„Czemu ja nie mogę po prostu zaakceptować rodziców?! Co ze mną nie tak?”

Kochani, zapraszam do kolejnego odcinka 💜
 
MRZONKA-MROŻONKA – odcinek 2
„Czemu ja nie mogę po prostu zaakceptować rodziców?! Co ze mną nie tak?”
 
Mrzonką jest to, że można to zrobić ot tak. Bo tak sobie powiesz. Bo nie można wiecznie na rodziców się wściekać. Bo już najwyższy czas. Bo tak Ci powiedziano, że to Ci życie odmieni. Bo, bo bo….
 
Zaakceptowanie swojego rodzica takim-jakim-jest jest organicznym procesem o sobie tylko właściwej linii czasu i to spiralnej linii czasu. Będziesz się w tym procesie zwijać i rozwijać, będziesz trafiać na miejsca w sobie, które już dotykałeś/aś, będzie Cię cofało i będzie Cię prowadziło do przodu. Istotne jest to, żeby to było TWOJE, bo nie ma dwóch takich samych relacji z rodzicami, nawet jeśli masz rodzeństwo to każdy/a z Was ma swoją z nimi relację. Pytanie jest tu jedno – czy pozwolę sobie na SWÓJ proces?

 
Trudność w przyjęciu rodzica takim-jakim-jest jest bardzo ważną informacją, która nie tyle mówi o samym rodzicu, co o tym, czego Ty od niego doświadczyłeś/aś lub nie doświadczyłeś/aś. Jest informację o luce, którą w sobie nosisz, a ta, dopóki nie jest wypełniona, o to wypełnienie się dopomina. Jest informacją o ranie, którą w sobie nosisz, a rany jak to rany, wymagają czasu i odpowiedniego traktowania oraz sprzyjających okoliczności, by się zagoić.
 
Pytanie „Dlaczego nie mogę ich po prostu zaakceptować?” proponowałabym zamienić na: „Jakiego własnego bólu nie widzę i nie czuję?” Co w sobie pomijam, co również oni pomijali? Co w sobie ignoruję, co oni ignorowali? Czego w sobie nie słyszę, czego oni nie słyszeli? Co tym poganianiem, przymusem sobie tym robię, co również oni robili w stosunku do mnie? Co we mnie cierpi?
 
Odpowiedzenie sobie na te pytania, uświadomienie sobie tych kwestii jest pierwszym i bardzo ważnym krokiem, ale nie ostatnim, ponieważ nie wystarczy tylko sobie uświadomić, że nosi się w sobie ból, trzeba jeszcze wnieść to, co ten ból ukoi. Często spotykam się z wypowiedziami „Ja już wiem o co chodzi, ja już wiem o jakie zranienia w dzieciństwie, o jakie braki chodzi, ja mam już to uświadomione, tylko co z tego, co dalej?”. No właśnie uświadomione, ale czy odpuszczone? Innymi słowy, głowa wie, ale czy ciało wie? Czy ciało doświadczyło wreszcie tego, czego zabrakło? Bo ono odpuszcza tylko wtedy, gdy słowa przechodzą w czyny, ponieważ jego językiem jest… doświadczanie.
 
Trudność w przyjęciu rodzica takim-jakim-jest mówi o jeszcze jednej ważnej rzeczy. Mianowicie o tym, że rodzic nie akceptował Ciebie takim jakim TY jesteś, więc nie dał przykładu. Nie znasz tego, nie wiesz jak to jest być przez niego akceptowanym. Powiedziałabym wręcz, że ci z nas, którzy mieli najbardziej nieakceptujących nas rodziców, mają największą trudność w zaakceptowaniu siebie, a więc i rodziców. Dlatego proces zaakceptowania rodzica takim-jakim-jest jest najpierw procesem zaakceptowania siebie takim jakim się jest.
 
By tego dokonać – wygoić ranę, wypełnić lukę, tym, czego zabrakło oraz by zaakceptować siebie, niezbędne jest przejście procesu tzw. żałoby – procesu, w którym stajemy w swoich butach, patrzymy swoimi oczami i czujemy swoim sercem, swoim ciałem. Subiektywnie, z POZYCJI DZIECKA, którym byliśmy. Inaczej to dziecko w nas ciągle będzie nam się odbijało czkawką we wszelkich możliwych relacjach – z rodzicami, partnerami, dziećmi, przyjaciółmi, z ludźmi w pracy, z pieniędzmi, ze zdrowiem, z marzeniami, z powołaniem.
 
To dziecko w nas, straumatyzowane, głodne, pozbawione czasem bardzo podstawowych emocjonalnych pokarmów jest naszą podświadomością czyli tym co w 95% kieruje naszym życiem i dopóki nie ma dobrego, życzliwego i kochającego dorosłego, który się nim opiekuje, który go broni, który go prawdziwie kocha, przy którym czuje się bezpiecznie… to zachowuje się jak poranione zwierzę. A takie zwierzątko żyje w skrajnościach pomiędzy ucieczką, chowaniem a agresją, atakowaniem. Takie zwierzątko posługuje się wszelkimi możliwymi sposobami, by przynależeć, by przetrwać. Bo dla zwierzątka bycie poza stadem… to śmierć.
 
To zwierzątko nosi w sobie mnóstwo ukiszonego bólu, który nie mógł wybrzmieć, który nie był usłyszany, który nie był wzięty pod uwagę, z którym się nie liczono. To zwierzątko nosi w sobie mnóstwo strachu, złości, wstydu, a także mnóstwo potencjału, który nie mógł się przejawić. To zwierzątko potrzebuje bezpiecznej i nieoceniającej przestrzeni, w której będzie mogło wywalić to, co siedzi mu w trzewiach. To zwierzątko potrzebuje czasu, nie sterowanego z zewnątrz, lecz z wewnątrz. Potrzebuje przejść swoisty detox, a następnie wypełnić swoje trzewia nowym, zdrowym mikrobiomem, dzięki któremu będzie mógł asymilować to, co dobre i dzięki któremu będzie odporny na to, co szkodliwe.
 
Dlatego, by przyjąć rodziców takimi-jakimi-są, potrzebujemy najpierw stać się rodzicami dla naszego wewnętrznego maluszka, dla naszego ciałka, które choć duże to nadal reaguje z traum. A stajemy się jego rodzicami wtedy, gdy stajemy się bezpieczną przestrzenią, w której ono może ZAISTNIEĆ i być PRZYJĘTE z tym co trudne i z tym co piękne, a co chce się w tym świecie przez niego przejawić. Stajemy się rodzicami dla niego wtedy, gdy zaczynamy je słyszeć, rozumieć, czuć, gdy zaczynamy traktować je na poważnie, gdy przestajemy bagatelizować, pomijać, ignorować to, czego ono doświadczyło i nadal doświadcza, gdy w miejsce tego, gdzie panował i nadal panuje strach wnosimy bezpieczeństwo, gdy w miejsce tego, gdzie panowało i nadal panuje odrzucenie, wstyd, wnosimy miłość, gdy w miejsce gdzie szaleje złość wnosimy uznanie, poszanowanie, sprawiedliwość, gdy w miejsce zalane smutkiem wnosimy obecność, bliskość, gdy w miejsce pełne bezsilności wnosimy wsparcie, oparcie, sprawczość. Czuciowo, fizycznie, tak, by to nasze dzisiejsze ciało, które jest tym samym ciałem co wtedy, poczuło wreszcie to, na co czeka od dekad.
 
A to wymaga czasu i ma swoje etapy. Gdy podchodzimy do tego procesu jak do procesu, a nie jak do czegoś na zaliczenie, to przynosi on stabilne, solidne i soczyste owoce.
 
❤️
 
Więcej o etapach żałoby możesz przeczytać między innymi w moim poście sprzed kilku lat:
 
A o tym jak wnosić to, czego zabrakło, by stać się dobrym rodzicem dla swojego wewnętrznego maluszka uczę na warsztatach online:
Najbliższa edycja rusza 5 marca.
 
—————
foto: www.pixabay.com
 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

piętnaście − 11 =