„Jak się uzdrowię to moje samopoczucie nie będzie zależało od żadnych czynników zewnętrznych.”

MRZONKA-MROŻONKA – odcinek 5
„Jak się uzdrowię to moje samopoczucie nie będzie zależało od żadnych czynników zewnętrznych.”

Częściowo jest to prawda, bo jak to mówią mądrzy ludzie – nie mamy wpływu na to, co się wydarza, ale mamy wpływ na to jak na to zareagujemy. Jest w tym podejściu dojrzałość i sprawczość. Ja tu jednak nie o tym. Ja tu o tym, gdy używamy takiego podejścia przeciwko sobie odbierając sobie prawo do dobrostanu. Chodzi mi tutaj o sytuacje, okoliczności czy sprawy, które choć nas bardzo uwierają, to uważamy, że powinniśmy dojść do takiego poziomu uzdrowienia, by nam nie przeszkadzały.

Nie na tym według mnie polega powrót do siebie. Takim podejściem powtarzamy wręcz schemat z dzieciństwa pt. „przecież nic ci się nie dzieje, nie przesadzaj” czy „nikomu nie przeszkadza, tylko tobie”. Oczywiście możemy mieć ambicje, by stać się nieporuszonym niczym mnich buddyjski, ja jednak uważam, że po to emocjonalnie dojrzewamy, by zacząć dokonywać świadomych wyborów, dzięki którym doświadczamy dobrego samopoczucia.

A przecież czujemy czy jest nam dobrze czy nie w danym towarzystwie, w danym miejscu, w danej pracy, w danej działalności, w danej relacji. Czujemy czy coś jest nasze-nasze czy coś nam zgrzyta. Jeśli na przykład jesteś osobą, która woli przebywać w naturze, a życie w wielkim mieście Cię męczy, to choćbyś nie wiem jak się próbował/a uzdrawiać, nie zmienisz tego, że jednak w naturze Twoje samopoczucie jest zdecydowanie inne niż w mieście.

Samopoczucie jest więc zależne od czynników zewnętrznych i wręcz nam pokazuje czy coś jest w zgodzie z nami, czy jest zdrowe dla nas, czy chcemy tego doświadczać więcej czy mniej, a może wcale. Uzdrawiamy się więc nie po to, by nic nie miało wpływu na nasze samopoczucie, lecz po to, by o własne samopoczucie umieć zadbać. Są takie sytuacje czy okoliczności, gdy nie ma co sobie wciskać, że musimy jeszcze coś uzdrowić, by nam się samopoczucie w stosunku do nich poprawiło.

Jednym z przejawów uzdrowienia jest to, że rozróżniamy to czego nie możemy zmienić od tego co możemy zmienić, a co wpływa na nasze samopoczucie. Na przykład, nie mam wpływu na to jak zachowuje się druga osoba, ale mogę skomunikować co mi robi jej zachowanie i poprosić o zmianę. Nie mam wpływu na to jak wygląda spotkanie rodzinne czy spotkanie z ludźmi z pracy, ale mam wpływ na to czy na nie pójdę, jak długo na nim pozostanę czy z kim będę na nim rozmawiać. Nie mam wpływu na to, że pada deszcz, ale mam wpływ na to czy zostanę w domu, czy ubiorę kalosze i jednak wyjdę na spacer, jeśli spacerowanie poprawia mi samopoczucie.

Chodzi o to, by obserwować, przyglądać się sobie, sprawdzać co i jak wpływa na nasze samopoczucie. Od niego zależy bowiem jakość naszego życia.

Oczekiwanie od siebie tego, że dojdziesz do takiego poziomu, na którym niezależnie od tego gdzie jesteś, z kim jesteś, czego doświadczasz, to czujesz się zawsze super jest mrzonką. Owszem, zawsze możesz zmienić nastawienie, interpretację, popatrzeć na coś z innej perspektywy, możesz obniżyć oczekiwania, ale kamień w bucie to kamień w bucie, zupełnie inaczej spaceruje się bez niego.

Dlatego tak ważne jest to kim się otaczamy, z kim żyjemy, jakie środowisko pracy wybieramy, gdzie mieszkamy, co robimy w czasie wolnym, ponieważ ma to na nas i nasze samopoczucie ogromny wpływ. Nieprzypadkowo mówi się, że jesteśmy wypadkową sumą pięciu osób, z którymi najczęściej przebywamy. Możemy sobie wmawiać, że nie ma znaczenia to kim się otaczamy, że wystarczy to jacy sami dla siebie jesteśmy, ale prawda jest taka, że czujemy się zupełnie inaczej po spotkaniu z kimś, kto jest bliski naszemu sercu. Podobnie jest z miejscem, w którym mieszkamy – czujemy czy ładujemy w nim baterie czy nie, czy jesteśmy dzięki niemu bliżej siebie czy nie. Są okoliczności, relacje, miejsca, w których „chorujemy” i są takie, w których „zdrowiejemy”.

Oczekiwanie od siebie tego, by uzdrowić się tak, że okoliczności zewnętrzne nie będą miały na nas i nasze samopoczucie wpływu jest nie tylko stawianiem sobie nieosiągalnej poprzeczki, jest również ignorowaniem i bagatelizowaniem swojej wrodzonej natury i jej dobrostanu. Mam wręcz poczucie, że na tym zasadza się tzw. postęp dzisiejszego świata, na tym byśmy nie oponowali, lecz tolerowali coraz dalsze odchodzenie od naszej własnej natury i Natury. A tak jak od tego w jakim środowisku rozwija się roślina zależy jej stan zdrowia, tak samo my jesteśmy zależni od środowiska, w którym żyjemy każdego dnia. Założenie, że możemy tą zależność pokonać umysłem jest jedną z największych mrzonek.

Dokonujmy więc dobrych, świadomych wyborów, takich, które mają na względzie nasze dobre samopoczucie.

❤️

—————

foto: www.pixabay.com

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

dwadzieścia − trzynaście =