Refleksje nad rokiem, który minął.

Należę do osób, które rozpoznają siebie między innymi poprzez kontrast. Gdy doświadczam tego, czego nie lubię, to wiem co lubię, gdy doświadczam to, co jest zupełnie nie moje, to wiem co jest moje. W tym roku poczułam, że podobnie jest u mnie w kwestii końca jednego roku, a początku następnego. Potrzebowałam 12 dniu Nowego Roku i poczucia zajawki jego energii, by bardziej poczuć i określić energię roku, który niedawno się zakończył. Dlatego, mimo, że okres na podsumowania starego roku jakby już minął, ja dopiero teraz mogłam usiąść do mojego podsumowania, a właściwie nazwałabym to refleksją nad 2021 rokiem.

Jeśli miałabym określić ten miniony rok jednym zdaniem, to dla mnie był to rok ucieleśniania głębszej, większej i pojemniejszej wersji siebie, ukorzeniania jej w tym świecie poprzez spójne, wypływające ze środka działanie. To był rok zmiany, która przede wszystkim zamanifestowała się w większej formie wsparcia, którą oferuję. Ziarna pod tę zmianę sadziłam przez cały 2020 rok oferując co miesiąc grupowe wsparcie online w postaci tematycznych warsztatów, a szczególnie pod koniec 2020 roku, gdy po raz pierwszy poprowadziłam warsztaty online PROCESowanie eMOCji poświęcone w całości mojemu Szpilkowemu podejściu i mojemu sposobowi procesowania emocji, reakcji, triggerów. Wcześniej dzieliłam się tym w sesjach indywidualnych i na 1-dniowych warsztatach stacjonarnych. Dojrzałam jednak do tego, by stworzyć kilkutygodniową przestrzeń, w której uczestnicy mogą zanurzyć się w języku komunikacji wewnętrznej, której intencją jest uważny i głęboki kontakt ze sobą.

W ciągu 2021 roku pięć razy stworzyłam pojemną i czułą przestrzeń na to zanurzenie w siebie. Każdy uczestnik sam decydował jak głęboko chce zajrzeć, czy chce się tylko przyjrzeć, oswoić z pewnymi kwestiami czy zanurkować, czy coś pomiędzy. Każda jedna grupa miała swoją dynamikę i energię, mimo, że warsztaty opierały się na tym samym sposobie procesowania tego, co się w nas porusza. Za każdym razem „szyłam” spotkania danej grupy na jej „miarę”. Dla mnie osobiście to było ważne, bo dzięki temu zamiast popadać w rutynę, miałam oczy, uszy i serce szeroko otwarte. Z każdą grupą i jej uczestnikami doświadczałam nowej żywej relacji i spotkania w jednym miejscu wielu wewnętrznych światów. Jako że mam w sobie odkrywcę, który jest bardzo ciekawy świata i ludzi, czułam w sobie za każdym razem entuzjazm, ciekawość i fascynację każdą kolejną grupą i indywidualnościami, które ją tworzyły. Ta wyjątkowość, inność każdej edycji warsztatów wyostrzały moje zmysły, zatrzymywały w zadumie, refleksji i w głębokiej wdzięczności, że jest mi dane tego doświadczać. Gdy późnym wieczorem, po zakończeniu danego spotkania wchodziłam do salonu, gdzie z reguły Grzegorz spędzał czas z naszą córką, od któregoś z nich padało pytanie – „I jak?” Brałam wtedy oddech pełen wdzięczności i wzruszenia, a z moich uśmiechniętych od ucha do ucha ust wypływało – „Boże, jak ja kocham to robić!”

Od wielu z Was, z którymi wspólnie stwarzaliśmy te przestrzenie spłynęło do mnie wiele poruszających wiadomości, w tym bardzo intymnych. Czasem przychodziły zaraz po zakończeniu warsztatów, a czasem tygodnie, a nawet miesiące później. Przy tak wielu wzruszałam się do łez, gdy czytałam, że odzyskujecie poczucie wewnętrznego połączenia, że przypominacie sobie kim tak naprawdę jesteście, że sięgacie po swoje i po swojemu, że zaczynacie odważniej żyć, że podejmujecie decyzje w zgodzie ze sobą, że relacje z partnerem/partnerką, z dziećmi, z rodzicami zmieniają się na lepsze. W wielu słowach czułam wielką ulgę, jakby to, co było zapuszczone, zapomniane zostało rozświetlone ciepłym, czułym światłem i wydobyte z ciemności do życia. Gratuluję Wam z całego serca, że odzyskujecie siebie i bierzecie swoje życie w swoje ręce.

Chcę Wam jeszcze raz, tutaj, każdemu i każdej z Was bardzo podziękować za zaufanie, za przyjęcie mojego zaproszenia i za wspólne stwarzanie bezpiecznej przestrzeni. Towarzysząc Wam, poznając Was, Wasze historie, odczucia, postrzeganie, czułam jeszcze więcej i więcej zrozumienia i miłości wobec siebie i drugiego człowieka. Dziękuję Wam z serca ❤️

Kolejnym ziarnem, które zasiałam pod koniec 2020 roku razem z Grzegorzem, było zaproszenie wspólnie na Krąg Serc, który odbył się w Lesznie. Tematem przewodnim była wtedy „skóra foki” czyli „skóra” Duszy i jej wołanie. Zjechały się wtedy osoby z różnych stron Polski, z którymi zasiedliśmy wokół latarni, z którą jeździmy teraz tam, gdzie nas niesie. To ziarno wtedy zasiane wypuściło w 2021 roku piękny owoc w postaci stacjonarnych warsztatów weekendowych, które poprowadziliśmy w pięciu różnych miejscach Polski, zatopionych w naturze. To była swoista „pielgrzymka” po Polsce – od wybrzeża, poprzez zachodnią stronę, południową, wschodnią, aż do samego środka – serca Polski. Każde z tych miejsc emanowało inną energią, każde przyjęło nas i karmiło na swój sposób i pomogło nam określić nasze potrzeby i preferencje, uświadomiło nam jakich miejsc potrzebujemy, by obejmowały i wspierały nas prowadzących i całą grupę. Do niektórych z nich wrócimy już niedługo w tym roku. Wobec wszystkich czujemy wdzięczność za skontaktowanie nas z naszym wewnętrznym tak i nie.

Każda grupa warsztatowa miała swoją dynamikę, relacyjność, energię. Nie było żadnej przypadkowości w tym kto i z czym przyjechał na dane warsztaty. To, co wnosiła jedna osoba do przestrzeni grupy, kontaktowało inne osoby ze sobą. Byliśmy tam wszyscy i dla siebie samych i dla siebie nawzajem. Każdy decydował jak i czy chce w coś „wchodzić”, prowadziły nas ciała i gotowość na to, na co była gotowość. Jedne warsztaty miały więcej indywidualnych procesów, inne więcej „ćwiczeń” grupowych, jedne więcej medytacji, inne mniej. Każdy jeden warsztat płynął na fali potrzeb wypływających z pola grupy. Jedne warsztaty miały poczucie jakbyśmy wszyscy zjechali się do dobrego rodzinnego domu, na innych siedzieliśmy jak paczka dobrych znajomych przy ognisku, na kolejnych kipiało z radości, gdy tańczyliśmy i pląsaliśmy jednego wieczora, na jednych była ta sama ilość kobiet, co mężczyzn, co wniosło niesamowitą energię i wglądy, a na jeszcze innych było więcej zadumy, zatrzymania. Z niektórymi z Was spotkaliśmy się kilkakrotnie, co dla mnie jest potwierdzeniem tego jak bardzo potrzebujemy nieoceniającej, pojemnej i bezpiecznej przestrzeni, w której można być po prostu sobą.

Dla mnie osobiście te warsztaty to był przeogromny przełom. Bo o ile w sesjach indywidualnych idę za tym, co wypływa, w głębokim zaufaniu do Życia, nie mam żadnego planu, mam tylko i aż tylko pojemność i gotowość na spotkanie z tym, na co przyszedł czas, tak odpuszczenie programu i planu na warsztaty grupowe było dla mnie wyzwaniem. Mój umysł tak bardzo obawiał się puszczenia struktury, a czułam bardzo, że w tym potrzebowałam się doświadczyć, by doświadczyć siebie autentycznie. Pamiętam jak przed pierwszymi warsztatami trzęsłam się ze strachu i trzymając siebie taką trzęsącą mówiłam do swojego Serca – „Prowadź. Nie przekonam się, że to zrobisz, nie przekonam się, że niebo mi na łeb nie spadnie, jeśli nie dam Tobie na to przestrzeni.” To co się na tych warsztatach podziało, to jakie prowadzenie zaczęłam na nich czuć, przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Utwierdziło mnie to w tym, że to jest moja ścieżka.

I był w tym, razem ze mną, mój mąż Grzegorz, który widział moje lęki i obawy, ale zupełnie ich nie „kupował”. Płynęła od niego pewność, że nie tylko tak będzie dobrze, ale, że to jest to, co jest tak bardzo moje. On wiedział, że ja inaczej nie umiem, że wszystko inne będzie mnie męczyć i spinać. Spokojnie powtarzał „Po prostu bądź sobą Madlen…” Mając go u boku mogłam opaść w swoje. Będąc wspierana jego spokojem, czujną obserwacją, uważnością na reakcje uczestników mogłam działać tak, jak prowadziła nas energia naszych wszystkich intencji, mogłam zrobić przestrzeń na to, by on działał i wnosił to, co on miał wnieść.

Chcę Wam jeszcze raz, tutaj, każdemu i każdej z Was bardzo podziękować za te nasze wspólne spotkania w realu, za to wszystko co każdy i każda z Was wnosił/a sobą do wspólnej przestrzeni, którą razem tworzyliśmy. Dziękuję za długie i czułe uściski, za spojrzenia w oczy, które nie potrzebowały słów, za trzymanie się razem ze ręce, za wspólnotę ❤️

Poznając Was bliżej na warsztatach online i na warsztatach stacjonarnych poczułam pragnienie, by pozostać w kontakcie z Wami, by stworzyć dla Was przestrzeń, do której będziecie mogli wrócić po zakończeniu warsztatów, jeśli tylko będziecie potrzebować i wtedy kiedy będziecie tego potrzebować. To mnie zaskoczyło, bo tego w ogóle nie było w moich planach. Ten pomysł podsunęło mi serce. W 2021 roku zaczęłam więc oferować comiesięczną grupę wsparcia online. Jest to przestrzeń, w której jest miejsce i na celebrację i na dzielenie się trudnościami, i na płacz i na śmiech, na pytania i na procesowania. Niektórzy z Was korzystają z niej co miesiąc, niektórzy raz na jakiś czas. Każdy przychodzi wtedy, kiedy czuje, że chce tu być. Za każdym razem, dosłownie za każdym razem, porusza mnie to jak bezpieczna, intymna i czuła to przestrzeń, jak jesteśmy w niej razem, jak się nawzajem słyszymy i czujemy. Dziękuję, że mogę tego z Wami doświadczać ❤️

2021 był dla mnie również rokiem dużo głębszego rozpoznawania i uznawania w sobie mojej wysokiej wrażliwości. Moje własne odkrycia, dbanie o moją wrażliwość, ucieleśnianie jej po mojemu w moim życiu prywatnym jak i towarzysząc innym w ich powrocie do siebie, przejawiło się na koniec roku warsztatami online, w których podzieliłam się wszystkim tym, co nie tylko wspiera w „radzeniu sobie” z nią w tym świecie ale co konkretnie robić, by wreszcie stanąć prawdziwie w swojej wrażliwości, by bez strachu i wstydu, po swojemu, odważnie ją przejawiać. Przygotowania do tego warsztatu zajęły mi wiele wieczorów. Dopiero, gdy siadłam do tego, by wczuć się i spisać, co chcę w nich zawrzeć zdałam sobie sprawę jak wiele moja wysoka wrażliwość chce przekazać, na jak wiele aspektów chce zwrócić uwagę, o czym każdemu z uczestników chce przypomnieć nie tylko mentalnie, ale przede wszystkim czuciowo.

Mimo, że zaplanowałam inną datę na drugie, czyli ostatnie spotkanie tak się sprawy potoczyły, że spotkaliśmy się dopiero w wieczór Przesilenia Zimowego, w tak niezwykle symboliczny czas, po którym Słońce wraca, po którym jest go coraz więcej i więcej. Czułam jak ta energia powrotu Światła, ta energia naszych wewnętrznych słońc nas wspierała, czułam jak zrozumiani i przyjęci się czuliśmy będąc razem, czułam puszczające ograniczenia, strachy, kajdany. Czułam, że działo się coś bardzo ważnego, a grupa pulsowała uczuciem „Jestem wśród swoich. Nie jestem sam/nie jestem sama. Jest nas tu więcej!”. Od wielu z uczestników poczułam energetycznie „Już dość. Jestem gotowa. Jestem gotowy. Zacznę tu, gdzie jestem, tak jak umiem”. Czułam jak moc wysokiej wrażliwości rozbudza się i zaczyna płynąć w każdym na swój sposób.

Dziękuję wszystkim z Was, którzy stawili się na zawołanie mojej wrażliwości, którzy pozwolili sobie usłyszeć swoją wrażliwość i poznać ją bliżej, popatrzeć na nią innymi oczami, niż do tej pory. Dziękuję, że mogłam tego z Wami doświadczyć ❤️

To o czym piszę powyżej – moje nowe formy wsparcia i jeszcze bardziej po swojemu, wynikają ze zmiany od środka, która miała miejsce i dojrzewała we mnie przez ostatnie lata, wynikają z osadzenia się jeszcze bardziej w mojej Naturze, honorowaniu Jej oraz realizowania spójnego z Nią zadania. To wymagało czasu, to wymagało zatrzymania się, refleksji, skręcenia się do środka, zajrzenia w głąb, przepuszczenia przez ciało, tego, co było zastałe czy skostniałe, a następnie odkręcenia, wyjścia z powrotem do świata i spójnego działania, by ucieleśnić siebie, części mojej Natury, które w tych głębinach odkrywałam. Te cykle w głąb i na zewnątrz powtórzyły się wielokrotnie i jeszcze się powtórzą, bo tak jak w naturze, drzewo rośnie, rodzi liście, a potem je zrzuca i rośnie korzenie, tak my mamy swoje przyrosty roczne. Im głębsze i mocniejsze stają się nasze korzenie, tym mocarniejszy staje się nasz pień-rdzeń i tym większa korona, z której dalej i więcej widać, która staje się schronieniem dla innych.

Warto pamiętać o tym, że gdy wchodzimy w większą wersję siebie, to nie dzieje się to tylko w jednym obszarze. To się dzieje w wielu obszarach równocześnie. I tak to już jest, że rosnąc wyrastamy z pewnych spraw – miejsc, relacji, sposobu działania, ról, przyzwyczajeń. Schemat, który na przestrzeni ostatnich lat tracił we mnie na sile, w wielu obszarach mojego życia, a który jest jednym z tych, który stopuje życie z siebie w pełni, to schemat zadowalania, to schemat dbania o innych przy jednoczesnym zapominaniu o sobie. Końcówka 2020 roku szczególnie i dobitnie pokazała mi jak nieuważna byłam na samą siebie w pewnych kwestiach, na które wcześniej nie zwróciłam uwagi, jak odebrałam sobie, dbając bardziej o innych. Musiałam wielokrotnie zobaczyć to świadomie, wziąć za to odpowiedzialność, zmierzyć się z tym, wybaczyć sobie, by przestało to mną sterować. Trzeba było postawić granice, których nie postawiłam, co wiązało się z odrzuceniem przez osoby, które były przyzwyczajone do mojego pomijania siebie. Jednocześnie ucieleśniając dbanie o siebie doświadczyłam coraz mocniejszego i coraz częstszego przyjęcia mnie taką jaką jestem od wielu innych osób. Na początku trudno było mi to przyjęcie w ogóle zobaczyć, bo serce krwawiło i coś we mnie tęskniło za „starym”, ale z czasem do mnie dotarło po raz kolejny w mojej podróży, że przecież tak to już jest, że musi coś odejść, by coś innego przyszło w to miejsce. Puściłam więc i zgodziłam się w sobie na to przetasowanie, pozwoliłam, by układało się spójnie z tym, kim dziś jestem. Podjęłam również konkretne działania, by o to, o co nie zadbałam wcześniej teraz już dbać. Stopniowo to ucieleśniam.

Tyle razy dzieliłam się tu z Wami moją drogą, moimi procesami, moimi refleksjami. Wniosek z tego wypływa taki, że jesteśmy w nieustającej ewolucji. W drodze od ziarenka do zapisanego w nim wielkiego drzewa. Rozpychamy się w czarnej ziemi, przebijamy na zewnątrz, rośniemy w górę, doświadczamy powtarzających się cykli rodzenia i umierania, doświadczamy deszczu i suszy, ciepła i zimna, porywających wiatrów i spokoju. Im głębsze nasze korzenie, im bardziej osadzone w czarnej ziemi, z której wyrośliśmy, tym silniejsze i większe rośnie nasze drzewo i tym łatwiej radzi sobie z tym, na co nie ma wpływu. A im większą ma koronę tym więcej światła asymiluje i więcej ptaszków, na niej przysiada i wyśpiewuje mu swoje piękne melodie 😊

Dzielę się z Wami moimi refleksjami w intencji podziękowania za 2021 rok i za to, co ten rok mi przyniósł – i to trudne, bolesne, i to uwalniające, lekkie, radosne. Czuję jak moje drzewo osadziło się jeszcze głębiej, czuję w nim nowe stabilizujące słoje i koronę, która otula bardziej niż kiedykolwiek. I czuję, bardzo czuję, jak ważna dla niego jest zima, czas skręcenia się do środka, czas, gdy nie rodzi, czas, gdy rosną korzenie.

Dzielę się tym z Wami również ku inspiracji, byście rośli jako Wy, po swojemu, w swoim tempie. To, co nas często podłamuje czy hamuje to porównywanie się do innych. Tracimy wtedy kontakt z tym, co jest prawdziwie nasze i po naszemu. A naprawdę każdy z nas ma swoją unikatową Naturę. Tak jak nie ma dwóch takich samych drzew nawet w obrębie tego samego gatunku, tak każdy z nas jest jedyny w swoim rodzaju i ma swój sposób BYCIA i DZIAŁANIA w tym świecie. I tak, każdy z nas ma swoje schematy i programy, które ograniczają wrodzoną Naturę. Ale każdy z nas ma wybór co z tym zrobi i czy da sobie tyle czasu i przestrzeni, ile trzeba, by nawiązać autentyczną, spójną relację ze swoją prawdziwą Naturą.

Dziękuję Tobie, że tu jesteś, że to czytasz. Dziękuję każdemu i każdej z Was, który/a przychodzi do przestrzeni, którą oferuję, tak jak oferuję. Dziękuję wszystkim tym, którym towarzyszę w spotkaniach indywidualnych, na warsztatach online i stacjonarnych, i każdej i każdemu z Was tutaj, na facebooku, na Youtubie, na mojej stronie www. Dziękuję, że ze mną byliście i jesteście, że towarzyszymy sobie nawzajem w tej podróży przez Życie ❤️
Przytulam Was bardzo mocno Kochani ❤️

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

jeden + siedem =