O diable i piekle, którym nas się straszy.

My mamy w sobie raj, my mamy w sobie harmonię, my mamy w sobie miłość. To nie jest tam, gdzieś, na zewnątrz, to nie jest związane z miejscem, w którym jesteśmy albo z osobami, z którymi przebywamy, to jest w środku, w samym środeczku. Piekło, którym się nas straszy, to odcięcie od tego wewnętrznego raju. Piekło nie jest na zewnątrz, nie jest konkretnym miejscem, czeluścią w środku ziemi, piekło to jest to, czym żyjesz , gdy tkwisz w strachu, gdy jesteś odcięty od swojej wewnętrznej mocy, gdy potępiasz, oceniasz, krytykujesz, przede wszystkim siebie… Bo gdy to robisz sobie, to robisz to automatycznie innym, choćby w myślach. Bo tylko wtedy możesz odrzucić kogoś innego, gdy sam odrzucasz siebie.

Piekło to ten strach, który nam wrzucono, że jestem niegodny, popsuty, coś ze mną nie tak, to te wszystkie ograniczenia, poczucie winy itd. To jest piekło. I gdy się z tego wyzwalamy, gdy wracamy do siebie, wsłuchujemy się w naszą Duszę, gdy połączenie z naszą boskością w środku staje się najważniejsze, to wszystko się zmienia. Zaczynamy przygarniać w sobie wszystko to, co nauczyliśmy się w sobie i innych odrzucać. I zadziewa się CUD. Przygarniając cząstka po cząstce, okazując sobie coraz więcej miłości i akceptacji przestajemy się oddzielać, oceniać, siebie i innych, zaczynamy widzieć piękno w sobie i innych, a co za tym idzie zaczynamy inaczej postrzegać świat wokół nas. I ten świat na naszych oczach się zmienia. To się może wydawać dziwne i nieprawdopodobne – no jak to? To ja zmienię postrzeganie i świat się zmieni? Tak! Naukowcy już w tej chwili mówią o równoległych światach, które wibrują różnymi częstotliwościami. Więc zadaj sobie pytanie w jakim świecie chcesz żyć? I stwórz taki najpierw w sobie, ty stań się światem, którego chcesz doświadczać. To czym wibrujesz, to przyciągasz, więc jakie częstotliwości chcesz by były obecne w Twoim życiu?

To nie są teorie, ja tego doświadczam każdego dnia. To na kogo trafiam, na jaką rozmowę, na jaką wiadomość, pokazuje mi gdzie ja jestem w danym momencie wibracyjnie. I gdy jest to coś, co mnie złości, zasmuca, to mam ŚWIADOMY wybór – tkwić w tym i oceniać i produkować więcej niskich wibracji albo to w sobie zintegrować, przytulić.
Z tym, że nie chodzi o to, by udawać, że coś nami nie poruszyło, gdy poruszyło czy odcinać się od tego, bo i tak nadal tym wibrujemy i podajemy dalej. Przykrywamy wtedy gówno bitą śmietaną. Chodzi o to, by to, co zostało poruszone zauważyć i z tym pobyć. To trzeba w sobie przetransformować. Taką moc mamy – transformacji. My jesteśmy mistrzami alchemii. My we własnych ciałach i sercach przemieniamy strach, złość, smutek w miłość i światło. Każdy z nas ma tą MOC.
I to się robi przez CZUCie, nie intelektualnie. Nie wystarczy sobie powiedzieć “a tam, głupia baba, mam ją gdzieś, nie będę się denerwować z jej powodu”, gdy tak naprawdę cali chodzimy w środku. Trzeba z tym zdenerwowaniem posiedzieć, bo ono jest stare i woła o uwagę. Trzeba tą uwagę dać, przytulić, a nie odrzucać i oceniać, bo tam jest jakaś część nas, która się zagubiła.

Diabeł, którym nas się straszy, to według mnie, jest wszystko to, co nauczono nas odrzucać, co w sobie sami i w innych odrzucamy, co nazywamy złym, niewłaściwym i to się staje projekcją i może przybrać formę myślo-kształtów, może powołać do życia jakieś nieprzyjemne formy. To jest to, co zobaczyłam kiedyś w wielkiej gorączce kilka lat temu – brzydkie, okropne twarze. Zobaczyłam je, gdy pewnego wieczoru, w wielkim płaczu krzyczałam do siebie „dlaczego jestem takim potworem, dlaczego ja się taka okropna urodziłam!!!!????”
I zostało mi pokazane, że ja się taka nie urodziłam… że to, co w sobie oceniałam i odrzucałam nie było złe, lecz tak zostało nazwane, zostało zdemonizowane. I patrzyłam na te okropne, powykrzywiane twarze i wcale się ich nie bałam, zero lęku, bo czułam, ze są mi znajome… I patrzyłam na nie wręcz z zaciekawieniem, jakbym chciała powiedzieć do każdej z nich „Ty poważnie tak o sobie myślisz???” To były części mnie, które odrzucałam, które nauczono mnie odrzucać. I one “podchodziły”, a ja im patrzyłam w oczy i pytałam z niedowierzaniem „czy to prawda że jesteś brzydka i okropna?” i one znikały jedna po drugiej. Tysiące twarzy… Nie mogłam uwierzyć, że one naprawdę myślą, że są brzydkie. Jedyne co ja czułam to wielką miłość do nich.

Wiele razy czułam się odrzucana w rodzinie, słyszałam, ze byłam zła, niedobra, że powinnam się zmienić. Ale to nie była prawda. To była projekcja moich najbliższych na mnie. To, co mieli nie zintegrowane w sobie, to czego w sobie nie kochali, przerzucali na mnie, nieświadomie. I to jest tragedia dzieci – one z czasem tracą to poczucie, że są Miłością i zaczynają wierzyć w to, co słyszą od osób wokół, od osób, które są pooddzielane od siebie…
Dlatego robię to, co robię i nie mogę przestać, choć wiele razy dopadały mnie wątpliwości.. To moje zadanie, z nim przyszłam. Pomóc dorosłym wziąć odpowiedzialność za siebie i swoje projekcje, żeby dzieci, które przychodzą na ten świat nie musiały zapominać kim tak naprawdę są, by mogły w pełni tą Miłość i Prawdę wyrażać. Taki świat wybieram i w służbie takiego świata jestem. Ktoś może powiedzieć, to Utopia, ale ja w to wierzę. Ja wierzę, że nasze dzieci są najczystsze, najuczciwsze, tylko im nie przeszkadzać. Jaki świat stworzą, jeśli nie wytępimy z nich tego, z czym przychodzą? Jaki świata stworzą, gdy nigdy od boskości w sobie się nie oddzielą? Gdy nie „kupią” tego, co my „kupiliśmy” od naszych poranionych bliskich.

Ja wtedy w tej gorączce, która trwała 3 dni i 3 noce po raz pierwszy przestałam “kupować” brzydotę w tych twarzach, nie było możliwości, żeby mi wmówiły, że są złe, niedobre i chcą mi zrobić krzywdę. Wręcz przeciwnie – całą sobą czułam i mówiłam do nich – “Ja wiem kim jesteście naprawdę. Wy sobie możecie wkręcać jakie okropne jesteście, ale ja wiem kim jesteście naprawdę.”
I był ktoś wtedy przy mnie. Ja nie wiem kto to był. Dusza, Jezus, sam Bóg, nie wiem. Ktoś był i cały czas czułam tą Obecność. Trudno mi to wytłumaczyć. To jest tak, jakby coś było w tej przestrzeni i wspierało cały ten proces, nie robiło tego za mnie, lecz było obok, ale było tak silne i tak pełne Miłości, że ja czułam tą Moc i Miłość w sobie i ta Miłość i totalna Akceptacja przelewały się do tych twarzy.
Mimo, że byłam bardzo słaba fizycznie, wycieńczona, to wewnętrznie czułam tak ogromną Moc i przede wszystkim Pewność, wielką Pewność, która spowodowała, że ta interpretacja, że te części są brzydkie została zdemaskowana. Nie można było w nią już wierzyć. Te twarze nie mogły już dłużej być brzydkie. W obliczu Prawdy i Miłości ta interpretacja zniknęła.

Pamiętam jak w pierwszy dzień, gdy gorączka zaczęła nachodzić ja naprawdę myślałam, że umieram. Powiedziałam nawet Grzegorzowi, że umieram i ma dzieci do Polski zawieźć, gdy to się już stanie. I pamiętam, jak położyłam się w ogromnym bólu na łóżku i rozłożyłam ręce i powiedziałam coś w rodzaju: „Dobrze. Nie będę się temu dłużej opierać. Oddaję ci moją Dusze Boże, jestem gotowa umrzeć, widocznie tylko tyle miałam tu zrobić…”. Czułam całkowitą zgodę na to, by już odejść, zero opierania, zero walki, zero przytrzymywania się, ja już nie chciałam walczyć… I po chwili przyszło: „Dziecko, ty nie umierasz, ty się rodzisz na nowo”. Łzy, łzy, łzy, gorące łzy spływały po moich policzkach. Byłam gotowa, na cokolwiek co miało nastąpić. Niczego się nie bałam. Ja tylko chciałam zjednoczenia z Bogiem i wiedziałam całą sobą, że Jest.

I wtedy, tej samej nocy zaczęły się te wizje brzydkich twarzy i ogromny hałas w głowie, który nie pozwalał mi spać przez 3 noce. Jakby tysiące ust mówiło w tym samym czasie, przekrzykiwały się, udowadniały jak okropne i potworne są one i ja.
Byłam wycieńczona fizycznie, ale jednocześnie nigdy nie czułam tyle wewnętrznej Mocy. Moje ciało było wykończone, ale nie moja Dusza. Ona nieustannie pompowała Miłość i Światło, wszędzie tam, gdzie ja uwierzyłam, że byłam okropna… Nie było żadnej walki. To był czysty przepływ Miłości, w obliczu której kłamstwa ustępowały…

Mówi się, że głównym cierpieniem jest poczucie oddzielenia, oddzielenia od Boga, duszy, od siebie, swojej wewnętrznej Prawdy, swojej wewnętrznej Mocy. I tak jest. Gdy odrzucamy część siebie i robimy z tego okropieństwo, spychamy to w cień, przestajemy być wtedy całością i jednością. Dopiero, gdy te części odrzucone przyjmujemy z powrotem, wtedy stajemy się cali, wtedy jesteśmy z powrotem jednością, wtedy nie ma oddzielenia i poczucia pustki. Wtedy nie ma diabła! Tak, bo według mnie, diabeł to jest holograficzna projekcja tego, co odrzuciliśmy i czym nas straszono, a straszono nas samymi sobą, naszymi poodrzucanymi częściami samych siebie, które nie pasowały naszym rodzicom, nauczycielom, systemowi, więc zostały zdemonizowane, żebyśmy zamiast korzystać z mocy tych części, bali się ich. Nauczono nas bać się samych siebie i swojej Mocy.
A do tego jeszcze wkręcono nam, że mamy bać się naszych ciał. Że robią nam na złość, że Natura popełnia błędy, że raka zaczyna jakaś głupia zbuntowana komórka, że żyjemy z wrogiem, który w każdej chwili może zaatakować. A co jeśli choroba to zamanifestowane oddzielenie się od swojej wewnętrznej Prawdy? Ciało, nie jest wrogie i głupie, ciało jest uczciwe. Ot, jak nam w głowach powywracano do góry nogami.

Biorąc pod uwagę ilu ludzi tak żyło do tej pory, to pomyśl, jakie pole energetyczne zostało stworzone? Pole pełne strachu i obaw. I teraz, gdy ludzie się budzą, medytują, akceptują siebie, innych, to jak myślisz, co się dzieje z polem, które przestaje być zasilane? Ono zanika i wydaje ostatni krzyk, którym chce nas ostatkiem sił wystraszyć. Nie bójmy się tego krzyku. Nie walczmy z nim, nie oceniajmy. Zajrzyjmy w siebie i przytulmy siebie.

Dlatego jeśli widzisz gdzieś, w czymś wroga, wampira energetycznego, terrorystę, zajrzyj w siebie, bo na tą osobę, tą grupę projektujesz jakąś część siebie, która została zdemonizowana, odrzucona i woła o przytulenie, woła o Miłość. I nie mówię tu o tym, że my mamy zgadzać się na to, że są wojny i terroryzm, ja mówię o tym, by tego pola wojny nie zasilać produkując oceny i przykre emocje, które nas wykańczają, choć jesteśmy setki czy tysiące kilometrów od miejsca, gdzie to się dzieje. Walka z walczącymi, choćby w myślach, przynosi więcej walki, choćby „tylko” w Twoim własnym życiu. Zakończmy wojny w sobie. Zaprowadźmy pokój w sobie, to wtedy pokój zapanuje na świecie.

To nie walka z ciemnością, lecz Miłość do samego siebie, do tego co się w sobie odrzucało przynosi pokój. Walka z ciemnością, powiększa tą ciemność, to zaklęte koło…
Wyjściem jest tylko Miłość, Miłość najpierw do siebie, tylko ona nas wyzwoli z piekła, tylko ona zaprowadzi harmonię.

Przytulam…

20 przemyśleń nt. „O diable i piekle, którym nas się straszy.

  1. Magdaleno,

    bardzo potrzebuje rozmowy. z Toba.
    jestem gotowa zaplacic podwojnie za sesje.
    bylabym b. wdzieczna, moze komus Jakis Termin wypadnie i znalazloby sie “okienko”.
    To musisz byc Ty. Ty jestes moim alter ego.
    please…

    1. Malwino, w dziale “Spotkania indywidualne” są aktualne informacje o moim wsparciu i wsparciu innych osób. Pozdrawiam Cię bardzo ciepło ❤

  2. Gratuluje odwagi Magda, cudnie ze ta droga za Toba i wiele innych przed Toba pozdrawiam. Dziekuje, ja w te podroz zdemonizowanych emocji sie wybieram.

  3. Gratuluje odwagi Magda, zgoda na wlasne zycie jest czasem przejsciem przez “ pieklo” jestes juz dalej cudnie… zyj!

  4. Dziękuję Magdo za Twoje trafne mądre słowa. Będę je czytała nawet kilkakrotnie, aby dotarł do mnie cały ich sens, bo to wszystko oo mnie i o moim zyciu. Podpisuję się pod słowami Kralki i tez jej dziękuję . Ja tez wiele zmieniam w sobie i pracuję nad emocjami, ale i bardzo lezy mi sercu los moich dorosłych dzieci. Nie potrafię ich przekonać, by zajźeli w głąb siebie, bo tam leżą przyczyny ich problemów zyciowych. Pozdrawiam

    1. Słyszę Cię i Twoje pragnienie, by pomóc dzieciom. Jednak możemy pomóc tylko sobie i być tego żywym przykładem dla innych. Wszystkiego dobrego ❤

  5. Witaj Madziu. Piękny wpis, wracam do niego czasami bo tak bardzo chcę czuć zawsze tą miłość która czasami wyłania się w moim sercu, najczęściej jednak jestem przygnieciona lękiem,lękiem przed moim 15 letnim synem, który zachowuje się agresywnie. Nie wiem co robić w takich momentach, czasami udaje mi się niereagowac ale nie zawsze. Nie mam pojęcia jak reagować na notoryczne ataki z jego strony. Kładę się potem i przytulam siebie ale zauważyłam że szumi w głowie, wzrok się pogarsza a w sercu czasami tli się tą piękna miłość

    1. Witaj Kasiu, Twój syn pobudza w Tobie przeżycia, które miały miejsce wcześniej w Twoim życiu. Zachęcam do skorzystania ze wsparcia, by nauczyć sie z tym pracować. W dziale Polecam znajdziesz namiary na osoby, których wsparcie polecam. Powodzenia ❤

  6. Hej Magda, super sa te Twoje rady, naprawde. Wlasnie jestem w nowym zwiazku, i mimo, ze tyle przerobilam juz w sobie, okazalo sie, ze musze stawic czola nowym tzw “demonom”. Wiec pokornie przygladam sie zlosci, niepewnosci, lekowi, i temu wszystkiemu co towarzyszy mi teraz. Musze powiedziec, ze nie jest to latwe, ale przynajmniej nie zwalam niczego na “niego”, choc pokusa jest ogromna :-D. Buziaki!!!!

  7. Wniosek mam taki:)
    Wszystko robie jak trzeba(z opukiwaniem włącznie:))Biczować też juz się przestałam(chociaz mam zakusy)
    Wniosek drugi: to stare we mnie daje nadal o sobie znać i wiciąż i wciąż-nie ufam sobie i myślę,ze na pewno coś trzeba jeszcze temu dziecku dać ,zrobić,powiedzieć zeby było mu lepiej…

    Dziękuje ,dziękuje:)

    1. Super!!! Najbardziej pomożesz swojemu dziecku, gdy będziesz przytulać swoje wewnętrzne dziecko. To się automatycznie przelewa 🙂 Odwagi i powodzenia!

  8. A co jeśli się jest mamą 10letniego chłopca i przez dobre 9 lat robiło mu się nieświadomie to co nam robiono….masz nie czuć tego co czujesz ,nie płacz ,nie bój się ,bądż taki a taki,musze sie wstydzic za ciebie ….. “Kiedy przenieśliśmy na takiego malca strach ten nasz dziecięcy ktory nosiliśmy całe zycie …co zrobic zeby odzyskał (i na ile juz je zagubił-jak to wygąda u dzieci?) swoje ” pełne ja “,co robić kiedy uzdarawuając siebie chcemy aby nasze pociechy powróciły do siebie?
    Pytam tez konkretnie -jaką literaturę polecasz Nasza Magdo ,jakie techniki ,co począć z dzieckiem rodzica ktory codziennie przytula swoje małe ja …ale chce tez” naprawic” to co w dziecku stłamszone …..Jednyum slowem przydałby się poradnik dla rodziców ,dla przyszłych rodziców -Ratunku!:)

    1. Witaj, bardzo dziękuję za ten komentarz. Pierwszą rzecz już zrobiłaś – uświadomiłaś sobie, że to nie służy i już tak nie chcesz. To bardzo bardzo dużo. Drugi krok to zająć się sobą i uleczyć to, co zostało zranione w Tobie, bo gdy przygarniesz to, co zostało pooddzielane będziesz tworzyć zupełnie inną przestrzeń dla swojego synka. Najbardziej pomożesz jemu, gdy pomożesz sobie. Polecam też nauczyć go opukiwania, dzieciaki to szybko łapią i bardzo im to pomaga. Ale przede wszystkim nie wiń siebie za to jak było. Gdybyś wiedziała to, co wiesz dziś to byś tego nie robiła. Jak bardzo sama musiałaś byś zraniona, że tak postępowałaś? I to te zranione części Ciebie, potrzebują teraz Twojej uwagi i miłości, nie potępienia. One działały z reakcji. Przytul je, a zobaczysz jak Twoja relacja z synkiem się zmieni. Tylko pamiętaj, to jest proces, daj sobie na to czas. Na swoim przykładzie pokażesz mu, że nigdy nie jest za późno do siebie wrócić. I nie bój się mu powiedzieć, że żałujesz, że stało się tak, a nie inaczej. Dzieci mają wielkie serca. Przytulam 🙂

      1. Dlaczego nie miałam tej wiedzy 20 lat temu…. Moje dzieci są już dorosłe i widzę ogromne spustoszenie jakie wywołała ciągła nieobecnosć ojca i moje nieumiejętne postępowanie. Wydawalo mi się, że przepracowałam żal do siebie za przeszłe życie, ale po lekturze Twoich wykładów widzę, że tak nie jest. Obserwowanie na co dzień skutków swojego postępowania wobec dzieci (w przeszłości) jest dla mnie mega traumatyczne. Niestety synowie nie chcą przepracować tego co się w nich zadziało, mąż tym bardziej …. Od kiedy zajęłm się sobą, bardzo się zmieniłam (przyjaciele są z tego zadowoleni, mąż absolutnie nie) … ale widzę, że jeszcze długa droga przede mną…

        1. Dziękuję za komentarz. W powrocie do siebie istotne jest, by zrobić to z perspektywy dziecka, którym się było, nie z perspektywy matki, którą się jest, bo inaczej można się kręcić w kółko. Emocje, które czujemy w stosunku do własnych dzieci są bramą do naszych przeżyć z dzieciństwa i emocji wynikających z relacji z rodzicami. Poczucie winy jakie pojawia się wobec dzieci, czuliśmy wcześniej wobec rodziców, warto się temu przyjrzeć.
          To ważne, że potrafisz zobaczyć jak Twoje postępowanie wpłynęło na Twoje dzieci. To bardzo wiele daje dorosłym dzieciom, że rodzic potrafi uznać ich ból i przeprosić ich za swoje zachowanie. To bardzo wiele wnosi do teraźniejszej relacji, jednak ich wewnętrzne rany, tylko oni mogą uzdrowić, tak jak tylko ty możesz uzdrowić swoje wewnętrzne rany. Od tego ile uleczą w sobie będzie zależało ile będą w stanie przyjąć od Ciebie teraz. Wszystkiego dobrego 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.