Samopotępienie

Dla każdego uzdrowienie będzie oznaczało coś innego. Dla mnie uzdrawianie nie polega na tym, by oczekiwać od siebie tego, by się już nigdy nie zdenerwować, nie złościć, nie mieć reakcji, nie popełniać błędów, lecz to, jaka DLA SIEBIE jestem w takich momentach. Dlaczego? Dlatego, że uważam, że nie ma takiej możliwości, że jak przejdziemy jakąś terapię, to już nigdy się nie zdenerwujemy, nie nakrzyczymy na kogoś, że nerwy nam w związku z czymś nie puszczą, bo życie jest życiem i stresujące sytuacje będą się zdarzały. Dlatego chodzi o coś innego – jeśli jesteś w procesie powrotu do siebie i zdarzy Ci się jakaś stresująca sytuacja, jeśli jesteś wobec kogoś niemiła/y, jeśli popełniasz jakiś błąd, to pytanie, które warto sobie zadać brzmi – jak potraktuję w tym siebie?

Czy będziesz się potępiać, czy będziesz sobie dowalać, czy podejdziesz do siebie z miłością, właśnie w tym momencie, gdy wg standardów naszej kultury, najmniej na tą miłość zasługujesz? Dlaczego to jest istotne? Bo jeśli nie okażesz sobie miłości, tam, gdzie siebie odrzucasz, te sytuacje będą wracać, by w końcu ta miłość mogła popłynąć. Szczególnie, jeśli masz w swojej historii zachowania, którymi krzywdziłaś/eś innych i byłaś/eś bardzo za nie karcona/y czy zawstydzana/y, to takie zachowania będą wracały, byś Ty siebie potraktował/a inaczej niż te osoby w przeszłości traktowały ciebie. I oczywiście, jeśli zrobiło się krzywdę to dobrze jest przeprosić osobę, której się ją wyrządziło, ale nie z przestrzeni pogardy wobec siebie, lecz z przestrzeni empatii dla tej drugiej osoby. To jest kolosalna różnica, ponieważ to pierwsze wypływa z toksycznego wstydu, to drugie z miłości. To pierwsze będzie się powtarzało i psuło relacje, aż nie zostanie uzdrowione, to drugie buduje zaufanie w relacjach i pozwala im się pięknie rozwijać.

W moim własnym życiu, mam historię tego, że zachowywałam się w przemocowy sposób, emocjonalnie i fizycznie, wobec dzieci i męża. Bardzo się za to potępiałam, karciłam i tak samo mój mąż bardzo mnie za to zawstydzał. Gdy zaczęłam wracać do dzieciństwa, tam gdzie mi samej robiono krzywdę, moje przemocowe zachowania zaczęły zdecydowanie maleć, pojawiały się coraz rzadziej i trwały coraz krócej, dlatego, że uzdrawiałam ich przyczyny. Uwalniając stare stłamszone emocje, nie musiałam ich już odreagowywać na najbliższych. Ale to nie uwalniało do końca samopotępienia, głębokiego toksycznego wstydu. Dlaczego? Dlatego, że samopotępienie to zinternalizowane potępienie, którego doświadczyliśmy od kogoś innego. Tak jak nas karcono, tak my potem karcimy siebie samych. Jeśli jako dzieci zrobiliśmy jakiś błąd albo zrobiliśmy komuś krzywdę i zamiast rozmowy, wyjaśnienia, wyciągnięcia wniosków, zostaliśmy za to surowo ukarani czy potraktowani z pogardą, głęboko zawstydzeni, to w tym momencie dostawaliśmy komunikat, że tak należy siebie traktować, gdy popełni się błąd czy kogoś skrzywdzi. Innymi słowy zamodelowano nam, że mamy siebie za takie zachowanie odrzucić.

Jak to uzdrowić? Sposobów zapewne jest wiele, ja opowiem, jak ja to robię. Gdy raz na jakiś czas wróci jakieś moje stare zachowanie, za które byłam potępiana przez siebie samą czy przez innych, to teraz zamiast mówić do siebie „Jak ty się zachowujesz? Z ludźmi pracujesz, masz kanał na YT, a zobacz co wyprawiasz!?”, mówię do siebie samej „Nie odrzucę Cię za to, nie będę Cię potępiać, choćby cały świat stanął teraz i wytykał Cię palcami, ja wiem, że w tym momencie potrzebujesz zrozumienia, akceptacji i miłości najbardziej” i tulę siebie i płaczę… Wracam też wtedy do wcześniejszych sytuacji, które ta bieżąca przypomina i okazuję tamtym mnie empatię, czasem mówię coś w rodzaju – „Popatrz, jeśli ja taka już uzdrowiona zezłościłam się dziś na dziecko, to jak Ty wtedy z tamtą świadomością, z tamtymi nie uleczonymi ranami miałaś zareagować?” Pojawia się wtedy głęboka ulga i samo-zrozumienie. Po tym wewnętrznym procesie przepraszam osobę, której zrobiłam krzywdę, ale nie z pozycji samo-potępienia, lecz z pozycji empatii wobec niej, stawiam się w jej butach. Dzieci dodatkowo pytam, jak to było dla nich, co im to zrobiło, co o sobie pomyślały, gdy ja zachowałam się krzywdząco i uznaję ich odczucia i emocje.   

Nasze dzieci są coraz starsze, więc wiedzą, że jeśli mi czy Grzegorzowi coś starego się “odpala” w ich kierunku, to mają prawo zareagować tak, jak nie mogły wtedy, gdy były małe. Dzięki temu uzdrawiają w sobie brak sprawczości, bezsilność, wychodzą z zamrożenia. Podam przykład. Ja kilka razy w życiu roztrzaskałam laptopa na oczach mojego małego syna. To było straszne dla niego. Nie mógł nic zrobić. Ja byłam jak w amoku. Po tym, jak zaczęłam do siebie wracać te zachowania ustały. Przez wiele lat sytuacja się nie powtórzyła, aż powtórzyła się, gdy przyszedł czas, bym ja to sobie wybaczyła, a on by był na tyle duży, żeby mógł zrobić to, czego nie mógł zrobić w przeszłości – zatrzymać mnie, postawić się mi. Gdyby ktoś z boku patrzył na to, że znowu po tylu latach walnęłam laptopem, to by powiedział – „Szpilka odwaliło Ci? Mówisz, żeby się z szacunkiem odnosić a znowu laptopem rzuciłaś”. Ale ja wtedy po raz pierwszy w tej sytuacji, mimo, że mój umysł chciał mnie skarcić i już szykował się do ataku, powiedziałam do siebie – „Nie odrzucę Ciebie. Właśnie w tym momencie, kiedy już NIE POWINNAM się tak zachowywać, nie odrzucę Ciebie. To zachowanie nie jest OK., ale nie odrzucę Cię za nie”. I nie pozwoliłam samo-potępieniu mnie zalać. Trzymałam siebie tak długo, aż poczułam, że ta Magda w środku wierzy mi, że jej nie odrzucam. W tym czasie Grzegorz akurat wszedł do domu i zajął się naszym synem i jego emocjami, które jak fala wróciły z przeszłości, gdy był malutki, gdy taty nie było, bo był w pracy, a mama szalała. Wtedy był sam. Tym razem był tata. Tym razem mógł się wypłakać, wyrzucić emocje i otrzymać ochronę. Jego ciało, mózg, jestestwo doświadczyło nowego rezultatu. Również ja doświadczyłam nowego rezultatu – oprócz tego, że ja sama siebie nie odrzuciłam i nie potępiłam, nie zrobił tego również Grzegorz. Jest mi trudno ubrać w słowa jak uzdrawiające to było dla nas wszystkich…
Tego samego dnia, gdy znowu się zdenerwowałam na inną elektroniczną rzecz, nasz syn nie stał już zamrożony, przyniósł mi poduszkę i spokojnie powiedział „Mama, jak chcesz w coś uderzyć to tu masz”. W tym momencie całe moje zdenerwowanie odpłynęło i zobaczyłam, że stary program puścił na dobre. W miejsce bezsilności, u mojego syna była już sprawczość. To był dzień celebracji w naszej rodzinie. Ja okazałam sobie miłość, tam gdzie siebie potępiałam, mój mąż mnie nie potępił, tam gdzie kiedyś mnie potępiał, a nasz syn wyszedł z zamrożenia i odzyskał sprawczość.

Dlaczego się tym dzielę? Dlatego, ponieważ jedną z pułapek w rozwoju jest to, że oczekujemy od siebie nieskazitelnych zachowań, oczekujemy od siebie, że jak już przejdziemy jakąś terapię, czy ileś kursów rozwojowych, czy pracujemy z dzieckiem wewnętrznym, czy mamy kanał na Youtubie i pracujemy z ludźmi, to już nie wolno nam popełnić błędów, to już nigdy nikogo nie wolno nam skrzywdzić, choćby nieświadomie. Tworzymy wtedy ogromną presję i tak jak od siebie oczekujemy nieskazitelności, to samo narzucamy innym. Ale każdy z nas jest w procesie ukochiwania samego siebie, w procesie, który będzie trwał całe życie, bo nosimy w sobie nie tylko swoją historię, ale historię rodu, kraju, historię kolektywną. Jest w nas tyle miejsc, do których trzeba wrócić, w których miłość nie płynęła i nie płynie, gdzie zamiast życzliwych spojrzeń i słów, usłyszeliśmy karcące komentarze czy poczuliśmy cięgi na skórze. By wrócić tam, gdzie miłość nie płynie czasem Życie wróci nas do sytuacji, na które teraz mamy szansę odpowiedzieć w nowy sposób, z miłością.

W Japonii jest taka technika i sztuka naprawy potłuczonej ceramiki. Nazywa się Kintsugi. Polega na tym, że potłuczone elementy łączy się laką z dodatkiem złota, srebra czy patyny. Technika ta jest pracochłonna i stosuje się ją wobec przedmiotów szczególnie ważnych, stanowiących wartość dla właściciela. Efekt jest taki, że zniszczony przedmiot jest nie tylko z powrotem sklejony, lecz jest ozdobiony żyłkami metali szlachetnych. Przypisuje się mu większą wartość artystyczną, niż posiadał przed zniszczeniem.
Myślę, że to piękna metafora tego, co dzieje się w nas, gdy wracamy do naszego dziecka wewnętrznego i w miejsca, gdzie są uszczerbki, pęknięcia, rozbicia, wlewamy miłość.

💗

(Kintsugi – źródło: Wikipedia)

9 przemyśleń nt. „Samopotępienie

  1. Trudne to jest bo jesteś za słaby i boisz się tych emocji. Nie kombinuj ugotuj coś idź że znajomymi, posłuchaj muzyki cokolwiek to wtedy samo wyjdzie. Okaż sobie wsparcie zanim zaczniesz być z emocją.

  2. Przegrany- żeby pozwolić sobie czuć musisz być na tyle silny żeby właśnie móc sobie na to pozwolić…. Nie zmuszaj się, daj sobie więcej wsparcia przestrzeni i ciepła. W skrajnie ciężkich sytuacjach życiowych nieraz nie jest wskazane wywalenie wszystkiego na wierzch siłą…. Trzeba mieć w miarę silne stabilne ego lub wsparcie od kogoś żeby być gotowym na zalew emocji.

  3. Magda, od tygodni zanurzona jestem w temacie samopotępiania i samokarania. Za każdym razem moja reakcja jest inna, coraz bardziej jestem wtedy przy sobie ze zrozumieniem niż na przeciwko siebie z niechęcią w sercu. Dziękuję Ci za ten tekst, przyszedł dzis do mnie w odpowiednim momencie, otwierając kolejne okienko świadomości siebie. Przyszedł chwilę po tym, jak niemal odrzuciłam siebie w trudnym momencie. Dziękuję Ci za WSZYSTKO <3

    1. Wspaniale! Ale pięknie odbudowujesz relację ze sobą! Dziękuję, że się tym podzieliłaś. Raduje moje serce, że ten post Ciebie wspiera

  4. Czemu to jest takie trudne? Czemu tak trudno pozostać z emocją? Próbuję wszystkiego, tłumaczę sobie, że jak uwolnię emocje, to moje życie się zmieni. Będę miłością. Radością. Będę miał lepszą energię. Będę miał pieniądze. Będę wolny. Zdrowy. Zamieszkam na swoim. Świat zewnętrzny się odnieni. Ogólnie stosuję 1500 sztuczek, aby przekonać umysł, że warto trochę popracować. PRZECIEŻ TO TRUDNE TYLKO W PRAKTYCE… bo tak, żeby to opisać wydaje się łatwe co nie? pozwól sobie czuć emocje, choćby cię skręcało w brzuchu, czuj je a one się uwolnią. Tak to widzę, ale co z tego, skoro rzeczywistość podeślę mi emocję wk*rwu i już leżę. To jest smutne, bo tak niewiele trzeba, aby zmienić swoje życie.. Tak ku*a niewiele. Straciłem już wiele czasu, bo nie umiem czuć nieuciekając. Max. pół godziny dziennie i uciekam w rzeczy przyjemne np. youtube. Żal.

    1. A co gdybyś wysłuchał tego w sobie, co boi się emocji? Zawsze jest powód dlaczego nie chcemy czuć. Wygląda na to, że to jest to co musiałeś wtedy zrobić – przestać czuć, bo to w jakimś stopniu Cię chroniło. I teraz gdy mówisz do tamtego siebie – już nie trzeba, przestań, to po pierwsze on może nie wierzyć i nadal się bać, a po drugie czuje nacisk z Twojej strony. Zobacz go, usłysz, postaw się w jego buty… Nie bądź kolejną osobą, która mu mówi co ma robić. Bądź tą, która da mu czas, która go wysłucha, która okaże zrozumienie. Wtedy i tylko wtedy, w odbudowanym zaufaniu, on otworzy to, czego bał się czuć, bo będzie wiedział, że może na Ciebie liczyć.

      1. Witam mam to samo że chciałam czuć cokolwiek ale nie mogłam nic poczuć. To wynika z tego potrzeba trochę ciepła wsparcia trzeba najpierw się wzmocnić to te uczucia wypłyną. Jeśli nic nie czujesz i jesteś zablokowany to znaczy że jesteś jeszcze za słaby. Musisz dać sobie coś dobrego ogrzać się i wtedy wszystko samo wypłynie. Mocne emocje powinny wyjść wtedy kiedy będziesz na tyle silny żeby sobie z nimi poradzic. Musisz mieć jakieś bezpieczeństwo i przestrzeń choćby psychicxną, żeby to wszystko mogło przyjść i ciebie nie zalało. Nie zmuszaj się żeby czuć, zamiast tego wzmocnij się trochę. Wiem co mówię.

  5. Dziękuję Ci Magdo za ten tekst. Niby to jest oczywiste (po zakończeniu terapii i powrocie do siebie), a jednak często zdarza mi się siebie potępiać. I te oczekiwania, że teraz to już będę doskonały… Dziękuję Ci za te słowa, bardzo ich potrzebowałem. Pozdrawiam ciepło Ciebie i Twoją rodzinę

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.