Wszystkie wpisy, których autorem jest Magdalena
Dzień Wewnętrznego Taty.
Dusza Alchemiczka
Przy Dniu Dziecka i w podziękowaniu dla mojego Dziecka Wewnętrznego, które nieustannie prowadzi mnie do mojej Duszy i ukorzeniania Jej tu na ziemi, dzielę się z Wami moim kolejnym głębszym osadzeniem się w sobie, w swojej Istocie. Może kogoś tutaj to zbliży do siebie, tak jak mnie zbliżyły do siebie słowa innej kobiety.
Niezmiennie zadziwia mnie to jak moje Dziecko Wewnętrzne nie ulega standardom patriarchalnej kultury, jak je bezbłędnie rozpoznaje, jak mi je wskazuje z zaufaniem, że zatrzymam się i je zobaczę. Pokazuje mi co robi we mnie i w świecie podejście „więcej, szybciej, dalej”, a co robi podejście „głębiej, wolniej, prawdziwiej”. Widzę jak szczególnie na przestrzeni ostatnich lat przed każdym dalej zabiera mnie najpierw w głębiej. Wdech i wydech. Skręcanie po spirali najpierw do środka, by następnie odkręcić się na zewnątrz. Uczy mnie to relacji i harmonii pomiędzy byciem, a spójnym z nim działaniem. Jest to tak inne od tego czego mnie uczono, co jest „normalne” w tym świecie, że czasem ogarniają mnie wątpliwości, wyłażą strachy, ego zaczyna porównywać. Ale serce, ciało wie i gdy zgadzam się na siebie jeszcze bardziej, gdy wybieram przejawiać swoją Istotę jeszcze bardziej w Jej postawie i w Jej działaniu, napięcie puszcza i następuje rezonans, spokój, harmonia. Uff… Czytaj dalej Dusza Alchemiczka
Dzień Wewnętrznej Matki.
Dzień Matki. Od kilku dobrych lat jest to dla mnie dzień szczególny, dzień refleksji. Dzień, w którym zatrzymuję się i dziękuję sobie, że mi się wtedy chciało, że miałam w sobie na tyle determinacji i odwagi, by skoczyć w otchłań i odnajdując swoje dziecko wewnętrzne, odnaleźć siebie i stać się dla siebie naprawdę kochającą mamą. Gdy zamykam oczy i wracają obrazy procesów, wyzwań, z którymi przyszło mi się zmierzyć to kręcę głową jakby niedowierzając. Jak ja to zrobiłam..? – pytam samą siebie. Skąd miałam tyle odwagi… siły..? I każdorazowo pojawia się odpowiedź… Miłość. To była miłość. Wewnętrzna miłość, która łapie mnie za każdym razem, gdy jej potrzebuję, a o istnieniu której w ogóle nie wiedziałam. Czytaj dalej Dzień Wewnętrznej Matki.
Czas serca
Jest taka siła, takie coś, co próbuje nas odciągnąć od nas samych.
Jest taka siła, takie coś co próbuje nas skłócić – wewnętrznie i z innymi ludźmi.
Jest taka siła, takie coś, co próbuje nas podzielić wykorzystując nasze nieuświadomione lęki, braki i to, co jest jakościami naszej wrodzonej natury, ale co mamy wyparte, schowane w tak zwanym cieniu.
Walczymy ze sobą nawzajem nie wiedząc nawet, że to to coś stawia nas przeciwko sobie. Czytaj dalej Czas serca
Wewnętrzna Komunia
Kiedy doświadczymy czegoś lepszego, wspierającego, to już nie chcemy mniej niż to, bo już wiemy, że coś innego jest możliwe i że to nas karmi. Życie czasem „przysyła” nam w tym celu osoby, które mają nam przypomnieć o tym, że zasługujemy na lepiej, które przypominają nam o sobie, o tym co pogubiliśmy z siebie na przestrzeni lat.
Poznałam kiedyś mężczyznę, który traktował mnie z szacunkiem, uważnością, który był ciekawy tego, jak postrzegam świat, ale który też nie pozwolił się na sobie „wieszać”. Swoją postawą i zachowaniem wobec mnie przypomniał mi o mojej godności, jakby nie mówiąc mówił „szanuj się kobieto, masz w sobie takie światło”. A potem był test tej godności, gdy ego chciało za nim lecieć, ale serce mówiło – „Stop. On Tobie tylko przypomina o Tobie, pokazuje jak siebie zgubiłaś. Ale to TY masz siebie odzyskać, a nie używać go jak plastra na swoje braki, lęki, rany.” Czytaj dalej Wewnętrzna Komunia
Odzyskanie wewnętrznej MOCy
Wychowując się z rodzicem narcystycznym uczymy się nieświadomie jednej rzeczy – POMIJAĆ SIEBIE. Tym głębiej i w bardziej pokręcony sposób to się zapisuje, gdy rodzic jest narcystą, ale ukrytym. Dostajesz wtedy ciągle mylne komunikaty, robiące Tobie misz-masz w głowie i już nie wiesz w co masz wierzyć. Białe staje się czarne, a czarne białe, choć od czasu do czasu białe jest białe, a czarne jest czarne. Przemoc staje się miłością, a miłość przemocą, ale od czasu do czasu miłość jest miłością, a przemoc jest przemocą. No można się nieźle pogubić! Taki rodzic niby Ciebie kocha, chwali i życzy Tobie jak najlepiej, a jednocześnie podcina Tobie skrzydła, ale robi to nie tylko w białych, ale niewidocznych rękawiczkach. Dostajesz więc pochwałę, ale za chwilę, w najmniej oczekiwanym momencie da Ci do zrozumienia, że nie masz się co cieszyć, że masz w czymś braki, albo że jesteś w czymś nieudolna. Oczywiście da to do zrozumienia nie wprost, lecz rzucając mimochodem, w zawoalowany sposób, podsypane zawstydzaniem czy pogardą, może w formie żartu, takiego tam „niewinnego” przytyku, albo i pochlebstwa, ale na tyle zjadliwego i uderzającego w Twojego poczucie wartości, że będziesz to toczyć w sobie i toczyć, analizować i analizować. Czytaj dalej Odzyskanie wewnętrznej MOCy
Wszystko ma swój czas
Czasami jest tak, gdy towarzyszę drugiej osobie w jej procesie powrotu do siebie, że długo „nic” się nie dzieje, że jest tak jakby to, co się dzieje w sesjach i pomiędzy nimi nie przynosiło natychmiastowych i spektakularnych rezultatów. A jednak czuję, że dzieje się bardzo dużo, ale jakby pod spodem. I tak jest. Jest tak jak z tym bambusem, który najpierw przez kilka lat buduje system korzeniowy, a na powierzchni nic w tym czasie nie widać. Czytaj dalej Wszystko ma swój czas
Stawanie się SOBĄ.
Od dłuższego czasu myślę o tym jak bardzo, ale to bardzo nie pasuje mi słowo „terapia”. Bo terapia w moim mniemaniu jest dla chorych, a ja towarzysząc innym w ich wewnętrznej podróży nie widzę chorych, lecz istoty, które mają tu i ówdzie gips, no może czasem beton. Ale pod tym gipsem czy betonem jest CUDowna istota pełna MOCy i wielkiego Serca!!! Czytaj dalej Stawanie się SOBĄ.
Wziąć miłość w ręce…
Dziś moi Dziadkowie świętują 70 rocznicę ślubu. 70tą… Szmat czasu… W jednej z kartek z życzeniami, które otrzymali, wyliczone były miesiące, tygodnie, dni, minuty i sekundy ich wspólnego życia od dnia ślubu. I wiecie co? Gdy usłyszałam: „840 miesięcy”, to pomyślałam „Kurcze, to wcale nie tak dużo…” Aż mnie zmroziła ta myśl, jak mało tak naprawdę mamy czasu, a jak wiele przecieka nam przez palce.
I pomyślałam o czymś jeszcze… 20 lat temu, gdy Dziadkowie obchodzili Złote Gody byłam na nich z Grzegorzem. Byliśmy razem, ale tak naprawdę rozchodziliśmy się… Pamiętam, jak stałam w kościelnej ławce i patrzyłam na moich Dziadków siedzących jak Młoda Para przed ołtarzem. Po policzkach płynęły mi łzy, serce pękało na kawałeczki, a w głowie huczała myśl – Ja tak nie będę miała… Wtedy byłam przekonana, że to koniec, że nasze drogi się rozchodzą i nie mogę już nic z tym zrobić… Czułam jak nasza relacja wysmykuje się z naszych rąk i serc… I byłam z tym sama, bo nikt z najbliższych nie wiedział, że między nami wygasa… Poza tym, to był dzień celebracji, więc przykleiłam uśmiech. Czytaj dalej Wziąć miłość w ręce…