Zwolnienie tempa świata

Kochani, jak się macie w tej całej sytuacji? Jak Wasze samopoczucie?
Tak mi przyszło, żebyśmy w tym naporze przytłaczających informacji podzielili się tym, co dobrego dzieje się w naszych życiach w tej sytuacji, jakie pozytywne zmiany ona wnosi. Tak dla równowagi 😊

Ja muszę przyznać, że czuję się zupełnie inaczej. To zwolnienie świata działa na moją istotę kojąco. Mam wrażenie jakby wcześniej ten pośpiech, hałas, pęd udzielały mi się i potrzebowałam więcej czasu, by się zregenerować, by naładować baterie. Natomiast od czasu, gdy w Irlandii zamknięto szkoły, puby, gdy jeździ dużo mniej aut, gdy ludzie pracują w domach i nie śpieszą się z miejsca na miejsce, jest jakby mniej bodźców w polu kolektywnym, które do tej pory, gdy ich było sporo, nieświadomie odczuwałam i które na moją wrażliwość wpływały. Mam też wrażenie, że jest dużo więcej życzliwości, choć na jej brak nigdy nie mogłam narzekać w Irlandii. Jakbyśmy się stali taką jedną wielką rodziną… W każdym razie ja tak to czuję.  Czytaj dalej Zwolnienie tempa świata

Jak pracować z traumami rodowymi?

Kochani, zapewne część z Was zna to z ustawień systemowych, w których pracuje się z rodem. Ja z rodem pracuję indywidualnie poprzez odczuwanie współczucia lub mówiąc kolokwialnie poprzez stanięcie w butach przodków i dopuszczenie w sobie tego, co oni czuli, a byli z tym sami albo nie pozwolili sobie do końca poczuć.
 
Tą obecną sytuację widzę tak, że kontaktuje nas ona z naszymi traumami, po to byśmy rozmrozili zamrożone części nas, które nadal są straumatyzowane i zamknięte w pewnej czaso-przestrzeni. Ale nie tylko to, myślę, że jest to również czas, który pokazuje nam jak to musiało być dla naszych przodków, po to, by ich poczuć, po to, by powiedzieć „teraz rozumiem… teraz wiem jak to jest”, by mogły uzdrowić się traumy rodowe.
 

Czytaj dalej Jak pracować z traumami rodowymi?

Wiadomość od podświadomości

Kochani, jak wiecie facebook pęka w szwach od postów na temat wirusa. Różnych postów i tych straszących i tych wyśmiewających i tych wnoszących spokój, jest ich mnóstwo. No i tak zastanawiałam się czy ma sens dokładać jeszcze jeden post do tego wszystkiego czy lepiej ograniczyć do minimum swoją obecność na facebooku. Wybrałam dziś napisać, bo mam takie głębokie przekonanie, że nic nie dzieje się bez powodu, że cokolwiek co spotyka nas w życiu i porusza, wnosi jakiś ważny przekaz. 

Czytaj dalej Wiadomość od podświadomości

Wilk, sowa, nocny marek

Kilka dobrych lat temu usłyszałam od mojej mentorki Susanne: „Możemy się albo zgrać z naszą wrodzoną naturą albo nie. Jedno i drugie będzie miało swoje konkretne konsekwencje”. Wtedy nie rozumiałam tak naprawdę głębi tych słów i wtedy niewiele o swojej wrodzonej naturze wiedziałam. Nie mogłam wiedzieć, bo większość życia dostosowywałam się do tego, co robiła większość ludzi, co było rodzinnie i społecznie akceptowane i pożądane. Pewne aspekty mnie, cechy, jakości z którymi przyszłam były tak silnie odrzucane i negowane, że nauczyłam się je sama w sobie zawstydzać i chować je przed światem i przed samą sobą.  Czytaj dalej Wilk, sowa, nocny marek

Prawda

Od czasu do czasu słyszę takie zdania: “Moi rodzice się zmienili, teraz są inni, ale ja nadal jestem na nich zamknięta/y” albo “Moi rodzice nadal mnie odrzucają, ale przynajmniej są dobrzy dla moich dzieci”. W tych słowach słyszę rozdźwięk pomiędzy tym, co te osoby chciałyby czuć, a tym, co naprawdę czują. Słyszę też ich frustrację na samych siebie, że coś jest z nimi nie tak, skoro nadal coś ich męczy. Chciałyby czuć się z tym OK co jest teraz, zamknąć przeszłość za sobą, tylko że tak się nie da, ponieważ w ich wnętrzu jest małe dziecko, które nadal nie jest usłyszane, które nadal nie jest widziane, którego krzywda ma pójść w niepamięć, bo rodzice są TERAZ inni, bo rodzice dla WNUKÓW są inni. Brakuje jednak jednego istotnego elementu – PRAWDY.  Czytaj dalej Prawda

Być i działać w zgodzie z sobą.

Tak sobie myślę już od dłuższego, dłuższego czasu jak tu napisać, opowiedzieć o tym czego doświadczam szczególnie od jakichś ostatnich dwóch lat. Jak to ubrać w słowa, kiedy to jest tak inne od tego, czego doświadczałam przez większość życia. Jak to opisać skoro to jest tak różne od tego, co kulturowo przyjęte.

Większość mojego życia to była ciągła pogoń za jakąś niedoścignioną marchewką, ciągła presja, rywalizacja, porównywanie się do innych, próba za próbą dopasowywania się do ogólnie przyjętych norm stanowiących o tym, co jest właściwe i wywołujące społeczne uznanie. Jakbym kręciła się na karuzeli, stale w jednym kierunku… Robić, robić, robić. Działać, działać, działać. Dostarczać, dostarczać, dostarczać. Być non-stop dostępną. Dla wszystkich. Zawsze. Czytaj dalej Być i działać w zgodzie z sobą.

Towarzyszenie

Często słyszę od osób, którym towarzyszę w odbudowywaniu wewnętrznej relacji takie zdania: „Nie wiem jak mam mówić do mojego dziecka wewnętrznego” albo „Nie wiem co mam mówić” albo „Ona/on nie chce ze mną rozmawiać”, „Nie wiem co zrobić, żeby się nie bała”, „Nic co mówię nie pomaga”…

Nie wiemy Kochani. Nie wiemy jak rozmawiać z tym maluszkiem w środku, nie wiemy jak rozmawiać z naszymi rodzonymi dziećmi, nie wiemy jak rozmawiać z innymi dorosłymi. Mało kto z nas doświadczył empatycznej komunikacji, takiej która widzi, czuje, nie pośpiesza. Jednocześnie wiemy doskonale czego nie lubimy w komunikacji, a co nam w niej pomaga. Czujemy kiedy komunikacja nas zbliża, a kiedy oddala. Czujemy, gdy w komunikacji jest spotkanie, a kiedy czegoś się od nas w niej wymaga czy wywiera presję. Czucie jest tutaj kluczowe. Czytaj dalej Towarzyszenie

Trauma

Ostatnie dni, szczególnie te około-zaćmieniowe (czwartek, piątek) były dla mnie bardzo trudne i jednocześnie bardzo uzdrawiające. Moja podświadomość uznała, że już czas rozmrozić w ciele to, co kiedyś, dawno temu, zostało zamrożone. Najpierw myślałam, że coś mnie po prostu rozkłada, ale okazało się, że z głębin mojego ciała wołała mała Magdusia, która nadal BARDZO się bała.

Na początku nie widziałam żadnych obrazów, wspomnień, jedynie pozwalałam, żeby wyrażało się przez moje ciało to, co było zamrożone przez dekady. Zwijałam się w pozycję embrionalną, wierciłam w łóżku, zmieniałam co chwilę położenie, „wymiotowałam” odgłosami, jęczałam, zawodziłam, płakałam. Ból głowy był potworny, miałam wrażenie jakby moja głowa była w imadle, jakbym przechodziła jakieś tortury, mamrotałam „kiedy to się skończy… niech to się już skończy” i oddychałam… Ból wzmagał się falami. Nie miałam zupełnie pojęcia co się oczyszcza, o jakie traumy chodzi, ale czułam, że to jest stare i że mam dać temu czas i przestrzeń. Czytaj dalej Trauma

Wrodzona natura

Mieliście tak, że słyszeliście od rodziców komunikaty w rodzaju:
– Przez ciebie głowa mi pęka!
– Przez ciebie osiwieję!
– Do grobu mnie wpędzisz!
– Co ty masz za pomysły, chcesz, żeby ojciec zawału dostał?
i tym podobne…

Wiecie co one robią? Wywołują w dziecku poczucie sprawczości tam, gdzie dziecko faktycznie go nie ma i obarczają odpowiedzialnością za coś, na co tak naprawdę nie ma wpływu albo w ogóle się nie wydarza. Do tego ta rzekoma sprawczość zakłada powodowanie czyjegoś cierpienia i to tak jakby to dziecko celowo to robiło.
Jakie to ma konsekwencje w późniejszym życiu? Czytaj dalej Wrodzona natura

Tata

To jest niesamowite jak im większa bliskość w relacji, tym większe synchronie Dokładnie wczoraj wieczorem, gdy wyprzytulałam dzieci przed spaniem (a tulą się duuuuuużo mocniej niż kiedykolwiek) miałam taką samą myśl jak ta, o której pisze Grzegorz poniżej. Złapałam się na tym, że tyle jest miłości, ciepła w naszym domu, a nasze dzieci dużo częściej nam mówią, że nas kochają. Piszę o tym i podaję tu post Grzegorza, by pokazać, że wszystko jest możliwe, że atmosfera w domu może się zmienić, że prawdziwa miłość może zagościć tam, gdzie jej nie było.

Bo u nas nie było. Tej prawdziwej miłości, tego prawdziwego zrozumienia nie było. Oddalaliśmy się od siebie coraz bardziej, a w tym wszystkim były małe bezbronne dzieci… Kłótnie, wrzaski, trzaski rozbijanych talerzy… Wielokrotnie padałam wtedy na kolana i zawodziłam „Ja już nie dam rady… Boże ja już nie dam rady…” Byłam wykończona… Wszystko czego próbowałam nie pomagało, wręcz było coraz gorzej. Nie wierzyłam, że coś się może zmienić… nie między nami. Miałam wrażenie, że odbijałam się od ściany. Czułam jakby cały ciężar był na moich barkach. Im bardziej Grzegorz był dla mnie nieczuły, obojętny, zimny, tym bardziej ja to odreagowywałam na dzieciach… i tym większe poczucie winy mnie dopadało. Nienawidziłam siebie i nienawidziłam jego.

W pewnym momencie dotarło do mnie, że nie tylko nie chcę go jako męża, lecz, że nie chcę go jako ojca dla moich dzieci. Zaczęło do mnie docierać, że robił krzywdę nie tylko mnie, jako żonie, ale również dzieciom jako ojciec. Ja tego wcześniej nie widziałam. Do tej pory postrzegałam tylko siebie jako tego złego rodzica. Nie widziałam tego jak bardzo zawodził emocjonalnie nie tylko mnie, ale i dzieci.
Pamiętam, jak któregoś razu, zrezygnowana powiedziałam do Grzegorza coś w rodzaju – „Nie chcesz robić nic z naszym małżeństwem, to nie, nie musimy być razem, ale pamiętaj, że zawsze będziesz ich tatą. Pytanie jaką chcesz mieć z nimi relację.” Pamiętam jego wyraz twarzy, jakby mówił „O co ci chodzi kobieto?”

Mam wrażenie jakby to było lata świetlne temu, jakby to było w innym życiu… Przez ten czas OBOJE przeszliśmy tysiące wewnętrznych mil… KAŻDY z nas musiał się w końcu spotkać z bólem, który był wyparty, a którego doświadczyliśmy zanim w ogóle się poznaliśmy. KAŻDY z nas wziął odpowiedzialność za relację ze swoim wewnętrznym dzieckiem. I stopniowo, kroczek po kroczku, nasza wspólna relacja zaczęła przechodzić metamorfozę. Ale to nie koniec. Bo, to ma ciąg dalszy…

Przez to, że my się zmieniliśmy, każdy z nas z osobna, nie tylko nasza wspólna relacja uległa dramatycznej zmianie, lecz zmieniliśmy się również my jako rodzice. Bo im więcej miłości, zrozumienia, czułości mamy dla samych siebie, tym automatycznie okazujemy to dzieciom. Im więcej mamy w sobie zgody na siebie, takiego/taką jakim/jaką jesteśmy, tym bardziej zgadzamy się na nasze dzieci i ich unikatową wrodzoną naturę. Im więcej szacunku mamy wobec siebie samych tym bardziej szanujemy nasze dzieci, ich jestestwo, autonomię, tym łatwiej nam określać swoje granice z szacunkiem, bez zastraszania, zawstydzania czy manipulowania. I dzieci to czują, ich ciała to czują. A kiedy dzieci czują się bezpieczne, kochane, przyjmowane takie jakie są, to chcą tworzyć z nami wspólnotę.

I jeszcze jedno. Nie zdawałam sobie sprawy, jak ważne jest dla kobiety jako matki to, że jej mąż ją widzi, czuje, gdy może się na nim oprzeć. Moje macierzyństwo mogło wreszcie się we mnie rozgościć, bo Grzegorz jest mężczyzną, który je zasila swoją miłością, a ja jego miłość mogę teraz przyjąć.
To tak jak Słońce… Bez niego nic na Ziemi nie rośnie. Matka Ziemia nie rodzi, gdy jego nie ma, gdy jej nie grzeje, gdy jej nie oświetla z czułością.

Kochani… To o czym Grzegorz pisze poniżej to świadectwo tego co się dzieje w rodzinie, gdy i ona i on wezmą odpowiedzialność za swoją przeszłość, gdy pozwolą jej wybrzmieć, gdy ją opłaczą, gdy zwrócą sobie części siebie w niej zamrożone czy pogubione.

Jeśli my mogliśmy, Wy też możecie. Szczęśliwe rodziny są możliwe. Nie idealne, nie poprawne, ale żywe, prawdziwe i szczęśliwe. Życzę Wam tego z całego serca 

 

Od kilku tygodni moje dzieci pokazują mi, że bardzo mnie kochają. Często słyszę od nich tato, tatusiu kocham Ciebie.

Przychodzą, przytulają się do mnie i okazują mi miłość. Bardzo się wtedy wzruszam, a moje serce wypełnia się miłością do nich.

Od kilku dni zastanawiam się co się stało w naszej relacji, że one tak bardzo pokazują mi, że mnie kochają.

Uświadomiłem sobie i zrozumiałem, że to ja zmieniłem sposób w jaki je traktuję i jak się do nich odnoszę. One czują się teraz przy mnie bezpieczne, zauważone, a przede wszystkim daję im wolność w byciu sobą i wyrażaniu siebie.

Jestem zawsze kiedy mnie potrzebują, nie neguję ich uczuć i emocji, po prostu jestem i wspieram je.

Nie robię z siebie wszystko wiedzącego, pozwalam sobie popełniać błędy. Dzięki temu one uczą się, że też mogą robić błędy.

Nie zawstydzam ich, nie podnoszę głosu, nie poniżam ich, nie wyśmiewam ich. Jestem bardziej spokojny niż kiedykolwiek. One to czują, nie boją się już mojej reakcji tak jak kiedyś.

Teraz wiedzą, że tata jest świadomy, potrafi zapanować nad sobą i emocjami.

Nie porównuję ich, traktuję ich jak dwie indywidualne osoby. Każde z nich jest inne, wyjątkowe i ma w sobie dar.

Daję im siebie, spędzamy razem czas, dużo rozmawiamy o tym co się dzieje w ich życiu.

Ich problemy i to z czym się spotykają w swoim codziennym życiu traktuję poważnie. Potrafię zrozumieć co mogą przeżywać i jak się z tym czują. Nie są sami z tym co przeżywają i doświadczają.

Dostają teraz to czego wcześniej nie mogli ode mnie dostać. Uważność, empatię, współczucie, zrozumienie, docenienie i wsparcie emocjonalne.

Mogą mi powiedzieć co tylko chcą, wiedzą, że mogą mi zaufać. Są momenty kiedy się razem cieszymy, kiedy się razem na siebie gniewamy czy nawet złościmy. To jest część naszego rodzinnego życia.

Najważniejsze jest to, że nikt nikogo za to nie ocenia, nikt nikogo nie odrzuca. Dajemy sobie przestrzeń na wyrażanie siebie w 100%. Jesteśmy w naszej relacji autentyczni i prawdziwi. Nikt nic nie udaje, bo nie musi.

Zawsze przepraszam moje dzieci za moje nieświadome zachowanie. Potrafię się przed nimi przyznać gdzie ich mogłem zranić. One też przepraszają mnie kiedy tak czują. Nigdy ich do tego nie zmuszam, czekam, aż wypłynie to od nich samych.

Darzymy się ogromnym szacunkiem w naszej relacji. To nas do siebie zbliża i powoduje, że czujemy się kochani.

Dzięki temu, że pracuję nad sobą, procesuje triggery mogę mieć dzisiaj relację z moimi dziećmi jakiej nigdy wcześniej nie miałem.

Spotykając się z bólem, smutkiem, gniewem i żalem, których doświadczyłem jako dziecko mogę teraz jeszcze bardziej zrozumieć moje dzieci.

Otwierając się na emocje i odczuwanie otwierasz się na współczucie i zobaczenie drugiej osoby. Zaczynasz czuć to co ona przeżywa, nie jest to dla Ciebie obce.

Dzięki temu, że siebie w pełni akceptuję mogę zaakceptować moje dzieci.

Dzięki temu, że siebie pokochałem to mogę kochać moje dzieci.

Dzięki temu, że pozwalam sobie przeżywać emocje, one też mają do tego prawo.

Dzięki temu, że potrafię się troszczyć o siebie, mogę się troszczyć o moje dzieci.

Dzięki temu, że jestem obecny sam ze sobą to mogę dać im moją obecność.

Mimo, że nie jestem doskonałym ojcem to wiem, że wcale taki nie muszę być. Najważniejsze jest to jak się moje dzieci czują w mojej obecności i jak ja je traktuję.

Pozdrawiam i przytulam Grzegorz Brave

#drogadoserca