Wszystkie wpisy, których autorem jest Magdalena

Kolektywny poród domowy

Witajcie Kochani, muszę przyznać, że bardzo mi służy odpoczynek od mediów społecznościowych i dozowanie sobie ilości informacji, które do mnie napływają na temat obecnej sytuacji. Doświadczam też teraz bardziej niż kiedykolwiek jak kojąco wpływa na mnie natura, szczególnie śpiew ptaków. Chyba nigdy wcześniej nie byłam z tymi dźwiękami tak obecna i nie chłonęłam ich tak głęboko. Prawie natychmiastowo sprowadzają mnie do tu i teraz, a co za tym idzie mam wtedy dużo głębszy i stabilniejszy kontakt z samą sobą. W całym tym zamieszaniu, gdy zadbałam o stan mojej własnej energii, gdy skupiłam się na tym, czego potrzebuję i na co faktycznie mam wpływ, poczułam się dużo lepiej i oddycham głębiej i spokojniej. Czuję jak we mnie samej jak i kolektywnie przesuwają się i układają głębokie warstwy podświadomości. Jestem bardzo ciekawa co się z tego narodzi.

A propos narodzin! Kilka dni temu trafiłam na zapis wideo porodu domowego. Nie dotyczył on jednak tylko samego momentu narodzenia się dziecka, lecz przede wszystkim przedstawiał to, co działo się z kobietą, która rodziła, w czasie wielu godzin poprzedzających przyjście jej dziecka na świat. To wideo trwało może jakieś 10-15 minut, ale miało się wrażenie jakby ten czas przed narodzinami ciągnął się w nieskończoność. Czytaj dalej Kolektywny poród domowy

Zwolnienie tempa świata

Kochani, jak się macie w tej całej sytuacji? Jak Wasze samopoczucie?
Tak mi przyszło, żebyśmy w tym naporze przytłaczających informacji podzielili się tym, co dobrego dzieje się w naszych życiach w tej sytuacji, jakie pozytywne zmiany ona wnosi. Tak dla równowagi 😊

Ja muszę przyznać, że czuję się zupełnie inaczej. To zwolnienie świata działa na moją istotę kojąco. Mam wrażenie jakby wcześniej ten pośpiech, hałas, pęd udzielały mi się i potrzebowałam więcej czasu, by się zregenerować, by naładować baterie. Natomiast od czasu, gdy w Irlandii zamknięto szkoły, puby, gdy jeździ dużo mniej aut, gdy ludzie pracują w domach i nie śpieszą się z miejsca na miejsce, jest jakby mniej bodźców w polu kolektywnym, które do tej pory, gdy ich było sporo, nieświadomie odczuwałam i które na moją wrażliwość wpływały. Mam też wrażenie, że jest dużo więcej życzliwości, choć na jej brak nigdy nie mogłam narzekać w Irlandii. Jakbyśmy się stali taką jedną wielką rodziną… W każdym razie ja tak to czuję.  Czytaj dalej Zwolnienie tempa świata

Jak pracować z traumami rodowymi?

Kochani, zapewne część z Was zna to z ustawień systemowych, w których pracuje się z rodem. Ja z rodem pracuję indywidualnie poprzez odczuwanie współczucia lub mówiąc kolokwialnie poprzez stanięcie w butach przodków i dopuszczenie w sobie tego, co oni czuli, a byli z tym sami albo nie pozwolili sobie do końca poczuć.
 
Tą obecną sytuację widzę tak, że kontaktuje nas ona z naszymi traumami, po to byśmy rozmrozili zamrożone części nas, które nadal są straumatyzowane i zamknięte w pewnej czaso-przestrzeni. Ale nie tylko to, myślę, że jest to również czas, który pokazuje nam jak to musiało być dla naszych przodków, po to, by ich poczuć, po to, by powiedzieć „teraz rozumiem… teraz wiem jak to jest”, by mogły uzdrowić się traumy rodowe.
 

Czytaj dalej Jak pracować z traumami rodowymi?

Wiadomość od podświadomości

Kochani, jak wiecie facebook pęka w szwach od postów na temat wirusa. Różnych postów i tych straszących i tych wyśmiewających i tych wnoszących spokój, jest ich mnóstwo. No i tak zastanawiałam się czy ma sens dokładać jeszcze jeden post do tego wszystkiego czy lepiej ograniczyć do minimum swoją obecność na facebooku. Wybrałam dziś napisać, bo mam takie głębokie przekonanie, że nic nie dzieje się bez powodu, że cokolwiek co spotyka nas w życiu i porusza, wnosi jakiś ważny przekaz. 

Czytaj dalej Wiadomość od podświadomości

Wilk, sowa, nocny marek

Kilka dobrych lat temu usłyszałam od mojej mentorki Susanne: „Możemy się albo zgrać z naszą wrodzoną naturą albo nie. Jedno i drugie będzie miało swoje konkretne konsekwencje”. Wtedy nie rozumiałam tak naprawdę głębi tych słów i wtedy niewiele o swojej wrodzonej naturze wiedziałam. Nie mogłam wiedzieć, bo większość życia dostosowywałam się do tego, co robiła większość ludzi, co było rodzinnie i społecznie akceptowane i pożądane. Pewne aspekty mnie, cechy, jakości z którymi przyszłam były tak silnie odrzucane i negowane, że nauczyłam się je sama w sobie zawstydzać i chować je przed światem i przed samą sobą.  Czytaj dalej Wilk, sowa, nocny marek

Prawda

Od czasu do czasu słyszę takie zdania: “Moi rodzice się zmienili, teraz są inni, ale ja nadal jestem na nich zamknięta/y” albo “Moi rodzice nadal mnie odrzucają, ale przynajmniej są dobrzy dla moich dzieci”. W tych słowach słyszę rozdźwięk pomiędzy tym, co te osoby chciałyby czuć, a tym, co naprawdę czują. Słyszę też ich frustrację na samych siebie, że coś jest z nimi nie tak, skoro nadal coś ich męczy. Chciałyby czuć się z tym OK co jest teraz, zamknąć przeszłość za sobą, tylko że tak się nie da, ponieważ w ich wnętrzu jest małe dziecko, które nadal nie jest usłyszane, które nadal nie jest widziane, którego krzywda ma pójść w niepamięć, bo rodzice są TERAZ inni, bo rodzice dla WNUKÓW są inni. Brakuje jednak jednego istotnego elementu – PRAWDY.  Czytaj dalej Prawda

Być i działać w zgodzie z sobą.

Tak sobie myślę już od dłuższego, dłuższego czasu jak tu napisać, opowiedzieć o tym czego doświadczam szczególnie od jakichś ostatnich dwóch lat. Jak to ubrać w słowa, kiedy to jest tak inne od tego, czego doświadczałam przez większość życia. Jak to opisać skoro to jest tak różne od tego, co kulturowo przyjęte.

Większość mojego życia to była ciągła pogoń za jakąś niedoścignioną marchewką, ciągła presja, rywalizacja, porównywanie się do innych, próba za próbą dopasowywania się do ogólnie przyjętych norm stanowiących o tym, co jest właściwe i wywołujące społeczne uznanie. Jakbym kręciła się na karuzeli, stale w jednym kierunku… Robić, robić, robić. Działać, działać, działać. Dostarczać, dostarczać, dostarczać. Być non-stop dostępną. Dla wszystkich. Zawsze. Czytaj dalej Być i działać w zgodzie z sobą.

Towarzyszenie

Często słyszę od osób, którym towarzyszę w odbudowywaniu wewnętrznej relacji takie zdania: „Nie wiem jak mam mówić do mojego dziecka wewnętrznego” albo „Nie wiem co mam mówić” albo „Ona/on nie chce ze mną rozmawiać”, „Nie wiem co zrobić, żeby się nie bała”, „Nic co mówię nie pomaga”…

Nie wiemy Kochani. Nie wiemy jak rozmawiać z tym maluszkiem w środku, nie wiemy jak rozmawiać z naszymi rodzonymi dziećmi, nie wiemy jak rozmawiać z innymi dorosłymi. Mało kto z nas doświadczył empatycznej komunikacji, takiej która widzi, czuje, nie pośpiesza. Jednocześnie wiemy doskonale czego nie lubimy w komunikacji, a co nam w niej pomaga. Czujemy kiedy komunikacja nas zbliża, a kiedy oddala. Czujemy, gdy w komunikacji jest spotkanie, a kiedy czegoś się od nas w niej wymaga czy wywiera presję. Czucie jest tutaj kluczowe. Czytaj dalej Towarzyszenie

Trauma

Ostatnie dni, szczególnie te około-zaćmieniowe (czwartek, piątek) były dla mnie bardzo trudne i jednocześnie bardzo uzdrawiające. Moja podświadomość uznała, że już czas rozmrozić w ciele to, co kiedyś, dawno temu, zostało zamrożone. Najpierw myślałam, że coś mnie po prostu rozkłada, ale okazało się, że z głębin mojego ciała wołała mała Magdusia, która nadal BARDZO się bała.

Na początku nie widziałam żadnych obrazów, wspomnień, jedynie pozwalałam, żeby wyrażało się przez moje ciało to, co było zamrożone przez dekady. Zwijałam się w pozycję embrionalną, wierciłam w łóżku, zmieniałam co chwilę położenie, „wymiotowałam” odgłosami, jęczałam, zawodziłam, płakałam. Ból głowy był potworny, miałam wrażenie jakby moja głowa była w imadle, jakbym przechodziła jakieś tortury, mamrotałam „kiedy to się skończy… niech to się już skończy” i oddychałam… Ból wzmagał się falami. Nie miałam zupełnie pojęcia co się oczyszcza, o jakie traumy chodzi, ale czułam, że to jest stare i że mam dać temu czas i przestrzeń. Czytaj dalej Trauma

Wrodzona natura

Mieliście tak, że słyszeliście od rodziców komunikaty w rodzaju:
– Przez ciebie głowa mi pęka!
– Przez ciebie osiwieję!
– Do grobu mnie wpędzisz!
– Co ty masz za pomysły, chcesz, żeby ojciec zawału dostał?
i tym podobne…

Wiecie co one robią? Wywołują w dziecku poczucie sprawczości tam, gdzie dziecko faktycznie go nie ma i obarczają odpowiedzialnością za coś, na co tak naprawdę nie ma wpływu albo w ogóle się nie wydarza. Do tego ta rzekoma sprawczość zakłada powodowanie czyjegoś cierpienia i to tak jakby to dziecko celowo to robiło.
Jakie to ma konsekwencje w późniejszym życiu? Czytaj dalej Wrodzona natura