„Gdy się porządnie uzdrowię to stworzę wreszcie relacje z moją rodziną, o których zawsze marzyłam/em”

Cześć Kochani, od jesieni pisze się jeden z postów, z którego wyszedł taki elaborat, że postanowiłam podzielić go dla Was na lekko strawne kawałki, czasem dłuższe, czasem krótsze 😊 Co jakiś czas będę Was nimi raczyć, a że rozpoczął nam się nowy rok, to może i warto razem z nim dać sobie tu i ówdzie nowe podejście do samych siebie i swojego tzw. procesu. A jeśli to czym się tu podzielę jest Wam znane, to potraktujcie to jako przypominajkę o tym, by podchodzić do siebie z łagodnością. Tak czy inaczej, weźcie z tego to, co z Wami rezonuje, co powoduje puszczenie spięcia brzucha i… wyciąga rozwojowy kijek z tyłka 😊

Czytaj dalej „Gdy się porządnie uzdrowię to stworzę wreszcie relacje z moją rodziną, o których zawsze marzyłam/em”

Wewnętrzny sojusznik

Wiemy, że dzieciństwo ma ogromny wpływ na późniejsze życie dorosłe i jego jakość. To czego doświadczamy i to czego nie doświadczamy w dzieciństwie wpisuje się w naszą podświadomość niczym swego rodzaju system operacyjny czy matryca. Ale dlaczego tak się dzieje? Dlatego, ponieważ podświadomość, czyli nasze ciało uczy się na zasadzie POWTÓRZEŃ, by następnie móc odtwarzać to, czego się nauczyło. Jest to bardzo praktyczne, ponieważ dzięki temu nie musimy codziennie od nowa uczyć się tego samego. Na przykład ucząc się pisać, ucząc się używać różnych przedmiotów, ucząc się jazdy na rowerze czy ucząc się pływania powtarzamy pewne ruchy tak długo, aż ciało się w nich „wyrobi”, dzięki czemu nie musimy uczyć się danej czynności za każdym razem, gdy chcemy ją później zastosować. Nauczyliśmy się i mamy to na całe życie. Super, co za oszczędność czasu i energii! Czytaj dalej Wewnętrzny sojusznik

Relacja z czasem.

Czasem potrzebujemy doświadczyć skrajności, by odkryć co jest takie nasze-nasze.
Czasem potrzebujemy doświadczyć, że nam czegoś brak, by to wykreować.
Czasem potrzebujemy doświadczyć ograniczenia, przymusu, by zdać sobie sprawę, że to jednak my decydujemy.

Ostatnie kilka, a nawet więcej tygodni to była niezła jazda dla mnie. Czułam się jak ci sportowcy na torze przeszkód przeskakujący z jednego słupka na drugi, uchylający się przed nadjeżdżającym pionowym walcem, łapiący linę w ostatniej chwili, wskakujący na wysoką platformę i przerzucający ciężar ciała do przodu, żeby nie spaść w dół. To było morze spraw do ogarnięcia i załatwienia. Spraw wymagających czasu, a do tego każda z innego obszaru. Jakby taka kumulacja na koniec roku. Ogarnęłaś już prawie to? To jeszcze masz to. A i jeszcze to. Czytaj dalej Relacja z czasem.

Po mojemu, po Twojemu.

Jakiś czas temu przyśnił mi się bardzo symboliczny sen, w którym wchodziłam po coraz bardziej chwiejącej się drabinie i gdy byłam już prawie przy jej końcu, zdałam sobie sprawę, że z niej mam jeszcze przejść na wiszącą w powietrzu metalową platformę, która znajdowała się w pewnej odległości od drabiny. Wysokość od ziemi była znaczna, a zarówno drabina jak i platforma niestabilne. W tym momencie tak jakby ocknęłam się i pojawiła się myśl „Ale co ja tu właściwie robię..? Jak ja się tu znalazłam…?”. Wtedy usłyszałam głos mojego taty dobiegający z dołu. Ach… no tak… To był jego pomysł. Stał tam w towarzystwie kilku mężczyzn i niby trzymając drabinę jedną ręką, niby nie, to oddawał się rozmowie z nimi, to patrzył w górę i ze zniecierpliwieniem wołał do mnie „No dalej, idź tam!”. Gdy zorientował się, że nie mam zamiaru kontynuować zdenerwował się i zaczął wołać „Co Ty wyprawiasz!!!?” oraz „Co ona wyprawia???”, które kierował do tych mężczyzn. W jego mniemaniu popełniałam wielki błąd. Ja czułam jednak zupełnie inaczej i jego słowa oraz nacisk, który z nimi płynął nie działały na mnie. Jak gdyby nigdy nic, spokojnie zeszłam z drabiny i poszłam w swoją stronę. Czytaj dalej Po mojemu, po Twojemu.

Przełom

Mam zapisany w sobie taki dzień, kiedy to co robiłam, by sobie pomóc zaczęło działać, zaczęło przynosić efekty, których się nie spodziewałam. To był ten przełomowy moment dzielący moje życie na przed i po. To był ten pierwszy raz, gdy zamiast automatycznej reakcji na silny bodziec w postaci mojego wrzeszczącego kilkuletniego dziecka, doświadczyłam czegoś zupełnie innego. Nie porwało mnie, tak jak zwykle, nie wciągnęło mnie, nie posiadło mnie, nie usztywniło, nie spięło. Przeciwnie, zamiast prób spacyfikowania dziecka albo książkowego, ale nieautentycznego słuchania go, poczułam… współczucie. Ja je zobaczyłam, tak prawdziwie, sercem… zobaczyłam i czułam…

Tyle o tym czytałam, słuchałam, na głowę wiedziałam, ale nie było to dla mnie dostępne… Przychodziła sytuacja i bum… Działałam z podświadomości, a nie ze świadomości. Aż do tego razu.

Czytaj dalej Przełom

Tak niewiele było potrzeba…

Od kilku tygodni prowadzę warsztaty online i po raz kolejny wybrzmiewa refleksja – „Jak niewiele było wtedy potrzeba…” Wtedy, czyli w dzieciństwie. Wtedy, czyli gdy w świecie małego dziecka działo się coś trudnego. Wtedy, czyli gdy byliśmy zdani na innych i od tego jak się zachowali zależało to, czy się zamroziliśmy, zblokowaliśmy, zamknęliśmy na innych, na świat, na samych siebie…

Czytaj dalej Tak niewiele było potrzeba…

Poczucie bezpieczeństwa

Namacalna zmiana w dorosłym życiu następuje wtedy, gdy odzyskujemy na poziomie ciała względne poczucie bezpieczeństwa, którego nasze ciała nie doświadczyły lub doświadczyły go za mało w dzieciństwie. Jest to kwestia fundamentalna, ponieważ od tego czy doświadczyliśmy go wystarczająco będzie zależało to, czy w życiu dorosłym będziemy lękliwi i wycofani czy odważni i proaktywni, czy będziemy kierować się strachem czy zaufaniem, a to z kolei ma wpływ na to jakich decyzji dokonujemy, kogo wybieramy na parterów życiowych, jakie relacje i z kim tworzymy, jacy w nich jesteśmy, jaką pracę wybieramy, jakie miejsce do życia, czy realizujemy marzenia, czy ufamy życiu.

Czytaj dalej Poczucie bezpieczeństwa

Ból emocjonalny

Jesteśmy mistrzami w zatrzymywaniu fali emocjonalnego bólu. No, ale w końcu mamy za sobą LATA treningu. Lata wstrzymywania go, nieprzyznawania się do niego, odwracania uwagi od niego, uciekania od niego. Bo nie było na niego czasu, bo powód czucia go był niewystarczająco istotny, bo ci, którzy byli jego świadkiem nie chcieli nim być, bo nie ma się co rozczulać, bo są ważniejsze sprawy, bo inni mają gorzej, bo bo bo…. Czytaj dalej Ból emocjonalny

Słowa wsparcia dla córek na trudny Dzień Matki

Dzień Matki to trudny dzień dla córek, które czują się tak jakby mamy nie miały. To trudny dzień dla córek, które mają matkę-dziecko wymagającą matkowania, ratowania, ciągłej uwagi, stawiania jej na pierwszym miejscu, byciu na każde jej zawołanie. To trudny dzień dla córek, których matki siedzą przyklejone do ekranu telewizora, zatopione od lat w serialach pełnych intryg, które zupełnie nie wiedzą co dzieje się w życiu ich dzieci. To trudny dzień dla córek, których mamy tak bardzo utknęły w swoich traumach, a przez to w pozycji ofiary, że stale „potrzebują” kata, więc takim katem w ich oczach są ich własne córki. To trudny dzień dla córek, które mają mamę uzależnioną od alkoholu czy leków, mamę która ucieka w inny wymiar. To trudny dzień dla córek, które mają być dla swoich mam tłem, trofeum, przedłużeniem ich samych.
 

Czytaj dalej Słowa wsparcia dla córek na trudny Dzień Matki