato ja nie chcę, żebyś był idealny, bo wtedy mi też nie będzie wolno popełniać błędów'”.

Dzieci potrzebują uznania swoich uczuć, potwierdzenia, że to co czują ma prawo być. Bardzo destrukcyjnie na psychikę dziecka wpływa wypieranie się przez rodzica. Dziecko wtedy się gubi i zaczyna wątpić w swoje zdrowe zmysły – “No to co to jest co ja czuję?”, “Wymyślam to sobie?”, “Co jest ze mną nie tak skoro oni mówią, że nic się nie stało?” A gdy do tego dochodzi obarczanie winą dziecka (“Jesteś nienormalna, jak ty się zachowujesz?”, “Jesteś okropna, jak śmiesz tak mówić do matki?”, “Ja przez ciebie zejdę na zawał”) to dziecko zostaje zainfekowane toksycznym wstydem, który staje się częścią tożsamości.

Rodzic, który nie bierze żadnej odpowiedzialności za własne zachowanie zamyka drogę do zdrowej autentycznej relacji ze swoim dzieckiem. Tam nie ma i nie będzie kontaktu.

Dziecko nie jest własnością rodzica. Niestety jeszcze w wielu domach rozgrywa się dramat za zamkniętymi drzwiami. Dlatego postanowiłam przerwać milczenie, by jak najwięcej osób uświadomić, po to, by mogły wyjść z bolesnego uwikłania i zacząć żyć swoim życiem, tak jak ja to zrobiłam. Obrywam za to, ale już się nie cofnę. Każdy atak w moją stronę staje się nawozem dla mojego wzrostu. Paradoksalnie, to co kiedyś wywoływało we mnie przerażenie, paraliżujący lęk i ogromne poczucie winy teraz, gdy się pojawia, wzmacnia jeszcze bardziej mój niezniszczalny wewnętrzny rdzeń. To jest siła, która płynie z uzdrowionych ran.

Odwagi Kochani!

 

41 przemyśleń nt. „Gdy relacja z rodzicem boli.

  1. To co Pani tutaj pisze to zasluguje na rozglos. Bo bol jaki towarzyszy takim chorym relacjom jest okrutny. Co powinnam zrobić lub co moge zrobić kiedy matka utrudnia kontakt z moja 9letnia siostra? Deprecjonuje moja osobe w jej oczach, nie otwiera drzwi, zabiera małej telefon.

    1. Przykre to bardzo co piszesz Kinga. Ja zalecam, by najpierw skontaktować się z emocjami, jakie ta sytuacja wywołuje. Polecam też bardzo książkę “Matki, które nie potrafią kochać”.

  2. Aż mnie serce zabolało. No cóż, wymagałem, wręcz wymuszałem pewnie zachowania – ale dalej, niestety, walcząc. Powoli zaczynam stawiać uczuciowe granice, zdawać sobie sprawę, z tego kim jestem, co kocham i co chciałbym robić. I że wkurwienie może być dobrym sygnałem, coś przykrywa, ale u mnie. Nie koniecznie dotyczy konkretnie tej osoby.
    W tym przypadku rzeczywiście matki.
    Dzięki i pozdrawiam!

  3. Droga Pani Magdo
    Stała się Pani dla mnie i wielu moich znajomych inspiracją do rozwoju i zmian w życiu. Dziękuję za odwagę pisania i mówienia o rzeczach trudnych i wszystkich tych tabu, przemilczanych i zakłamanych przez wiele pokoleń. Dziękuję za prawdę i mądrość.
    Sama stałam się takim “odkrywaczem zakłamania” i “rozwalaczem chorych układów” :). Spowodowało to oczywiście, że część osób z mojego otoczenia nie potrafi tego zaakceptować. Również mój mąż zrozumiał swoją przeszłość i mechanizmy rządzące w jego rodzinie, które wpływały równiaż na naszą rodzinę. Na razie jeszcze moi teściowie nie potrafią spojrzeć na przeszłość obiektywnie i twardo bronią starego układu. Nie chcą zrozumieć, że on ranił całą rodzinę.. Ale mam nadzieję, że kiedyś nastąpi przełom. Życie w prawdzie jest prawdziwym życiem.
    Pozdrawiam Panią serdecznie i życzę dużo sił do dalszej pracy nad zmianą świadomości społecznej 🙂
    Ania

    1. Aniu, bardzo dziękuję za Twoje słowa. Ależ moje serce się raduje, że tyle dobrego i tyle prawdy gości w Twoim życiu. Bardzo dziękuję za ciepłe słowa. Przyjmuję prosto do serca. Dodają wiatru w skrzydła!

  4. Mądra, Dobra, Wspaniała Madziu – Dziękuję, że jesteś! Ogromu mojej wdzięczności za wysiłek włożony przez Ciebie w uzdrowienie matczynej rany, trudno mi opisać słowami, napisze więc tylko: Jestem Ci wdzięczna! Bo zrobiłaś to jednocześnie dla mnie. To co piszesz jest o mnie, o moich przeżyciach. Pokazujesz mi, że nie zwariowałam. Jest nieprawdopodobnym, jak bardzo słowa i doświadczenia i rozumienie rzeczy, mogą być ze sobą zbieżne – u osób, które się w ogóle fizycznie nie znają. Nawet lektury czytamy te same.Jesteś dla mnie Siostrą. Siostrą, która rozumie mnie jak nikt inny i jako jedna z niewielu osób uznaje moje cierpienie za prawdziwe, nie wyimaginowane. Dziękuję Madziu. Prawo do zerwania kontaktów dałam sobie 5 lat temu. Kiedy ukróciłam możliwość dobijania się do mnie, oskarżania mnie i ustawiania do pionu (mnie 40latki) , oczerniano mnie wśród kuzynów, że rozpierdalam rodzinę, a niedawno napisano do mojego dorosłego Syna, że mam konszachty z diabłem. Bez komentarza. A ja po prostu potrzebowałam oddychać, żeby żyć. ŻYĆ! Kontakt z nimi oznacza dla mnie śmierć. Wiem, że dla kogoś, kto tego nie doświadczył, mocne słowa o zerwaniu kontaktu z rodzicami mogą brzmieć groźnie. Prawdą jest jednak, że każda komórka mojego ciała tak właśnie to czuje. A ja już dawno wyrosłam z tego, żeby zaprzeczać temu co czuję. Im dalej jestem w procesie, tym jaśniej widzę w jakim toksycznym bagnie tkwiłam. I jak bardzo mam prawo do zdrowej przestrzeni. Zatem powtarzam za Tobą: Obrywam, ale już się nie cofnę. Każdy atak w moją stronę staje się nawozem dla mojego wzrostu. Dziękuję, że jesteś Madziu.

    1. Aga, bardzo dziękuję za podzielenie się swoim doświadczeniem, za Twoje odważne słowa. Tak, dla kogoś, kto sam nie doświadczył, tego co Ty doświadczyłaś, Twoja potrzeba zerwania kontaktów jest niezrozumiała. Jednak to nie zmienia faktu, że jest jak najbardziej uzasadniona. Masz prawo dbać o swój dobrostan, masz prawo do życia w zdrowiu psychicznym i emocjonalnym. Nikt nie ma prawa wymagać od Ciebie pozostawania w przemocowym środowisku. Gratuluję wyrwania się z tak toksycznego układu, musiało Cię to bardzo dużo kosztować. Pozdrawiam bardzo ciepło ❤

  5. Chcę podziękować Ci Magdo za to oświecenie jakiego doznałam czytając Twojego bloga. Od ponad dwudziestu lat zyję z narcyzem i nie wiedziałam co się dzieje, co robie nie tak?? Poprawiałam się i poprawiałam się i przystosowywałam się a i tak było źle. Nie mogłam sprostać wymaganiom mojego męża. A teraz zaglądam tu bo szukam ratunku dla syna, który przezywa to o czym Ty piszesz i inne osoby, które tez tu trafiły. Bardzo inspirująca jest Twoja historia i Twojego męza (oglądam na youtube), dająca nadzieję. Dziękuję Wam obojgu.

    1. Proszę bardzo ❤ Bardzo się cieszę, że to czym się dzielimy z Grzegorzem otwiera Tobie oczy. Ja dokładnie tak żyłam jak Ty piszesz – poprawiałam się i dopasowywałam i dalej byłam nie dość dobra, dalej nie spełniałam wymagań. Bardzo polecam książki “Molestowanie moralne” Marie France Hirigoyen oraz “Wilk w owczej skórze” dr George Simon.

  6. Naprawdę nie sądziłam, że tak wiele osób ma podobne przejścia co ja… zawsze uważałam, że muszę być wystarczająco silna, by z tym wszystkim walczyć, dawać radę, stawiać czoła, kruszyć kopie, w końcu walczyć z wiatrakami czy nawet demonami przeszłości.. To było bardzo męczące i powodowało duże nadużycie siebie. W dodatku zawsze jakieś nieokreślone wewnętrzne poczucie mówiło mi, że pomimo ciężkiej pracy, utraty tchu, wciąż coś mnie uwiera, sprawia, że jest niemożliwie niewygodnie w tym układzie, że wciąż czegoś brakuje, jest… złowrogo, jest dziwnie, jest pusto… Nie czułam się spełniona i kochana. Mam 30 lat i dopiero teraz zrozumiałam, jak wiele energii poświęcam osobom, dla których liczy się tylko ich własny czubek nosa. Bardzo długo nie mogłam pojąć, że pomimo tego, że są to przecież najbliżsi ludzie, to ja nawet od zupełnie obcych osób nie nasłuchałam się tylu przykrości, co od tych, w których powinnam mieć prawdziwe zdrowe wsparcie. Nie miałam. Mój ojciec ma od lat stwierdzoną chorobę dwubiegunową, a matka, która zawsze kreowała swój wizerunek jako moje największe wsparcie – jest jak chorągiewka na wietrze, (określiłaś to jako osobowość borderline?), szantażując mnie emocjonalnie, że bez niej nie dam sobie w życiu rady.

    Ale wewnętrzny kompas nie zawodzi. Ja zawsze podziwiałam osoby, które potrafią stawiać wyraźne granice i staram się takimi otaczać, licząc na to ze pewnego dnia i ja stanę się dojrzała, stabilna, potrafiąca wyrażać złość w sposób nie krzywdzący ani siebie ani innych. To trudna droga, dopiero ją odkrywam. Dziękuję Ci, Madziu, że prowadzisz ten blog i cieszę się, że znalazłam się właśnie tutaj i właśnie teraz. Trzymam za Ciebie kciuki, dałaś mi nadzieję, że potrafię jeszcze sama siebie pokochać, zanim sama zdecyduję się na potomstwo.

    1. Ewelina, bardzo Tobie dziękuję za Twoją wypowiedź, za Twój głos. Tak bardzo Cię skrzywdzono… Tak wiele złego doświadczyłaś od najbliższych, tyle niesprawiedliwości. Jak dobrze, że teraz dbasz o siebie, że otaczasz siebie zrozumieniem i troską. Wszystkiego dobrego ❤❤❤

  7. Dziękuję za poruszenie tak trudnych dla mnie tematów. Ile przeżyłam katuszy przez moich rodziców, a najbardziej przez matkę przez te 37 lat życia to tylko Bóg wie, a ile jeszcze jest nieuświadomionych kwestii…
    Każdy dzień od kiedy podjęłam walkę o swoją godność o poznanie prawdziwej siebie przynosi wiele czasem sprzecznych uczuć… Ale najważniejsze że otwiera oczy… Zastanawiałam sie często czemu jestem taka jaka jestem, czemu swoimi komentarzami, wprowadzam ludzi w zakłopotanie- czując przy tym dziką satysfakcję…, dopiero kiedy podjęłam trud zmierzenia sie z doświadczeniami z dzieciństwa, poznałam że to, jak traktowałam innych, było moją furtką do wyładowania emocji jakie czułam kiedy to mnie moi rodzice wprawiali mnie w zakłopotanie, w zawstydzenie, upokorzenie. Teraz kiedy już poznałam prawdziwą genezę moich toksycznych zachowań nie czuję przymusu aby tak traktować innych.. Nigdy nie rozumiałam dlaczego nie potrafię z córką rozmawiać, dlaczego czas spędzony razem był dla mnie katuszą , dlaczego z obojętnością mijałam pokój w którym beznamiętnie serfowała po necie… Moja matka tak samo trzymała mnie na dystans, tak samo chłodno pytała jak minął dzień nie interesując sie wcale co na to odpowiem.. Zadawałam własnemu dziecku ból który moi “bliscy” mi zadawali.. Dlaczego biłam dziecko i wymagałam ślepego posłuszeństwa – bo tak byłam przez rodziców traktowana.. Dopiero kiedy poznajesz siebie, kiedy przywołujesz i przytulasz te małe dziecko które jest w nas samych, kiedy pozwalasz mu poczuć jak bardzo kiedyś bolało, że teraz można już płakać, że można powiedzieć NIE, dopiero wtedy nabieramy wiary że się uda, że możemy żyć w zgodzie z tym jak dyktuje nam serce, że mamy prawo do wszystkich emocji, że chcemy te emocje wyrazić tak aby nie raniły innych… Długa droga przede mną, ale już z niej nie zawrócę … bo wiem że będąc prawdziwą sobą mogę być lepszą mamą i żoną. .

    1. Wiktoria… bardzo Tobie dziękuję za tą wypowiedź. Bardzo mnie wzruszyła… Tyle w Tobie gotowości na zmianę, tyle w Tobie otwartości na to, co bolesne, a co jednocześnie uzdrawia się, przez bycie z tym… Słychać w tym co piszesz serce, które pragnie kochać i być kochane. Przytulam mocno ❤❤❤

  8. Pani Magdaleno bardzo dziękuję za Pani pracę.Za to,że dzieli się Pani wiedzą i własnym doświadczeniem.Pani bloga i filmy odkryłam jakiś czas temu- są dla mnie ogromnym wsparciem i dziś odważyłam się napisać.Gratuluję Pani odwagi i życzę zdrowia i wszystkiego,co dobre.

    1. Dziękuję bardzo za ciepłe słowa. Cieszę się bardzo, że to czym się dzielę jest tak wspierające. Wszystkiego dobrego ❤

  9. Pani Magdaleno, jaka jestem szczesliwa, ze trafilam na Pani bloga. Ten wpis jest dokladnie tym co przezywam (dzwigam bardzo ciezki bagaz zyciowy), tez bardzo toksyczna relacja z mama, mimo, ze zyjemy osobno od kilkudziesieciu lat, czuje jej ‘ oddech’ na plecach, kazda rozmowa telefoniczna wzbudza we mnie takie emocje, ze nastepstwem jest wyzywanie sie na dzieciach i mezu (niestety). Nie mam ochoty na kontakt, szczerze i to uczucie ‘wywoluje wyrzuty sumienia’, i dylemat pt.’co powinnam a czego chce’ tak jak pisaly moje porzedniczki, ‘no ale jak, przeciez wypada, nalezy miec kontakt’. Jestem rozdygotana emocjonalnie, totalnie niepewna siebie, przerazona i wrecz sparalizowana, mimo ze, ‘gram przed publicznoscia’, jak to Pani pieknie ujela w poscie ‘o mnie’. Przeraza mnie mysl, ze przez te hustawke emocjonalna strace moje dzieci, uciekna ode mnie, matki niestabilnej… Staram sie pracowac nad soba regularnie, ale nadmiar negatywnych mysli powoli wyzera…Paradoksem jest, ze pomagam ludziom, ‘jestem pozytywna i mam dobra energie’ w ich mniemaniu, a sama zostaje sama ze soba w czarnym kokonie. Bardzo chcialabym wziac udzial w warsztatach, ale mieszkam poza granicami kraju, wiec bedzie ciezko. Mimo to, dziekuje za Pani szczerosc, madrosc, cieplo i za odwage, poruszyla Pani niesamowicie wazny Tabu temat i za to jestem niezmiernie wdzieczna.
    Wdziecznosc i szacunek dla rodzicow to jedno a wymuszone posluszenstwo, przyprawione szantazem emocjonalnym, to druga sprawa. Tak jak Pani prawidlowo ujela, nie ma rodzicow idealnych, nie ma ludzi idealnych, ale swiadomosc popelnianych bledow i skrucha, to juz jest pol sukcesu. Niestety, w wielu domach nadal jest stosowana wladza autorytarna.
    Pozdrawiam serdecznie i sciskam

    1. Nika, dziękuję za Twój głos. To bolesne co piszesz. To przykre, że odbija się na Twojej rodzinie to, co się dzieje w relacji z Twoją własną mamą. Bardzo polecam książkę Susan Forward “Matki, które nie potrafią kochać”. To jest bardzo konkretna książka, z którą się pracuje. Jeśli posługujesz się językiem angielskim to polecam również bloga Bethany Webster http://www.womboflight.com oraz jej online kurs uzdrawiania matczynej rany. Powodzenia <3

  10. Czytam i czytam, oglądam i słucham i nadziwić się nie mogę, że ktoś czyli Ty myśli i czuje tak podobnie jak ja.
    Ja, kiedy pierwszy raz tupnęłam nogą i postawiłam się rodzicom (mając 35 lat 🙁 ), byłam zszokowana ich reakcją. Zupełnie nie przyjęli mojej życiowej decyzji, a skutek był taki, że zerwałam kontakt na pół roku, a mocno ograniczyłam na kolejne dwa lata. Teraz, po kilku latach od tej sytuacji, nadal nie mogę uwierzyć, że tak można zdradzić swoje dziecko. Ale dzięki Tobie zaczynam rozumieć.

    1. Iza gratuluję stanięcia za sobą, na pewno nie było to łatwe. Przykre jest to, że czasem trzeba mocno ograniczyć kontakty z własnymi rodzicami, by uratować siebie. Wszystkiego dobrego! Pozdrawiam bardzo ciepło.

  11. Magda, nawet nie wiesz jak się cieszę, że trafiłam na twój kanał na YouTube i tego bloga. Twoje filmiki dały mi dużo wsparcia w momencie kiedy go bardzo potrzebuję, dużo.. uprawnomocnienia dla tego co czuję, spokoju i poczucia, że jest wszystko ze mną ok. Do tego – jesteś zajebiście pozytywną osobą, widać, że masz to wszystko głęboko przepracowane i naprawdę jest przyjemnością słuchanie Ciebie, nawet kiedy opowiadasz o rzeczach, które przywołują bolesne wspomnienia i emocje. Cieplutko pozdrawiam.

    1. Kasiu, bardzo dziękuję za Twoje słowa i bardzo się cieszę, że to czym się dzielę jest dla Ciebie wsparciem.
      “Ze mną jest coś nie tak” jest podstawowym programem wkręconym w dzieciństwie. Dlatego tak ważne jest właśnie to uprawomocnienie. Wg mnie jest wręcz niezbędne w wyjściu z uwikłania w którym człowiek żył. Powodzenia!!!

  12. Witam Pani Magdo szukam kontaktu z Panią .Proszę podac mi maila tylko nie przez facebooka bo nie posiadam. Chciałabym sie dowiedzieć o terapii i pomocy z Pani strony? Pozdrawiam Beata Taborska

  13. Bardzo dziękuję, namiar na Panią dostałam dzisiaj od przyjaciela, akurat w chwili kiedy bardzo mocno szarpie mną po wizycie w rodzinnym domu… Po każdej wydaje mi się że jestem nienormalna i że nigdy nie wyjdę z emocjonalnej studni… Dzisiaj widzę światełko w tunelu, że może jednak nie wszystko stracone…

    1. Dziękuję Ewo za komentarz. Polecam bardzo książki Susan Forward – “Matki, które nie potrafią kochać”, “Szantaż emocjonalny”,”Toksyczni rodzice” oraz “Symbioza i autonomia” Franza Rupperta. Wszystkiego dobrego!!!

  14. “Gdy osoba dorosła wyrządza drugiej osobie dorosłej krzywdę, to nikogo to nie dziwi, że osoba poszkodowana domaga się przeprosin czy zadośćuczynienia”
    a ja się nie domagam przeprosin od osób dorosłych i pozwalam traktować jak służącą mimo swoich 40 lat. Jeśli przypadkiem się sprzeciwię- mam tak ogromne poczucie winy, że mękę prześladowania przez innych odczuwam jako mniejszą. Nie przytulę i nie pocieszę wewnętrznego dziecka, bo ja- 40 latka drżę i boję się żyć- jak więc mogę swoją małą mnie ochronić? Czasem podczas jakiegoś przykrego zdarzenia łapię się na swoim wewnętrznym płaczu i wołaniu “chcę do mamy!” Ale wtedy wcale nie czuję się mamą dla mojego wewnętrznego dziecka. Jestem równie przerażona życiem jak ono…

    1. Jest jedna rzecz, którą możesz zrobić – możesz okazać zrozumienie dla tej małej siebie, możesz dać jej odczuć, że wiesz co czuje i że ją rozumiesz, bo Ty też przez to przeszłaś i że choć nie wiesz jak to wszystko zmienić, to jej nie zostawisz, to z nią posiedzisz, bo jest dla Ciebie ważna. Bądź tą pierwszą osobą, która się nad nią zatrzyma. Nie tą, która ma wszystkie odpowiedzi i rozwiązania, lecz tą która się zatrzyma i powie do niej “rozumiem Cię Kochanie, masz prawo czuć to co czujesz, jestem przy Tobie”. To się wydaje banalne, a jednak zmienia bardzo dużo, bo ta mała dziewczynka zaczyna czuć, że nie jest sama, że kogoś obchodzi.
      Pozdrawiam Cię bardzo ciepło.

      1. Ja mam to samo…a lat49…wszystko we mnie krzyczy, a ja ciągle ulegam tej despotycznej, chorej psychicznie matce. Od dzieciństwa byłam ta gorsza i poddana. Tak bardzo chcę się z tego wyzwolić…Teraz już niszczy ona jako babcia moje dziecko, teraz już nie myślę tylko o swoich ranach, musze walczyć o moje dziecko…
        Majka

  15. Wspaniała , cudowna dziewczyno, dziękuję za ten tekst i za blog i filmiki. Jak poradzić sobie z rodzicami nie zabijając ich :-), świetnie pokazują Oleg i Andrzej w Tresurze Matriksa. Pozdrawiam serdecznie

  16. Dziękuję za ten wpis, czytam go “na gorąco”, po wyznaczeniu granic przyszłej teściowej.
    Czuję ulgę, że “oddałam właścicielce jej kamienie, które bez mojej zgody wylądowały w moim ogródku” .
    To bardzo trudne.
    Po przeczytaniu tego wpisu, wiem jeszcze bardziej, że nazywanie uczuć i wyznaczanie jasnych granic jest niezwykle ważne na przyszłość.
    Dziękuję.

  17. Piękne! Prawdziwe! Od jakiegoś czasu pracuje sama nad sobą. Dzięki Pani wiem, skąd to moje przygnębienie i nieokreślona złość po wizycie w rodzinnym domu. Dziękuję! Ogromnie cieszę się, że przypadkowo Panią odnalazłam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.