Magdalena

Kochani, dziękuję Wam bardzo za tak piękny i liczny odzew na mój post z 22 lipca.
https://m.facebook.com/story.php?story_fbid=3094113493989589&id=674968929237403
Tak wiele serca, czułości, zgody na mnie taką jaką jestem, z tym, gdzie jestem, od Was dostałam. Dziękuję ❤️🙏

Tak bardzo chcę być z Wami prawdziwa i uważna – i na siebie i na Was. Dlatego przyglądam się temu, co ujawnia mi się w relacji z Wami Kochani, co właśnie dzięki temu, że jesteście, może wyjść u mnie do powierzchni i co mogę dzięki temu puścić i być z Wami autentycznie, prawdziwie.

Nosimy w sobie tak przeróżne programy, a ich głębokie warstwy potrzebują odpowiednich okoliczności, by mogły się ukazać i zostać uwolnione. Przez okres kwarantanny puszczały u mnie nieodkryte i niepoczute dotąd przeze mnie warstwy programu ratownictwa, mesjaństwa, które wynikały z braku wiary i zaufania w wewnętrzną moc każdej istoty ludzkiej. Zobaczyłam bardziej niż kiedykolwiek jak strach powoduje zapomnienie o tej mocy, odcięcie się od niej w sobie, przez co zaczynamy wierzyć, że jej nie mamy, zaczynamy wierzyć, że jest ona gdzieś na zewnątrz, poza nami, tylko w tych lepszych od nas, w autorytetach, guru, bóstwach. A tymczasem ona jest w samym środku każdego istnienia i czeka aż sobie przypomnimy… i ją poczujemy.
 
Teraz natomiast przyszedł czas na puszczenie głębszej warstwy przekonania, że „moim obowiązkiem jest być stale przydatną, stale pomocną, że tylko wtedy, gdy działam, tylko wtedy, gdy świat ma coś ze mnie, zasługuję na miłość i przynależność”. Ten program był napędzany starym, bardzo starym lękiem, który mówił “Kochają Cię, gdy dajesz… a co gdy przestaniesz dawać?” Nie ugięłam się pod tym strachem, nie pozwoliłam, by mną sterował, wytrzymałam jego presję, a gdy się tym z Wami szczerze podzieliłam, Wy mnie w tym niedawaniu, w tej mojej ciszy, przyjęliście…Doceniliście to, co już z siebie dałam i uszanowaliście to, gdzie teraz jestem… Tak czułej reakcji się nie spodziewałam… ❤️
 
Tak wiele się wydarzyło tego dnia, tak wiele się we mnie działo… Najpierw w nocy “umierałam” po raz kolejny. Wypowiadałam w sobie posłuszeństwo tej zinternalizowanej presji dostarczania, działania, która nadal próbowała dominować tą żeńską część mnie, która potrzebuje od czasu do czasu skręcenia się do środka, która potrzebuje po prostu być… Rano podzieliłam się z Wami, na surowo, moim wewnętrznym procesem, a Wy zalaliście mnie falą miłości i wdzięczności… ❤️
 
To, że to się wydarzyło 22 lipca jest dla mnie niezwykle symboliczne. Ten dzień jest dniem celebracji Marii Magdaleny, dniem moich imienin. Ja tego imienia, w pełnym brzmieniu nie lubiłam. Wydawało mi się pretensjonalne i staroświeckie. Wstydziłam się przedstawiać Magdalena, więc mówiłam Magda. Ale dziś je kocham i szanuję, dziś wiem jak niezwykle symboliczne jest i jaką energię w sobie niesie. I jest coś jeszcze…
 
Właśnie tego dnia, dnia Marii Magdaleny, patronki energii żeńskiej, miłości bezwarunkowej, 11 lat temu narodziła się moja córka. Jej przyjście na ten świat i to jak to się odbyło, odmieniło mnie na zawsze. Tola przyszła w zaćmienie słońca w znaku raka, znaku symbolizującym dziecko wewnętrzne, energię żeńską, emocje, intuicję. Przyszła z tak niesamowitą energią, że przez kilka tygodni po jej narodzinach trwałam w stanie błogości. Dziś wiem, że przyszła przypomnieć mi o mojej Żeńskości, o mojej kobiecej Duszy… Nigdy wcześniej nie doświadczałam mojego ciała tak świadomie jak wtedy, gdy ją rodziłam. Nigdy wcześniej nie doświadczałam mojej kobiecej mocy i kobiecości tak świadomie jak od czasu, gdy ona się pojawiła.
 
Bycie córką mojej mamy było dla mnie jednym z najboleśniejszych doświadczeń w moim życiu. Bycie mamą mojej córki było i jest jednym z największych uzdrawiających darów, które dostałam od Życia. Czasem jest mi smutno, że ja takiej mamy jak ona ma, nie miałam (choć idealna nie jestem!). A czasem czuję ogromną radość, bo tak bardzo lubię z nią spędzać czas, szczególnie gdy jesteśmy tylko we dwie.
 
22 lipca, świętując jej urodziny i moje imieniny czesałyśmy sobie nawzajem włosy. Gdy Tola powolutku, spokojnie i delikatnie zaplatała moje włosy w kłos, ja słuchałam w kółko jednego utworu, a łzy spływały mi po policzkach… Czułam szczęście… Tak głębokie poruszające mną od środka szczęście… i głęboką, bardzo głęboką wdzięczność za to, że podjęłam się tego trudu, by sobie przypomnieć… głęboką wdzięczność za to, że przeszłam wewnętrzne piekło, by odnaleźć moją Duszę, by móc patrzeć Jej oczami, czuć Jej sercem… by pamiętać…

 

11 przemyśleń nt. „Magdalena

  1. Magdalena, napisałam komentarz pod tym postem, jednak nie wiem, czy nie został zamieszczony czy nie dotarł do Ciebie
    Pozdrawiam I.

  2. Czytając to że można nic nie dawać, mi się to wiąże z byciem ciężarem. Tak samo jak bycie zależnym finansowo. Czyli jeszcze brać. Przez chorobę pożyczałam i odczułam to. Wstyd, lęk przed bycie ciężarem.
    Procesowania czasem mi się udaje czasem nie. Widzę taki jakby opór. Np płaczę i nagle przestaję. Lub gdy są emocje, jest taka swoboda jakbym się pozbyła jakiegoś ciężaru to następnego dnia po wstaniu wręcz nic nie czuje straszne otępienie jakieś okropne myśli.
    A im większa swoboda tym większy taki opór po fakcie jakby kara.
    Pomyślałam że wielki lęk w trudnej sytuacji życiowej może sparaliżować inne emocje.

    1. Dla mnie nie dawanie kojarzyło się z byciem nieprzydatną, jak widać każdy ma swoje skojarzenia i doświadczenia, przez które patrzy.
      Opór jest bardzo ważną informacją, zawsze jest powód, że się pojawia. Warto z oporem “pogadać” jak z małym dzieckiem. Ono w coś wierzy, dlatego się opiera.
      Powodzenia!

  3. Magdaleno, trafiłam na Twoje filmy na YouTube i zdaje się, że pierwszym był ten o triggerach. I byłam wtedy w ciemnym miejscu, ale nie chciałam z niego wychodzić, bo nie potrafiłam. To był codzienny chaos, pustka, frustracja. Czasem mam wrażenie, że podążam za głosem wewnętrznym, sama nie do końca świadomie podejmuję decyzję, które jakaś energia mi przekazuje. Powiedziałaś w jednym ze swoich filmików, że “jeśli się czegoś pragnie, to to przychodzi do nas”. Widzisz, chciałabym napisać prostą wiadomość, ale czuję, że pisząc przenikam przez warstwy i żeby to wszystko wydobyć musiałabym poświęcić bardzo dużo energii. Po prostu chciałabym Ci podziękować za to, że jesteś. Za to, że pomagasz filmami, przemyśleniami. Dziękuję też sobie, za to, że odnalazłam Ciebie i odnalazłam drogę czynienia dla siebie dobra. Za to jak poczułam jak można siebie kochać, bo tak naprawdę niczego w życiu nie mamy.
    Na koniec mam prośbę, jeśli pomyślałabyś nad tym, aby zrobić drugą część filmu pt. “Ślepe uliczki w powrocie do siebie”. Mówiłaś tam o duchowości, która zaślepia i blokuje. Jak połączyć duchowość przy równoczesnym nie krępowaniu siebie, przy dawaniu sobie wolności. Kiedy jest czas na duchowość, a kiedy staje się niebezpieczna?
    Magdaleno, dużo ciepła dla Ciebie. Dużo światła i cierpliwości.
    I.

    1. Dziękuję bardzo za ciepłe słowa i cieszę się niezmiernie, że to czym się dzielę jest dla Ciebie wspierające ❤️ Jak dobrze czytać, że poczułaś, że możesz siebie kochać! Zapiszę Twoją sugestię o duchowości i być może się do tego tematu odniosę w którymś nagraniu. Pozdrawiam ciepło ❤️

  4. Nie wiem czy mogę pisać na “Ty”, ale zazdroszczę, tak pozytywnie zazdroszczę Tobie, Grzegorzowi, Kindze z kanału Planeta Serca, innych osób nie znam, które procesuja emocje, ale wy macie tak łatwo!! Tzn. wiem, że emocje bywają w cholerę nieprzyjemne, te różne ściski w brzuchu itd. ale wy tak po prostu sobie wtedy siadacie, przeżywacie i już. Emocje same wychodzą, kamyczek po kamyczku, cegielka po cegiełce uwalniacie to. Ja wczoraj uwolniłem mega strach o przyszłość, bo straciłem rzecz, od której zależało moje przetrwanie, z godzinę siedziałem czujac go, ale co z tego jak ogólnie nadal jest do niczego? Nie jestem szczęśliwy, wolny finansowo. Kilka ciężkich emocji w swoim życiu uwolniłem, ale to tak jakby mieć 200 papierków w pokoju i wyrzucić 5. poza tym musze nosić okulary. Wy bez okularów macie łatwo w procesowaniu. Możecie płakać, skakać, uzewnetrzniać ból. Czujecie już radość w sercu, a ja ciagle nie :/ przepraszam za taki ton, ale tak bardzo chciałbym być wolny, i emocjonalnie i finansowo. Mam już dosyć bycia zależnym. Chcę być na swoim! Chcę dojrzeć i czuć spokój na myśl o przyszłości! mieć super energię, życie, a nie ryzykować bycie bezdomnym. To chyba nie ma końca.

    1. Wiesz, żeby być teraz w tym miejscu, gdy pozwalam emocjom wypływać, musiałam setki, jeśli nie tysiące razy się na nie otworzyć. To nie jest łatwe i to nie jest po prostu. Właśnie dlatego nie każdy się na to zdecyduje, bo to wymaga głębokiej gotowości, odwagi, wielkiego powiedzenia sobie TAK.
      Ważne jest też nastawienie, czyli czy procesowanie ma być po prostu metodą, żeby Ci było dobrze w życiu, czy procesowanie ma być intymną relacją ze sobą samym i prowadzić do coraz bliższego i głębszego kontaktu wewnętrznego. Bo Życie będzie się wydarzać, od czasu do czasu zawieje wiatr, który wszystko powywraca, ale gdy masz solidny kontakt ze sobą, gdy jesteś osadzony w swoim rdzeniu, to poradzisz sobie z tym. Procesowanie emocji nie jest żadnym gwarantem tego, że odtąd w życiu będzie tylko słońce świecić.
      Piszesz, że nie jesteś szczęśliwy, wolny finansowo – zachęcam byś spotkał się w sobie z tym, jakie to emocje wywołuje, z czym Cię to kontaktuje, która część Ciebie woła przez to o uwagę. Usłysz tą część, która mówi “Chcę być na swoim!”, poczuj ją. Okulary nie mają tu nic do rzeczy. Twoja głowa szuka wymówek i próbuje Cię zniechęcać. Zdejmij okulary i płacz, skacz, uzewnętrzniaj, niech się udrożni. Powodzenia!!!

    2. Drogi Ty, by doświadczać chwil, gdy czuje się nieopisany spokój, jedność ze sobą i Wszystkim, najpierw trzeba zejść do własnych piekielnych kręgów i przeżyć z uwięzionymi tam kawałkami swojego jestestwa cały ich ból, rozpacz, wściekłość, odrzucenie, całą własną bezdomność i bezprzynależność. Trzeba podjąć decyzję, że pozostaje się otwartym na wszystko, co się wydarza, na wszystko, co się czuje. Nawet na to, że czasem znów zachowanie nie jest takie, jakiego się pragnie, albo potraktowanie siebie samego znów okazało się potwornie raniące. Tak, jak pisze Magdalena – to są setki albo i więcej momentów, gdy cierpisz i “umierasz” właśnie po to, by zrzucić kolejną warstwę grubej skóry, która odgradza od światła i prawdy, od siebie… Droga do tego jest bardzo trudna, bardzo bolesna, ale wg mnie jedyna, która prowadzi do uwolnienia, wszelkiego uwolnienia. A najpiękniejsze w niej jest to, że nigdy się kończy, robi się za to coraz szersza, coraz bardziej obsiana miękką trawą i pięknymi kwiatami 🙂 Życzę Ci dużo niezłomności i siły (dla mnie okazały się najważniejsze w podróży, którą rozpoczęłam wiele lat temu i która wciąż trwa) w stawianiu kolejnych kroków do własnej duszy, do siebie <3
      Ps. Od ponad 20 lat noszę oksy i fruną w kąt, gdy łzy płyną jak wielka rzeka, oczyszczając moje wnętrze 🙂 Wspierające ślę!

  5. Magdaleno ……. Pięknie dziękuję za Twoje i Moje Istnienie,
    Dziękuję – jakież to skromniutkie słowo jest 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.