Ekran…

Kiedy wychowujemy się z rodzicem niedojrzałym emocjonalnie, to jedną z rzeczy jakiej się uczymy to brać wszystko do siebie. Dlaczego? Ponieważ taki rodzic nie bierze odpowiedzialności za siebie – za swoje emocje, za swoje reakcje, obwinia własne dziecko za to jak się czuje i to dziecko jest winne temu, że rodzic nie umie nad sobą zapanować.
 
Jeśli słyszysz wielokrotnie będąc dzieckiem sformułowania typu “przez ciebie…”, “doprowadzasz mnie do…”, “zobacz co ty mi robisz”, “mam cię dość”, “ja już z tobą nie wytrzymam” i tym podobne, to na głębokim poziomie zaczynasz wierzyć, że to ty jesteś powodem tego, co się dzieje z rodzicem, że go zamęczasz tym jaka/jaki jesteś. Jako dziecko nie wiesz, że reakcje emocjonalne rodzica są jego i tylko on za nie odpowiada. Nie wiesz, że rodzic doświadczył traum, zaniedbań, przemocy czy to fizycznej czy emocjonalnej i nie wiesz, że ją na Tobie odreagowuje, bo jej nie uzdrowił.
 

Czytaj dalej Ekran…

Podróż…

W ostatni dzień tzw. Bramy Lwa poszliśmy z Grzegorzem na spektakl, o którym dowiedzieliśmy się „przypadkiem” i na którym miało nas nie być, bo nie było już miejsc. Ale poszliśmy, licząc na to, że może ktoś nie przyjdzie i się dostaniemy. Powiedzieliśmy sobie – jak mamy być, to będziemy. No i byliśmy 😊 To przedstawienie nadal we mnie „pracuje”, nadal się we mnie „układa” i wyciąga kolejne symbole i metafory. I to z tego przedstawienia przynieśliśmy do domu istotkę, która teraz z nami mieszka i która ewidentnie miała do naszego życia przyjść. Właściwie to przygotowywaliśmy się na to już od jakiegoś czasu.

Przedstawienie nosiło tytuł „Odyseja” i było wystawiane na… Dworcu PKP w Jarocinie. Zapraszało do przyjrzenia się tematowi podróży – ten zewnętrznej i tej wewnętrznej. Każdy z uczestników jak i każdy aktor miał słuchawki i odbiorniczek, z którego sączyła się muzyka. Aktorzy nie wypowiadali żadnych kwestii, grali poprzez ruch, mimikę twarzy, gesty. Osoby postronne, podróżni przechodzący przez dworzec, pracownicy dworca itd. nie słyszeli tego, co słyszeliśmy my, w słuchawkach. Widzieli taniec, sceny, nasze reakcje, ale nie słyszeli muzyki, do której to się działo… Teraz, gdy o tym myślę, to widzę w tym niesamowitą metaforę – ilu z nas patrząc na innych nie wie do jakiej muzyki toczy się ich życie…

Były momenty w tym spektaklu, które zupełnie mnie zaskoczyły, były momenty, gdy czułam poruszenie nie wiedząc, dlaczego. Doświadczyłam też znudzenia, uczucia zmęczonych nóg i ulgi, gdy przemieszczaliśmy się wszyscy w inne miejsca dworca. Był też ucisk w klatce i łzy cisnące się do oczu, gdy jedna z postaci, kobieta, stała na głowie. Pomyślałam sobie wtedy: Boże, ile razy ja „stawałam na głowie” w moim życiu… I był też moment, pod koniec, gdy wyszliśmy na peron, na ten sam peron, na którym w przeszłości stałam niezliczoną ilość razy… Wróciły wspomnienia, wróciła we mnie ona – ta sprzed ponad 20 lat, ta która dopiero zaczynała swoje dorosłe życie, której przyszłość była jedną wielką niewiadomą. W pewnej chwili usłyszałam pisk hamującego pociągu i zobaczyłam na nim napis stacji końcowej – Jarocin. Wzruszenie ogarnęło mnie całą… Dotarłam do początku mojej podróży robiąc niezłe kółko…

„Istotą podróży jest to, co po drodze”. Jakże trafne słowa, które zamieszczono w ulotce spektaklu.

Gdy przedstawienie się zakończyło, kobieta, która w nim występowała wskazywała palcem na coś, co było z tej samej strony, z której usłyszałam pociąg. Zignorowałam to, bo całkowicie pochłonęła mnie muzyka, która nadal sączyła się z odbiorniczka. Poczułam jak bardzo poruszył mnie ten spektakl i jak bardzo nie chcę, by się kończył… Gdy w końcu oddałam odbiorniczek, zobaczyłam jego – małego rudego kotka na rękach aktorki. “On do pani pasuje” powiedziała. A ja wiedziałam… Wiedziałam, że to po niego tu przyszliśmy.

Życie jest jak podróż. Ma swoje stacje, destynacje, przesiadki, postoje. Czasem trzeba czekać aż „pociąg” przyjedzie. Czasem trzeba czekać na kogoś innego. Czasem trzeba kogoś pożegnać. A czasem kogoś witamy. Czasem wracamy do tych samych miejsc, czasem podróżujemy w nowe. Czasem lądujemy tam, gdzie miało nas nie być i okazuje się, że dokładnie tam mieliśmy się pojawić. Podróż. To ona, sama w sobie, jest celem. To ona nadaje treść. To ona nas ubogaca.

Pięknych podróży Kochani ❤

Dziękuję z serca twórcom i organizatorom ❤
 

Mama i córka

Kilka dobrych lat temu stojąc w kafejce i szykując sobie herbatę na wynos zauważyłam kątem oka kobietę z nastoletnią córką. Odwróciłam się trochę w ich stronę i nie mogłam się na nie napatrzeć… Z ich interakcji emanowała tak ujmująca czułość, radość z bycia razem i naturalność. Były na sobie nawzajem tak skupione jakby cały świat poza nimi nie istniał. Było czuć, że są sobie bliskie i że jest im razem dobrze. Patrząc tak na nie pomyślałam ze smutkiem “Ja tak nigdy nie miałam z moją mamą…” I chwilę z tym pobyłam… Aż przyszła kolejna myśl “Ale mogę tak mieć z moją córką!” Aż podskoczyłam w środku na tę myśl 🙂

Czytaj dalej Mama i córka

Dzień Wewnętrznego Taty.

Kochani, zbliża się Dzień Taty, a w związku z tym, że będę w przyszłym tygodniu poza zasięgiem, dzielę się dziś z Wami refleksjami, do jakich skłania mnie ten dzień.
 
Podobnie jak przy Dniu Mamy, tak teraz z okazji Dnia Taty zatrzymuję się przy moim Wewnętrznym Tacie i jestem myślami i sercem z tymi wszystkimi mężczyznami, którzy mieli wpływ na moją ścieżkę ostatnich lat, a od których czerpałam przykład, doświadczenie, mądrość stwarzając w sobie dobrego, kochającego, wspierającego Wewnętrznego Tatę. Droga do niego nie była łatwa. Najpierw musiałam rozpoznać i przebić się do siebie samej przez warstwy patriarchalnego ojca – tego, który dominuje, nakazuje, narzuca, wymusza, pośpiesza, krytykuje, ocenia, umniejsza, nie docenia, przykłada sztywne ramki, każe ślepo, bez kwestionowania podążać za standardami, dogmatami, za tym, co on uważa za właściwe. Ten ojciec, którego wchłonęłam i z relacji z moim własnym tatą i w związku z tym w jakiej kulturze się wychowałam rządził przez lata w moim wnętrzu. Jego oczami, patriarchalnego ojca, patrzyłam na moją żeńską część – tę emocjonalną, wrażliwą, magiczną, intuicyjną, cielesną. Traktowałam ją tak jak on.

Czytaj dalej Dzień Wewnętrznego Taty.

Dusza Alchemiczka

Przy Dniu Dziecka i w podziękowaniu dla mojego Dziecka Wewnętrznego, które nieustannie prowadzi mnie do mojej Duszy i ukorzeniania Jej tu na ziemi, dzielę się z Wami moim kolejnym głębszym osadzeniem się w sobie, w swojej Istocie. Może kogoś tutaj to zbliży do siebie, tak jak mnie zbliżyły do siebie słowa innej kobiety.

Niezmiennie zadziwia mnie to jak moje Dziecko Wewnętrzne nie ulega standardom patriarchalnej kultury, jak je bezbłędnie rozpoznaje, jak mi je wskazuje z zaufaniem, że zatrzymam się i je zobaczę. Pokazuje mi co robi we mnie i w świecie podejście “więcej, szybciej, dalej”, a co robi podejście “głębiej, wolniej, prawdziwiej”. Widzę jak szczególnie na przestrzeni ostatnich lat przed każdym dalej zabiera mnie najpierw w głębiej. Wdech i wydech. Skręcanie po spirali najpierw do środka, by następnie odkręcić się na zewnątrz. Uczy mnie to relacji i harmonii pomiędzy byciem, a spójnym z nim działaniem. Jest to tak inne od tego czego mnie uczono, co jest “normalne” w tym świecie, że czasem ogarniają mnie wątpliwości, wyłażą strachy, ego zaczyna porównywać. Ale serce, ciało wie i gdy zgadzam się na siebie jeszcze bardziej, gdy wybieram przejawiać swoją Istotę jeszcze bardziej w Jej postawie i w Jej działaniu, napięcie puszcza i następuje rezonans, spokój, harmonia. Uff… Czytaj dalej Dusza Alchemiczka

Dzień Wewnętrznej Matki.

Dzień Matki. Od kilku dobrych lat jest to dla mnie dzień szczególny, dzień refleksji. Dzień, w którym zatrzymuję się i dziękuję sobie, że mi się wtedy chciało, że miałam w sobie na tyle determinacji i odwagi, by skoczyć w otchłań i odnajdując swoje dziecko wewnętrzne, odnaleźć siebie i stać się dla siebie naprawdę kochającą mamą. Gdy zamykam oczy i wracają obrazy procesów, wyzwań, z którymi przyszło mi się zmierzyć to kręcę głową jakby niedowierzając. Jak ja to zrobiłam..? – pytam samą siebie. Skąd miałam tyle odwagi… siły..? I każdorazowo pojawia się odpowiedź… Miłość. To była miłość. Wewnętrzna miłość, która łapie mnie za każdym razem, gdy jej potrzebuję, a o istnieniu której w ogóle nie wiedziałam. Czytaj dalej Dzień Wewnętrznej Matki.

Czas serca

Jest taka siła, takie coś, co próbuje nas odciągnąć od nas samych.

Jest taka siła, takie coś co próbuje nas skłócić – wewnętrznie i z innymi ludźmi.

Jest taka siła, takie coś, co próbuje nas podzielić wykorzystując nasze nieuświadomione lęki, braki i to, co jest jakościami naszej wrodzonej natury, ale co mamy wyparte, schowane w tak zwanym cieniu.

Walczymy ze sobą nawzajem nie wiedząc nawet, że to to coś stawia nas przeciwko sobie. Czytaj dalej Czas serca

Wewnętrzna Komunia

Kiedy doświadczymy czegoś lepszego, wspierającego, to już nie chcemy mniej niż to, bo już wiemy, że coś innego jest możliwe i że to nas karmi. Życie czasem „przysyła” nam w tym celu osoby, które mają nam przypomnieć o tym, że zasługujemy na lepiej, które przypominają nam o sobie, o tym co pogubiliśmy z siebie na przestrzeni lat.

Poznałam kiedyś mężczyznę, który traktował mnie z szacunkiem, uważnością, który był ciekawy tego, jak postrzegam świat, ale który też nie pozwolił się na sobie „wieszać”. Swoją postawą i zachowaniem wobec mnie przypomniał mi o mojej godności, jakby nie mówiąc mówił „szanuj się kobieto, masz w sobie takie światło”. A potem był test tej godności, gdy ego chciało za nim lecieć, ale serce mówiło – „Stop. On Tobie tylko przypomina o Tobie, pokazuje jak siebie zgubiłaś. Ale to TY masz siebie odzyskać, a nie używać go jak plastra na swoje braki, lęki, rany.” Czytaj dalej Wewnętrzna Komunia

Odzyskanie wewnętrznej MOCy

Wychowując się z rodzicem narcystycznym uczymy się nieświadomie jednej rzeczy – POMIJAĆ SIEBIE. Tym głębiej i w bardziej pokręcony sposób to się zapisuje, gdy rodzic jest narcystą, ale ukrytym. Dostajesz wtedy ciągle mylne komunikaty, robiące Tobie misz-masz w głowie i już nie wiesz w co masz wierzyć. Białe staje się czarne, a czarne białe, choć od czasu do czasu białe jest białe, a czarne jest czarne. Przemoc staje się miłością, a miłość przemocą, ale od czasu do czasu miłość jest miłością, a przemoc jest przemocą. No można się nieźle pogubić! Taki rodzic niby Ciebie kocha, chwali i życzy Tobie jak najlepiej, a jednocześnie podcina Tobie skrzydła, ale robi to nie tylko w białych, ale niewidocznych rękawiczkach. Dostajesz więc pochwałę, ale za chwilę, w najmniej oczekiwanym momencie da Ci do zrozumienia, że nie masz się co cieszyć, że masz w czymś braki, albo że jesteś w czymś nieudolna. Oczywiście da to do zrozumienia nie wprost, lecz rzucając mimochodem, w zawoalowany sposób, podsypane zawstydzaniem czy pogardą, może w formie żartu, takiego tam „niewinnego” przytyku, albo i pochlebstwa, ale na tyle zjadliwego i uderzającego w Twojego poczucie wartości, że będziesz to toczyć w sobie i toczyć, analizować i analizować. Czytaj dalej Odzyskanie wewnętrznej MOCy

Wszystko ma swój czas

Czasami jest tak, gdy towarzyszę drugiej osobie w jej procesie powrotu do siebie, że długo „nic” się nie dzieje, że jest tak jakby to, co się dzieje w sesjach i pomiędzy nimi nie przynosiło natychmiastowych i spektakularnych rezultatów. A jednak czuję, że dzieje się bardzo dużo, ale jakby pod spodem. I tak jest. Jest tak jak z tym bambusem, który najpierw przez kilka lat buduje system korzeniowy, a na powierzchni nic w tym czasie nie widać. Czytaj dalej Wszystko ma swój czas