„Gdy nauczę się tej metody, gdy zrobię ten kurs, to już nigdy nic złego mi się nie przydarzy.”

MRZONKA-MROŻONKA – odcinek 6
„Gdy nauczę się tej metody, gdy zrobię ten kurs, to już nigdy nic złego mi się nie przydarzy.”

Jest w nas taka część, taka dziecięca część, która tęskni za idealnym światem, takim bez krzywdy, cierpienia, bez konfliktów, problemów, chorób i śmierci. To ta część, która się ich boi, bo nie miała modelowane jak się z nimi mierzyć. To ta część, która ma trudność w tym, że życie przejawia się nie tylko w przyjemny, ale też w nieprzyjemny sposób, bo ona nie ma zasobów, by sobie z tym radzić, ponieważ była pozostawiana sama sobie, gdy działo się coś trudnego. To ta część, której nikt nie nauczył jak znaleźć w sobie siłę, odwagę, determinację, by stawiać czoło przeciwnościom czy trudnościom. Nie ma więc narzędzi, umiejętności, wiedzy, doświadczenia, nie ma zbudowanej odporności i wiary w siebie, więc nie jest w stanie stawić się do rzeczywistego życia, które przejawia się nie tylko w jasnych, ale i ciemnych kolorach. Dlatego ucieka w iluzje świata bez trudności, dlatego czeka na to, aż taki świat się zamanifestuje i dlatego podatna jest na wszelkie propozycje typu „Jak zrobisz to, to już nigdy nie będziesz cierpieć”. 

Będziesz. Będziemy. Bo życie się wydarza. Chodzi o to, by wyposażyć siebie w umiejętności radzenia sobie z bólem, trudem, problemem, by zbudować w sobie postawę, z której sięgniemy po pomoc, gdy jej potrzebujemy, z której stworzymy w swoim życiu i wokół siebie system wsparcia, który pomoże nam przejść przez trudne chwile. W ten sposób dajemy sobie wreszcie to czego zabrakło, gdy byliśmy dziećmi.

Nie ma bowiem takiej metody, takiej wiedzy, która zagwarantuje nam to, że już nigdy w życiu nic złego nam się nie przydarzy. Nie ma takiej metody, takiej wiedzy, za pomocą której będziemy mieli 100% kontroli nad życiem. Życie to tajemnica. Życie to niekończąca się ewolucja, zmiana, to blaski i cienie. Im bardziej próbujemy je sobie podporządkować, tym bardziej będzie nam się wymykać, bo ono stale nas rozwija, uczy nas elastyczności, zestrajania się, reagowania na nie, innymi słowy tego, byśmy byli żywi, a nie byśmy byli automatami. Dlatego stymuluje nas wyzwaniami. Dlatego jest z nami w ciągłym dialogu.

Sprawdź więc swoją własną intencję z jaką podchodzisz do metod, sposobów, które poznajesz czy stosujesz. Czy traktujesz je jako wsparcie w Twojej podróży przez życie czy oczekujesz od nich bycia gwarantem tego, że już nigdy nic złego Tobie się nie przydarzy. Jeśli to drugie, to przyjrzyj się temu, z której części Ciebie to płynie. Czego ta część Ciebie doświadczyła, czego zabrakło, a czego potrzebuje, tak naprawdę potrzebuje. Sprawdź czy uczysz ją/siebie jak radzić sobie z trudnościami, jak do nich stawać, jaką dla siebie samej w nich być, czy marzysz o tym, żeby trudności zniknęły i by nigdy więcej ich nie było.

I sprawdź sobie jeszcze jedną rzecz. Mianowicie, z powyższym jest też związany pewien rodzaj presji obecnej w tzw. „rozwojowym” świecie, presji wobec samych siebie, tych „rozwojowych” siebie lub wobec innych z „rozwojówki”, gdy na przykład pojawia się choroba, gdy następuje rozstanie czy to z partnerem czy w przyjaźni, gdy poszło się za marzeniem, a potem wróciło się na etat, gdy wyprowadziło się na wieś, a wraca się do miasta itd. To są te sytuacje typu: zdrowo się odżywiam, a wychodzi mi coś na ciele, ćwiczę jogę, a mam problem z barkiem czy biodrem, znam germańską czy totalną biologię, a zachorowałam, znam się na programach i schematach, a związek/przyjaźń padła. Pojawia się wtedy taki chochlik, który mówi „Skoro znasz tę metodę, skoro siedzisz w rozwoju, to nie powinno Ci się to wydarzyć, co za wstyd!”. A właśnie, że powinno, by gdyby miało się nie wydarzyć, to by się nie wydarzyło. I to jest żaden wstyd. To jest właśnie ten moment, w którym albo będziemy siebie osądzać, karcić, potępiać albo… zatroszczymy się o siebie.

Tego uczy życie. MIŁOŚCI.

Ono nie daje żadnej gwarancji, że reszta naszej podróży życiowej pójdzie jak z płatka, bez żadnych trudności. I żadna metoda, kurs, książka jej nie da. One są tylko i aż zasobami, z których możemy skorzystać, na których możemy się oprzeć. Nie ma bowiem życia bez wyzwań, a im bardziej próbujemy wszystkiego, by takie stworzyć to wystawiamy się na ciągłe rozczarowania i opadanie z sił. To jest jak walka z wiatrakami. To jest jak chęć zatrzymania fal. Zamiast oczekiwać, że przestaną napływać możemy nauczyć się serfować.

Życie dostarcza nam nowych wyzwań, byśmy na nich wzrastali, byśmy przez nie dojrzewali, dlatego nie tyle istotne jest to, co się nam wydarza, ale JACY DLA SIEBIE jesteśmy w takich momentach. I nie musimy być idealni, w 100% ogarnięci, wystarczy, że stawiamy się do tego, co się wydarza na tyle na ile dajemy radę, tak jak możemy, umiemy, tu gdzie jesteśmy, z tym co mamy.

A jeśli po tym co napisałam pojawił się w Tobie strach w związku z tym, że pełna kontrola nad życiem nie jest możliwa to wiedz jedno – PORADZISZ SOBIE. Choćby nie wiem co, poradzisz sobie. Wiesz skąd to wiem? Bo poradziłaś/eś sobie do tej pory w 100% przypadków. Może nie zawsze idealnie czy tak jakbyś chciał/a, ale PORADZIŁAŚ/EŚ sobie, nadal tu jesteś.

❤️

—————
foto: www.pixabay.com

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

17 + czternaście =