„Gdybym tylko wiedziała czy ta osoba jest… toksykiem/narcystą/psychopatą.”

MRZONKA-MROŻONKA – odcinek 3
„Gdybym tylko wiedziała czy ta osoba jest… toksykiem/narcystą/psychopatą.”
 
Od czasu do czasu słyszę pytanie – Madziu, czy ta osoba (mama, tata, partner, szef) jest toksyczna? Osoba pytająca chce w ten sposób upewnić się, czy to czego doświadcza w relacji z drugą osobą jest faktycznie czymś krzywdzącym i czy ma prawo nie zgadzać się na to, jak jest traktowana, czy ma prawo stawiać granice, czy ma prawo zadbać o swój dobrostan.

 

Pytanie, które ja proponuję wtedy sobie zadać to – Czy zachowanie tej osoby jest DLA MNIE krzywdzące? Czy ta osoba słyszy, że to, co robi, rani mnie? Czy bierze to pod uwagę? Czy jest gotowa zmienić zachowanie, które wywołuje we mnie ból?

 

I tu najczęściej pojawiają się kolejne pytanie – Ale czy mi wolno? Czy mi wolno uznać to za krzywdzące? Czy mi wolno się sprzeciwić?
 
Skąd to się bierze? Z tego, że doświadczaliśmy krzywd i nie byliśmy za nie przepraszani. Z tego, że doświadczaliśmy krzywd, za które druga osoba nie brała odpowiedzialności. Z tego, że doświadczaliśmy krzywd i mówiono nam, że sami do tego doprowadziliśmy. Z tego, że wychowywaliśmy się w domu, w którym rodzic mógł sobie robić z nami co chciał i to było „normalne”. Z tego, że przemoc, gdy miała miejsce, nie była nazywana przemocą. Granice pomiędzy dobrem a złem, miłością a przemocą były rozmyte, a czasem wręcz pomieszane i czarne było białe, a białe było czarne.
 
Dziecko doświadcza wtedy skołowania – czuję ból i nie ma powodu, bym go czuł. Na przykład wtedy, gdy dziecko zostaje skrzywdzone, ale zachowanie rodzica mówi, że żadne skrzywdzenie nie ma miejsca. Albo – czuję ból i to ja go sprawiam drugiej osobie – gdy dziecko zostaje skrzywdzone, ale rodzic wmawia mu, że to dziecko jest tym, który krzywdzi.
 
To są te komunikaty typu:
Nic ci się nie dzieje, nie przesadzaj.
Jak nie przestaniesz ryczeć to dostaniesz jeszcze raz.
To jest nic, ja to dopiero miałam.
Ja też dostawałem na tyłek i wyrosłem na ludzi.
Robię to dla ciebie, jeszcze mi kiedyś podziękujesz.
Zobacz co robisz matce!
Ty mnie wykańczasz.
Do grobu mnie wpędzisz.
To ja dla ciebie tyle, a Ty co smarkaczu?
 
Gaslighting, normalizacja przemocy, odwracanie kota ogonem, przerzucanie odpowiedzialności. Rodzic wyzywał, poniżał, szarpał, bił, bo tak, bo dzieciaki trza krótko trzymać, bo miał zły dzień, bo dziecku się „należało”. A potem jak gdyby nigdy nic, żyjemy dalej. Zero rozmowy, zero wyjaśnień, zero przeprosin. Tak jakby nic się nie stało.
 

Nic dziwnego, że potem dorosły już człowiek pyta – Czy ja przesadzam? Czy ja wydziwiam? Czy mi się wydaje? I nic dziwnego, że potrzebuje potwierdzenia z zewnątrz pt. Tak, ta osoba jest toksyczna. Tak masz prawo tak się czuć.

 

A jeśli nie jest toksyczna? To znaczy, że nie masz prawa czuć się zraniona/y?
A jeśli jest toksyczna? To znaczy, że tylko wtedy krzywdy mają słuszność?
A co jeśli nigdy się nie dowiesz, czy Twój rodzic, partner, przyjaciółka, szef ma jakieś faktyczne zaburzenia?
 
Dociekanie czy ktoś jest czy nie jest toksykiem, narcystą, psychopatą, próba „diagnozowania” innych jest mrzonką-mrożonką, która powoduje, że zamiast skupić się na swoich zranieniach i je uzdrowić, zamiast postawić granice tam, gdzie są potrzebne, zamiast zadbać o swój dobrostan, skupiamy się na tej drugiej osobie. To trochę tak jakbyśmy nadal potrzebowali pozwolenia od niej na czucie tego, co czujemy czy pozwolenia na dokonywanie wyborów w oparciu o to jak my się w tej relacji mamy. Stoimy wtedy w miejscu i nie pozwalamy sobie podejmować decyzji, które są dla nas dobre, ponieważ szukamy wystarczającego usprawiedliwienia dla tych decyzji.
 
Tymczasem wiemy doskonale jak się czujemy doświadczając poniżania, degradowania, dominacji, upokarzania, wyśmiewania, manipulacji, szantażu, a jak się czujemy doświadczając bliskości, zrozumienia, szacunku, życzliwości, wzajemności, bezpieczeństwa, miłości.
 
Niech ten wielki znak zapytania, czy dana osoba jest czy nie jest toksykiem/narcystą/psychopatą nie odwraca Twojego wzroku od Twojego bólu, niech nie zatrzymuje Cię w zaopiekowaniu się sobą.
 
Znaczenie ma to jak Ty się czułaś/eś i czy dla Ciebie to było zranienie.
Znaczenie ma to jak Ty się czujesz i czy dla Ciebie coś jest raniące.
 
Nie czekaj na zewnętrzną pieczątkę z napisem „zatwierdzono”. Ty zatwierdzasz. Ty mówisz – to bolało, to nie bolało. Ty mówisz – to boli, to nie boli.
❤️
 
Jeśli potrzebujesz wsparcia w zaopiekowaniu się swoimi zranieniami zapraszam na marcowe warsztaty: https://magdalenaszpilka.com/procesowanie-emocji/
 
—————
foto: www.pixabay.com

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

1 × 1 =