Dar

Kochani, poniżej zamieszczam pewną bajkę, która do mnie przywędrowała z internetu. Czytając ją, sama nie wiedziałam, czy się śmiać, czy płakać. Mówi tak wiele o tym, jak nie szanuje się wyjątkowości w każdym z nas, nie tylko w szkole, ale w życiu w ogóle. I tu nie chodzi tylko o wrodzone umiejętności np. to, że ktoś jest bardziej intelektualistą, a ktoś bardziej sportowcem, ktoś ma bardziej umysł matematyczny, a ktoś inny humanistyczny, a ktoś inny jest urodzonym artystą. Każdy z nas ma też swoją naturę emocjonalną, swoje postrzeganie świata, swój sposób doświadczania życia, które są darem dla innych, z których inni mogą czerpać i się inspirować. Nie robić tak samo, nie kopiować, po prostu inspirować, by to zrobić po swojemu, w swój unikatowy sposób. Czytaj dalej Dar

Pancerz zaprzeczenia

Mnóstwo kobiet nosi na sobie emocjonalny ciężar związku, niańczą swoich mężów, akomodują ich własne nieuświadomione braki emocjonalne i lęki, a gdy w końcu zaczynają mówić „nie”, mąż jest zdziwiony i mówi, że “jej odbiło”. Zaczynają oskarżać ją i osoby, które ją wspierają – przyjaciółkę, terapeutę o niszczenie małżeństwa czy rodziny, nie zdając sobie sprawy, że sami niszczą ją od dawna traktując członków rodziny w raniący czy wykorzystujący sposób. Nie dlatego, że są złymi ludźmi, lecz dlatego, że funkcjonują nieświadomie z wewnętrznych ran, które odnieśli w dzieciństwie. Problem w tym, że nawet nie wiedzą, że jakąkolwiek ranę mają i że z niej operują zadając ból najbliższym. Nauczyli się temu zaprzeczać bardzo wcześnie, będąc jeszcze małym dzieckiem. Mężczyznom wbija się do głów, że nie wolno płakać, że to wstyd, co to za facet, który się nad sobą „rozczula”. Dla wielu mężczyzn problemy w relacjach to temat wysoce wstydliwy, mówienie o tym to takie “babskie”, przecież nie będą się użalać, “Co to za facet, który potrzebuje pomocy psychologa?”. Czytaj dalej Pancerz zaprzeczenia

Dar skruchy

Którejś jesieni w czasie studiów, po kolejnym alkoholowym ciągu mojej mamy i tyradzie przeciwko mnie, przestałam się do niej odzywać. Boże jak ja nie chciałam tego roku jechać na Święta do domu! No ale pojechałam, gdzie miałam iść? Poza tym były u dziadków, więc troszkę mniej się bałam dzięki temu. Przy łamaniu opłatkiem mama powiedziała do mnie: “Wybaczam Ci”. W mojej głowie aż zahuczało! Wybaczam Ci??? Co mi wybaczasz? Znoszenie Twojego nałogu? Wszczynanie kłótni? Prowokacje? Obgadywanie mnie przed rodziną? Jedyne co ze mnie wtedy wyszło bez namysłu to: “A ja Tobie nie.” Resztę Świąt przeżyłam w wielkim poczuciu winy myśląc o sobie jak o potworze, który nawet w Święta nie ma miłosierdzia dla własnej matki… Zawzięta, harda, nieugięta – to czytałam z oczu mojej mamy i jej twarzy. Totalna dezaprobata dla mojej reakcji i uczuć. Czytaj dalej Dar skruchy

Ira Sancta

Kiedyś się jej bałam. Kiedyś od niej uciekałam, robiłam wszystko, by do niej nie doszło, a gdy doszło, to próbowałam schować ją przed całym światem i samą sobą, a gdy wylazła i było za późno, karałam się morzem poczucia winy. Teraz już bardzo rzadko to robię. Daję jej przestrzeń, gdy pojawia się we mnie i pokazuje mi moje nowe TAK, pokazuje mi nową, dopiero co świeżutko odkrytą w sobie granicę, o której istnieniu do tej pory nie wiedziałam. O czym mówię? O ira sancta – święta złość jak ja to nazywam. Czytaj dalej Ira Sancta

Gdy relacja z rodzicem boli.

Rodziców doskonałych nie ma i nie będzie. Każdy rodzic gdzieś po drodze popełnia błędy. Jedni większe, drudzy mniejsze. Tego nie unikniemy. Fajnie, gdy rodzic potrafi się zatrzymać i zreflektować, wysłuchać, przyjąć informację zwrotną, skorygować swoje zachowanie, okazać skruchę czy przeprosić za krzywdę, którą z różnych powodów wyrządził.

Ale co zrobić, gdy mimo, iż jesteśmy dorośli, rodzic nadal traktuje nas jak swoją własność, gdy nadal rani i kompletnie nie bierze za to odpowiedzialności, ba wręcz nie widzi w swoim zachowaniu nic krzywdzącego. Gdy nadal manipuluje, straszy, wkręca poczucie winy, źle życzy, znęca się psychicznie, poniża, kontroluje, wtrąca się do naszego życia, chce o nim decydować, obsmarowywuje przed rodziną, wymaga 100% szacunku, samemu go nie okazując. A gdy próbujesz wyjść z tego uwikłania wpada w szał i obrzuca cię obelgami albo strzela focha albo straszy, że przez ciebie umrze… Czytaj dalej Gdy relacja z rodzicem boli.

Odpowiedzialność za siebie w związku

Jakże wiele razy robimy coś, co rani drugą osobę w związku. Nie dlatego, że to, co robimy jest raniące samo w sobie i robimy to celowo, by zranić. Rani, bo uderza w emocjonalną ranę, którą ten człowiek nosi w sobie od lat.

Napisała do mnie ostatnio kobieta, która jest rozdarta wewnętrznie, ponieważ przyjaźni się z kimś, kto wspiera ją w rozwoju, a kto wg jej męża zagraża ich związkowi. Napisała, że być może powinna wycofać się z tej przyjaźni, by zrobić przestrzeń w swoim życiu na samodzielny wzrost, a poza tym wie, że rani męża tą przyjaźnią i nie chce mu dodawać cierpień. Hmmm… delikatna sprawa… Czytaj dalej Odpowiedzialność za siebie w związku

Nie naprawiaj, po prostu bądź…

Jak to jest u nas ludzi z empatią? Myślę, że kiepsko, a to dlatego, że nie mieliśmy zbyt dobrych przykładów w życiu. Bardzo często bagatelizujemy to, co się w innych dzieje, wręcz mogą nam się wydawać śmieszne ich odczucia, nie mają dla nas sensu, mamy ochotę potrząsnąć drugim człowiekiem i powiedzieć „ty weź nie przesadzaj”, bo tak robiono z nami…

Ciągle słyszę na sesjach, które prowadzę – nie było nikogo, kto mnie rozumiał, nie było nikogo komu mogłam się zwierzyć, musiałam sama być z tym, co czułam… Czytaj dalej Nie naprawiaj, po prostu bądź…

O diable i piekle, którym nas się straszy.

My mamy w sobie raj, my mamy w sobie harmonię, my mamy w sobie miłość. To nie jest tam, gdzieś, na zewnątrz, to nie jest związane z miejscem, w którym jesteśmy albo z osobami, z którymi przebywamy, to jest w środku, w samym środeczku. Piekło, którym się nas straszy, to odcięcie od tego wewnętrznego raju. Piekło nie jest na zewnątrz, nie jest konkretnym miejscem, czeluścią w środku ziemi, piekło to jest to, czym żyjesz , gdy tkwisz w strachu, gdy jesteś odcięty od swojej wewnętrznej mocy, gdy potępiasz, oceniasz, krytykujesz, przede wszystkim siebie… Bo gdy to robisz sobie, to robisz to automatycznie innym, choćby w myślach. Bo tylko wtedy możesz odrzucić kogoś innego, gdy sam odrzucasz siebie. Czytaj dalej O diable i piekle, którym nas się straszy.

Prawda o rozwoju duchowym

Miałam zamiar tym razem pisać o dzieciach i o tym jak z nimi wejść w kontakt w trakcie trudnych, emocjonalnych momentów, ale ten post będzie musiał poczekać. Od kilku dni powraca inny temat, który niejednokrotnie spędzał mi sen z powiek – prawda o rozwoju duchowym. Brzmi pompatycznie, ale co tam, niech sobie brzmi jak chce. Nauczyłam się tego, że gdy pojawia się energia, która mnie do czegoś popycha, to nie ma co z nią dyskutować, bo będzie tak długo wiercić dziurę w brzuchu, aż znajdzie ujście. A więc o co chodzi z tą prawdą o rozwoju duchowym? Czytaj dalej Prawda o rozwoju duchowym

O co chodzi z tym cierpieniem…

Częstą pułapką osób na ścieżce duchowej jest zbyt szybkie „wskakiwanie” w spojrzenie z wyższej perspektywy i omijanie tego co dana sprawa, czy osoba w nas wywołuje. Wynika to z mylnego przekonania, ze osoby uduchowionej nie powinno „nic ruszać”. Nic bardziej mylnego. Jesteśmy tu na ziemi, by doświadczać, smakować, używać zmysłów. Jako duch owszem jesteśmy nieskończeni, niezniszczalni, potężni itd., ale jako istoty ludzkie doznajemy radości, cierpień, ograniczeń. Nie ma takiej możliwości, by odczuwać wyłącznie jeden koniec spektrum – np. radość jednocześnie udając, że nie istnieje drugi koniec spektrum – cierpienie. Prędzej czy później dojdzie do wyrównania. Pytanie, które dobrze by było sobie zadać to nie – jak omijać cierpienia, jak je zminimalizować, jak nie reagować, lecz jak sobie z nim radzić. Czytaj dalej O co chodzi z tym cierpieniem…