“Gdy nauczę się tej metody, gdy zrobię ten kurs, to już nigdy nic złego mi się nie przydarzy.”

MRZONKA-MROŻONKA – odcinek 6
“Gdy nauczę się tej metody, gdy zrobię ten kurs, to już nigdy nic złego mi się nie przydarzy.”

Jest w nas taka część, taka dziecięca część, która tęskni za idealnym światem, takim bez krzywdy, cierpienia, bez konfliktów, problemów, chorób i śmierci. To ta część, która się ich boi, bo nie miała modelowane jak się z nimi mierzyć. To ta część, która ma trudność w tym, że życie przejawia się nie tylko w przyjemny, ale też w nieprzyjemny sposób, bo ona nie ma zasobów, by sobie z tym radzić, ponieważ była pozostawiana sama sobie, gdy działo się coś trudnego. To ta część, której nikt nie nauczył jak znaleźć w sobie siłę, odwagę, determinację, by stawiać czoło przeciwnościom czy trudnościom. Nie ma więc narzędzi, umiejętności, wiedzy, doświadczenia, nie ma zbudowanej odporności i wiary w siebie, więc nie jest w stanie stawić się do rzeczywistego życia, które przejawia się nie tylko w jasnych, ale i ciemnych kolorach. Dlatego ucieka w iluzje świata bez trudności, dlatego czeka na to, aż taki świat się zamanifestuje i dlatego podatna jest na wszelkie propozycje typu „Jak zrobisz to, to już nigdy nie będziesz cierpieć”.  Czytaj dalej “Gdy nauczę się tej metody, gdy zrobię ten kurs, to już nigdy nic złego mi się nie przydarzy.”

“Jak się uzdrowię to moje samopoczucie nie będzie zależało od żadnych czynników zewnętrznych.”

MRZONKA-MROŻONKA – odcinek 5
“Jak się uzdrowię to moje samopoczucie nie będzie zależało od żadnych czynników zewnętrznych.”

Częściowo jest to prawda, bo jak to mówią mądrzy ludzie – nie mamy wpływu na to, co się wydarza, ale mamy wpływ na to jak na to zareagujemy. Jest w tym podejściu dojrzałość i sprawczość. Ja tu jednak nie o tym. Ja tu o tym, gdy używamy takiego podejścia przeciwko sobie odbierając sobie prawo do dobrostanu. Chodzi mi tutaj o sytuacje, okoliczności czy sprawy, które choć nas bardzo uwierają, to uważamy, że powinniśmy dojść do takiego poziomu uzdrowienia, by nam nie przeszkadzały. Czytaj dalej “Jak się uzdrowię to moje samopoczucie nie będzie zależało od żadnych czynników zewnętrznych.”

“Dystans od rodziców – wolno mi czy nie wolno?”

MRZONKA-MROŻONKA – odcinek 4
“Dystans od rodziców – wolno mi czy nie wolno?”

Jeśli masz tak, że czujesz, że potrzebujesz przestrzeni dla siebie na swój proces i w kółko zastanawiasz się, analizujesz, rozkminiasz czy w związku z tym wolno Tobie zdystansować się od rodziców, to już samo to rozkminianie jest symptomem wskazującym na to, że tkwisz w uwikłaniu z nimi, symptomem tego, że w relacji z nimi nie jesteś dorosłym, autonomicznym człowiekiem. Czytaj dalej “Dystans od rodziców – wolno mi czy nie wolno?”

“Gdybym tylko wiedziała czy ta osoba jest… toksykiem/narcystą/psychopatą.”

MRZONKA-MROŻONKA – odcinek 3
“Gdybym tylko wiedziała czy ta osoba jest… toksykiem/narcystą/psychopatą.”
 
Od czasu do czasu słyszę pytanie – Madziu, czy ta osoba (mama, tata, partner, szef) jest toksyczna? Osoba pytająca chce w ten sposób upewnić się, czy to czego doświadcza w relacji z drugą osobą jest faktycznie czymś krzywdzącym i czy ma prawo nie zgadzać się na to, jak jest traktowana, czy ma prawo stawiać granice, czy ma prawo zadbać o swój dobrostan.

Czytaj dalej “Gdybym tylko wiedziała czy ta osoba jest… toksykiem/narcystą/psychopatą.”

„Czemu ja nie mogę po prostu zaakceptować rodziców?! Co ze mną nie tak?”

Kochani, zapraszam do kolejnego odcinka 💜
 
MRZONKA-MROŻONKA – odcinek 2
„Czemu ja nie mogę po prostu zaakceptować rodziców?! Co ze mną nie tak?”
 
Mrzonką jest to, że można to zrobić ot tak. Bo tak sobie powiesz. Bo nie można wiecznie na rodziców się wściekać. Bo już najwyższy czas. Bo tak Ci powiedziano, że to Ci życie odmieni. Bo, bo bo….
 
Zaakceptowanie swojego rodzica takim-jakim-jest jest organicznym procesem o sobie tylko właściwej linii czasu i to spiralnej linii czasu. Będziesz się w tym procesie zwijać i rozwijać, będziesz trafiać na miejsca w sobie, które już dotykałeś/aś, będzie Cię cofało i będzie Cię prowadziło do przodu. Istotne jest to, żeby to było TWOJE, bo nie ma dwóch takich samych relacji z rodzicami, nawet jeśli masz rodzeństwo to każdy/a z Was ma swoją z nimi relację. Pytanie jest tu jedno – czy pozwolę sobie na SWÓJ proces?

Czytaj dalej „Czemu ja nie mogę po prostu zaakceptować rodziców?! Co ze mną nie tak?”

“Gdy się porządnie uzdrowię to stworzę wreszcie relacje z moją rodziną, o których zawsze marzyłam/em”

Cześć Kochani, od jesieni pisze się jeden z postów, z którego wyszedł taki elaborat, że postanowiłam podzielić go dla Was na lekko strawne kawałki, czasem dłuższe, czasem krótsze 😊 Co jakiś czas będę Was nimi raczyć, a że rozpoczął nam się nowy rok, to może i warto razem z nim dać sobie tu i ówdzie nowe podejście do samych siebie i swojego tzw. procesu. A jeśli to czym się tu podzielę jest Wam znane, to potraktujcie to jako przypominajkę o tym, by podchodzić do siebie z łagodnością. Tak czy inaczej, weźcie z tego to, co z Wami rezonuje, co powoduje puszczenie spięcia brzucha i… wyciąga rozwojowy kijek z tyłka 😊

Czytaj dalej “Gdy się porządnie uzdrowię to stworzę wreszcie relacje z moją rodziną, o których zawsze marzyłam/em”

Wewnętrzny sojusznik

Wiemy, że dzieciństwo ma ogromny wpływ na późniejsze życie dorosłe i jego jakość. To czego doświadczamy i to czego nie doświadczamy w dzieciństwie wpisuje się w naszą podświadomość niczym swego rodzaju system operacyjny czy matryca. Ale dlaczego tak się dzieje? Dlatego, ponieważ podświadomość, czyli nasze ciało uczy się na zasadzie POWTÓRZEŃ, by następnie móc odtwarzać to, czego się nauczyło. Jest to bardzo praktyczne, ponieważ dzięki temu nie musimy codziennie od nowa uczyć się tego samego. Na przykład ucząc się pisać, ucząc się używać różnych przedmiotów, ucząc się jazdy na rowerze czy ucząc się pływania powtarzamy pewne ruchy tak długo, aż ciało się w nich „wyrobi”, dzięki czemu nie musimy uczyć się danej czynności za każdym razem, gdy chcemy ją później zastosować. Nauczyliśmy się i mamy to na całe życie. Super, co za oszczędność czasu i energii! Czytaj dalej Wewnętrzny sojusznik

Relacja z czasem.

Czasem potrzebujemy doświadczyć skrajności, by odkryć co jest takie nasze-nasze.
Czasem potrzebujemy doświadczyć, że nam czegoś brak, by to wykreować.
Czasem potrzebujemy doświadczyć ograniczenia, przymusu, by zdać sobie sprawę, że to jednak my decydujemy.

Ostatnie kilka, a nawet więcej tygodni to była niezła jazda dla mnie. Czułam się jak ci sportowcy na torze przeszkód przeskakujący z jednego słupka na drugi, uchylający się przed nadjeżdżającym pionowym walcem, łapiący linę w ostatniej chwili, wskakujący na wysoką platformę i przerzucający ciężar ciała do przodu, żeby nie spaść w dół. To było morze spraw do ogarnięcia i załatwienia. Spraw wymagających czasu, a do tego każda z innego obszaru. Jakby taka kumulacja na koniec roku. Ogarnęłaś już prawie to? To jeszcze masz to. A i jeszcze to. Czytaj dalej Relacja z czasem.

Po mojemu, po Twojemu.

Jakiś czas temu przyśnił mi się bardzo symboliczny sen, w którym wchodziłam po coraz bardziej chwiejącej się drabinie i gdy byłam już prawie przy jej końcu, zdałam sobie sprawę, że z niej mam jeszcze przejść na wiszącą w powietrzu metalową platformę, która znajdowała się w pewnej odległości od drabiny. Wysokość od ziemi była znaczna, a zarówno drabina jak i platforma niestabilne. W tym momencie tak jakby ocknęłam się i pojawiła się myśl “Ale co ja tu właściwie robię..? Jak ja się tu znalazłam…?”. Wtedy usłyszałam głos mojego taty dobiegający z dołu. Ach… no tak… To był jego pomysł. Stał tam w towarzystwie kilku mężczyzn i niby trzymając drabinę jedną ręką, niby nie, to oddawał się rozmowie z nimi, to patrzył w górę i ze zniecierpliwieniem wołał do mnie “No dalej, idź tam!”. Gdy zorientował się, że nie mam zamiaru kontynuować zdenerwował się i zaczął wołać “Co Ty wyprawiasz!!!?” oraz “Co ona wyprawia???”, które kierował do tych mężczyzn. W jego mniemaniu popełniałam wielki błąd. Ja czułam jednak zupełnie inaczej i jego słowa oraz nacisk, który z nimi płynął nie działały na mnie. Jak gdyby nigdy nic, spokojnie zeszłam z drabiny i poszłam w swoją stronę. Czytaj dalej Po mojemu, po Twojemu.

Przełom

Mam zapisany w sobie taki dzień, kiedy to co robiłam, by sobie pomóc zaczęło działać, zaczęło przynosić efekty, których się nie spodziewałam. To był ten przełomowy moment dzielący moje życie na przed i po. To był ten pierwszy raz, gdy zamiast automatycznej reakcji na silny bodziec w postaci mojego wrzeszczącego kilkuletniego dziecka, doświadczyłam czegoś zupełnie innego. Nie porwało mnie, tak jak zwykle, nie wciągnęło mnie, nie posiadło mnie, nie usztywniło, nie spięło. Przeciwnie, zamiast prób spacyfikowania dziecka albo książkowego, ale nieautentycznego słuchania go, poczułam… współczucie. Ja je zobaczyłam, tak prawdziwie, sercem… zobaczyłam i czułam…

Tyle o tym czytałam, słuchałam, na głowę wiedziałam, ale nie było to dla mnie dostępne… Przychodziła sytuacja i bum… Działałam z podświadomości, a nie ze świadomości. Aż do tego razu.

Czytaj dalej Przełom