W przestrzeni pomiędzy…

Grudzień to dla mnie pora roku, kiedy stopniowo skręcam się do środka, a moje wewnętrzne tempo bardzo wyhamowuje. Jakość zastępuje ilość. Bycie zastępuje robienie. Potrzebuję więcej spać, więcej być w naturze, więcej nic-nie-robić. Potrzebuję więcej zatrzymywać się i czuć, gdy jestem w interakcji z drugim człowiekiem, bo głośniejsze i intensywniejsze jest to, co jest pomiędzy. Nie mogę nic czytać, nie mogę nikogo mądrego słuchać, nic co z zewnątrz nie ma wtedy wstępu. Staję się jeszcze bardziej wrażliwa na dźwięki, zapachy, dotyk, na energię danego miejsca, osoby. To taki czas, kiedy warstwy dzielące mnie od mojej wewnętrznej istoty są cieniutkie i prześwitujące jak delikatna, poranna grudniowa mgiełka…

Kiedyś ten wymiar był dla mnie obcy. Kiedyś myślałam, że jest tym, czego powinnam się pozbyć, albo przynajmniej zmienić, tak by pasowało do tego, co na zewnątrz. Ale ta wewnętrzna ciemność, ta wewnętrzna cisza jest niezmienialna, niedopasowywalna, nieurabialna… Mogę się z nią tylko zestroić, bądź nie… Jest tym, w czym cyklicznie się odnawiam i nabieram życiodajnych soków na kolejny etap podróży.

W tym roku woła mnie znacznie intensywniej niż kiedykolwiek wcześniej. Czuję jej mocarność, głębię, sędziwy wiek… i wszystkoobejmującą, bezwarunkową miłość. Czuję jak obficie karmiąca jest, gdy pije się z jej czarnej piersi. Szukałam jej w tylu miejscach… w oczach innych ludzi… w górze, w świetle, a ona zawsze i od zawsze była głęboko we mnie, tam gdzie najczarniej, tam gdzie nie kazano mi zaglądać, tam gdzie sama bałam się zajrzeć. Ona nie jest krzykliwa, nie robi szumu wokół siebie. Czeka… Cierpliwie czeka, aż z własnej woli zejdzie się do niej. To tam, w najciemniejszym, ukazuje wewnętrzne światło, którego pilnuje. Każdy z nas je ma. Każdy. Nie każdy jednak po nie schodzi. Ale ten, który się na to zdobędzie już zawsze będzie wolny.

Te Święta będą dla nas wszystkich spokojniejsze, mniej huczne, mniej rozedrgane, mnie przebodźcowane. Skorzystajmy z tego. Skupmy się na tym, co jest naprawdę ważne. Zwolnijmy tempo. Popatrzmy komuś dłużej w oczy. Bez słów. Przyjrzyjmy się blasku światełek choinkowych odbitych w czyichś włosach. Rozkoszujmy się smakiem potraw, które znamy od lat. Niech pomiędzy spojrzeniem a słowem, pomiędzy kęsem a jego połknięciem, pomiędzy rozwiązywaną wstążką a otwartym prezentem, pojawi się ona… ta która wypełnia przestrzeń pomiędzy… Zatrzymaj się i poczuj ją… I zauważ jak robi Ci się milej, czulej, cieplej… To Twoje wewnętrzne światło, z którym wchodzisz wtedy w rezonans… Niech Cię ogrzewa. Ciebie i Twoich najbliższych.
💗

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *