Toksyczny wstyd rodzica.

Są tacy rodzice, że kiedy się uzdrawiasz, dla nich jest jeszcze trudniej. Wiedzieli jak się ustawić do Ciebie „starej/starego”, ale kiedy przychodzisz do nich ze zrozumieniem w oczach, z akceptacją, z miłością, z poukładanym życiem, to coś w nich odrzuca Cię jeszcze bardziej albo próbuje zasysać Cię jeszcze bardziej.

To te mamy i ci ojcowie, którzy nie są w stanie przyjąć dobra, miłości lub pogodzić się z tym, że Ty jesteś dla siebie dobra/y. Są tak bardzo straumatyzowani, tak bardzo zatruci toksycznym wstydem, że ta toksyczność w nich reaguje na Twoją miłość do nich i/lub na Twoją miłość do samego siebie jak diabeł na święconą wodę. Możesz mieć wtedy takie „Ale o co chodzi…? Wychodzę do niej/niego z sercem na dłoni… co mam jeszcze zrobić?”

To myślenie, że kiedy Ty się zmienisz, że kiedy Ty uzdrowisz swoją matczyną/ojcowską ranę, że kiedy Ty będziesz dla siebie inna/y, że kiedy Ty będziesz dla nich inna/y, to rodzic wobec Ciebie się zmieni, jest tym samym iluzorycznym marzeniem, które miałaś/eś w dzieciństwie – jeśli ja będę inna/y to mama, tata mnie zaakceptują, to mama, tata mnie pokochają, to mama, tata mnie zrozumieją, to wreszcie się dogadamy, to będziemy mieć super relację, to wreszcie przestanę słyszeć „wszystko przez ciebie”.

Do tego dochodzą głosy tak zwanych „uduchowionych”, „uzdrowionych”, które insynuują Tobie, że widocznie nadal nie „przepracowałaś/eś” własnego bólu, dzieciństwa, że na jakimś poziomie nadal odrzucasz rodziców itd. Do tego słyszysz, że tej czy tamtej osobie się udało, że zrobiła to i tamto i to pomogło, że ma teraz nową relację z mamą czy tatą, że wystarczy od siebie zacząć i myślisz sobie „no ewidentnie jakiś problem jest nadal po mojej stronie”.

Tak, są tacy rodzice i są takie relacje, które się zmieniają, ale to dlatego, że ten rodzic też tego chce, że ten rodzic jest otwarty na swoje dorosłe dziecko i miłość, która od niego płynie, ponieważ nie jest tak zatruty toksycznym wstydem jak inni rodzice (o tym za chwilę), więc nie daj sobie wmówić, że to zależy wyłącznie od Ciebie i Twojego uzdrowienia, bo niestety czasem jest tak, że Twoje uzdrowienie jeszcze bardziej pobudza wewnętrzne demony Twojego rodzica, które nie pozwalają nikomu się zbliżyć. Wtedy im więcej miłości, zrozumienia, akceptacji będziesz mu okazywać, tym bardziej on będzie to odrzucać.

Pamiętaj, że TO NIE JEST O TOBIE i że rodzic nie robi tego celowo, by się nad Tobą znęcać. Nim naprawdę sterują nigdy nie uzdrowione traumy, głębokie, ropiejące rany i czasem jedyne co możesz zrobić to odsunąć się trochę lub trochę bardziej, by nie eskalować jątrzenia tych ran oraz by chronić swoją miłość wobec rodziców. Tak, chronić swoją miłość wobec rodziców, dlatego czasem, by nie zamykać na nich serca, potrzebujemy dozować kontakt z nimi lub kochać ich na mniejszą czy większą odległość.

Jeśli masz taką mamą czy takiego tatę, nie szukaj zrozumienia u tych, którzy tego nie znają lub którzy też tak mają, ale to wypierają. Im więcej wsparcia osób, które to rozumieją sobie dasz, tym lepiej. Im więcej czasu spędzisz na budowaniu swojej wewnętrznej mamy, swojego wewnętrznego taty, tym lepiej. Im częściej i bardziej będziesz się opiekować swoją wewnętrzną dziewczynką/wewnętrznym chłopcem, tym lepiej.

Ta niemożność przyjęcia miłości dorosłego dziecka jest szczególnie obecna w przypadku rodziców, którzy noszą w sobie bardzo dużo toksycznego wstydu, którzy mają tak niskie poczucie wartości i tak mało miłości własnej, że przejawy szczerego zrozumienia, prawdziwej miłości z zewnątrz, otwartej komunikacji zamiast zniwelować ten toksyczny wstyd, potęgują go jeszcze bardziej, ponieważ ich jestestwo tego nie zna. Dla nich autentyczna miłość to coś obcego, coś na co mają nieświadomy emocjonalny odruch wymiotny.

To są ci rodzice, którzy w podświadomości mają wpisane, że nie są godni miłości, że nie zasługują na nic dobrego. To ci, którzy mówią o sobie „mną się nie przejmujcie”, „ja jestem nieważna/y”. To ci, którzy ciągle robią coś dla innych totalnie zapominając o sobie. Potrafią siebie fizycznie zajechać, bo ten przymus działania jest tak silny. Musi być, bo to działanie ma za zadanie wyeliminować okropne poczucie gorszości, ma dać szansę na poczucie się lepiej ze sobą, tym działaniem próbują mówić „o popatrz jaka jestem dobra/y”. Dlatego nie są w stanie PRZYJĄĆ, bo to oni muszą dawać, by dzięki temu dawaniu nie czuć się jak… gówno. Poza tym jak mają przyjąć, skoro wierzą, że nie jest są godni tego, by coś dostać, skoro wierzą, że im się nie należy, bo są nikim.

Dlatego są tak zafiksowani na dawaniu i robieniu dla innych, dlatego są tak zafiksowani na sprawianiu wrażenia, że są dobrymi, poświęcającymi się istotami. Dlatego też nie mogą przyznać się do tego, że wyrządzili komukolwiek jakąkolwiek krzywdę, oni muszą utrzymywać przed samymi sobą i przed innymi wizerunek bez skazy. Przyznanie się do winy oznaczałoby dla nich, że to jednak prawda, że są do niczego, że są gorsi, beznadziejni. Nie mogą więc widzieć, że krzywdzą, widzą tylko, że dają i robią, że TYLE dają i robią, a ci którym dają i dla których robią „tak bardzo ich nie doceniają”. To te matki, to ci ojcowie, którzy mówią „Ja się dla Ciebie tak poświęciłam/em”, „Ja dla Ciebie tyle zrobiłam/em”, „Ja nigdy nie myślałam/em o sobie, tylko o Tobie”, „Ja Ciebie nigdy nie skrzywdziłam/em”. Dlatego, gdy takiemu rodzicowi mówisz o tym co jest trudne w relacji z nim, on w tym słyszy „jesteś złą matką/jesteś złym ojcem” i skupia się na sobie, na ochronie swojego wizerunku, a nie na Tobie i na tym jak Ty czujesz się w relacji z nim, nie na tym, by wyjaśnić co się dzieje.

I odwrotnie, drugi koniec tego samego kija to rodzic, która uważa, że to jemu się wszystko należy. U takiego rodzica toksyczny wstyd przybiera narcystyczną maskę po tytułem „Jestem najlepszą matką/ojcem na świecie”, „Nikt nie ma takiej wspaniałej matki/ojca jak Ty” itd. Taki rodzic odwrotnie do opisanego powyżej nie jest w stanie dawać, czy robić coś dla innych, ponieważ to on musi dostawać, to dla niego ma być robione. Im więcej z siebie rezygnujesz i ze swoich potrzeb, tym lepiej, ponieważ taki rodzic doświadcza wtedy tymczasowej „ulgi” od dojmującego toksycznego wstydu, który mówi – „nikt mnie nie kocha”, „nikt mnie nie chce”, „dla nikogo nie jestem ważna/y”. Problem w tym, że to studnia bez dna i choćbyś nie wiem ile robił/a, to ciągle będzie za mało, by tę dziurę rodzica wypełnić.

To są ci rodzice, którzy odciągają swoje córki od mężów, a synów od żon. Partner dziecka jest konkurencją, więc jest degradowany, obrzydzany, odrzucany, wprost i w białych rękawiczkach, a rodzic przedstawia siebie jednocześnie jako bezbronną, słabą, samotną osobę, wymagającą ciągłej opieki – emocjonalnej, fizycznej, finansowej. Taki rodzic nie zabiega, to o niego trzeba zabiegać. Nie ważne jakie trudności Ty masz w życiu, on ma większe. Taki rodzic nie dzwoni, nie wysyła kartek na święta, nie pyta co u Ciebie, taki rodzic, gdy z nim rozmawiasz, mówi wyłącznie o sobie.

Im bardziej Ty się uzdrawiasz, im dojrzalsza/y się stajesz, tym trudniej takiemu rodzicowi w relacji z Tobą, ponieważ emocjonalnie taki rodzic jest nie tylko dzieckiem, lecz jest dzieckiem przesiąkniętym głębokim toksycznym wstydem, więc zamiast być emocjonalnym wsparciem dla Ciebie, dziecko w nim oczekuje nie tylko wsparcia od Ciebie, lecz bycia DLA NIEGO, wybrania jego i tylko jego, on ma być najważniejszy. Gdy tego nie dajesz, w takim rodzicu uruchamia się stare znajome przekonanie – „no tak, jestem nikim, lepiej będzie, gdy zniknę”.

Tacy rodzice nie widzą tego, iż emocjonalnie NIE DAJĄ.
Tacy rodzice nie widzą, że emocjonalnie ZABIERAJĄ.

Tak długo jak taka mama czy tata podświadomie wierzy, że jest nikim, że jest do niczego, że jest niegodna/y miłości, że nikt jej/jego nie kocha, że najlepiej jak zniknie, tak długo nie będzie w stanie przyjąć Twojej dojrzałej miłości i Twojej autonomii. Tak długo jak dziecko wewnętrzne rodzica jest oblepione toksycznym wstydem, tak długo ten wstyd nie pozwoli Wam prawdziwie się zbliżyć. Dramat polega na tym, że Ty możesz widzieć i czuć to dziecko w rodzicu, a on nie. I tak długo jak rodzic choć w jakimś stopniu nie otworzy swojego serca na siebie, tak długo zdrowa i satysfakcjonująca dla obu stron relacja między Wami nie będzie możliwa. Ty możesz być tylko i aż żywym przykładem bliskości ze sobą, miłości wobec siebie i to albo rodzica zainspiruje albo nie. Możesz też modlić się o cud, to zawsze możesz.

Mówię tutaj o naprawdę głębokim toksycznym wstydzie. O wstydzie, który prowadzi do autodestrukcji (np. alkoholizm), do niszczenia tego, co dobre, do niszczenia życia sobie i innym ludziom, do odrzucania tego, co może pomóc, ponieważ taka osoba na bardzo głębokim poziomie ma poczucie, że lepiej, by jej nie było.

Rodzice, którzy mają w sobie przynajmniej jakiś zasób miłości własnej, którzy nie są aż tak zatruci toksycznym wstydem, są w stanie przyjąć dorosłe dziecko i budować z nim relację.
Rodzice, którzy czują się niegodni miłości, którzy unicestwiają siebie, którzy są złamani toksycznym wstydem, mają ogromną trudność w przyjęciu dorosłego dziecka, które uzdrowiło się ze swoich ran i wychodzi do nich w relacji w dojrzały sposób.

Czy widzisz teraz, że nie wszystko od Ciebie zależy?
Czy widzisz teraz, że jakość relacji z rodzicami nie jest wyznacznikiem poziomu uzdrowienia dziecka?

Czasem „ulgą” dla takiego rodzica jest wręcz to, że córka czy syn znikną mu z oczu, więc rodzic nie musi patrzeć na to, czego nie ma czy nie umie sobie dać. Sama obecność dorosłego dziecka, które odzyskało miłość do siebie potrafi wywoływać w takim rodzicu falę ogromnego toksycznego wstydu. Bo choć taki rodzic się do tego nie przyzna, choć może to wypierać, to czuje się gorszy od córki/syna, porównuje się do córki/syna i wypada źle we własnych oczach. Im zdrowiej, lepiej masz w życiu, im bardziej autonomiczną istotą jesteś, tym bardziej rodzica obleczonego toksycznym wstydem to uwiera, dotyka i denerwuje, bo on tak nie potrafi, nie wie jak, więc czuje się pogubiony, oceniany, krytykowany, niedoceniany, ułomny, gorszy, wadliwy, czuje zazdrość, a nawet zawiść. Rodzic nie widzi Twojego wysiłku, nie widzi ile Twoje odzyskanie siebie Ciebie kosztowało, nie widzi tego jak wiele razy upadałaś/eś, ale wstawałaś/eś i szedłeś dalej. On na Ciebie patrzy i słyszy w swojej głowie „Patrz mamo/tato jestem lepsza/lepszy od Ciebie!” Rodzic to tak odbiera, tak każe mu to odbierać toksyczny wstyd, którym jest przesiąknięty.

Dla takiego rodzica zmiana dorosłego dziecka będzie powodowała dyskomfort. Dlatego jeśli masz taką mamę, takiego tatę, nie bierz tego do siebie. TO NIE JEST O TOBIE. To jest o ich dzieciństwie, o ich zranieniach, o ich traumach i o ich negatywnym wizerunku samych siebie. Oni sobie z tym bagażem nie radzą, a wręcz z wiekiem nie radzą sobie jeszcze bardziej. Dopóki Ty też wierzyłaś/eś, że jesteś ułomna/y, wadliwa/y, gorsza/y, niegodna/y, dopóty nie byli w tym sami. Dlatego właśnie wychowywali Cię tak jak wychowywali, oczywiście robiąc to nieświadomie. Na swoją sojuszniczkę/sojusznika, na tą/tego, która/y też tak ma. Łamali Ciebie toksycznym wstydem tak jak ich łamano. Unicestwiali Ciebie tak, jak ich unicestwiano. Manipulowali Tobą, tak jak nimi manipulowano. A teraz Ty, przychodząc ze swoją zmianą pokazując, że może być inaczej, że wybierasz inaczej, stajesz twarzą w twarz nie z nimi, lecz z toksycznym wstydem, który w nich siedzi. To jemu stawiasz granice, to jemu nie dajesz się manipulować, to jemu nie dajesz się unicestwiać, to jego przestajesz się słuchać.

NIE KAŻDA mama i NIE KAŻDY tata jest w stanie to unieść.
Nie każdy rodzic do tego stanie.

Czasem taki rodzic, choć do tego się nie przyzna, czuje się potwornie zawstydzony innym byciem swojego dorosłego dziecka, czuje się przyłapany na błędach, które popełnił, które nadal popełnia i które teraz wychodzą na jaw. Świadomość dorosłego dziecka, otwarta komunikacja z jego strony powodują w rodzicu zagubienie i zażenowanie, bo on tego nie zna, nie umie, czuje się jak małe dziecko, które nie wie jakich słów używać, jak się zachowywać, nie wie jak być emocjonalnie dorosłym, a jednocześnie próbuje zachować twarz i autorytet. Toksyczny wstyd tylko na to czeka i rośnie na potęgę. Jeśli napięcie w rodzicu robi się nie do wytrzymania to włącza się stary mechanizm ochrony wizerunku, który krzyczy w nim „Zniszcz gówniarza!”, „Pozbądź się go!” i następuje prowokacja, która ma na celu zmusić dziecko do zachowania się w „karygodny” sposób lub zmusić dziecko do odrzucenia rodzica, dzięki czemu rodzic doznaje swego rodzaju „ulgi”… ponieważ może znowu być ofiarą swojego niedobrego dziecka, a co za tym idzie może ochronić swój i tak kruchy wizerunek samego siebie.

Czasem taki rodzic widząc zmianę dorosłego dziecka może też mieć poczucie, że zmarnował życie, że nie umiał się ocknąć tak jak jego dziecko, że kopał tunel nie w górę, lecz w dół i teraz jest za późno zawracać i robić od nowa. Wtedy taki rodzic może swoim zachowaniem mówić – „Zostaw mnie tutaj, ja dalej nie pójdę… Nie mam już siły… Proszę nie zmuszaj mnie do zmiany…” A czasem taki rodzic swoim zachowaniem wręcz jakby krzyczy – „Uciekaj, uciekaj zanim Cię znowu opętają moje demony!”. Wtedy najlepsze co może dla Ciebie zrobić to „wypchnąć” Cię, czasem drastycznie, ze swojego życia, byś puścił/a pustą matczyną pierś… i znalazł/a to czego potrzebujesz gdzieś indziej.

Kiedy nie bierzesz tego do siebie, kiedy wiesz, że to nie jest o Tobie, kiedy zaczynasz widzieć jakie mechanizmy tu działają, to zaczyna do Ciebie docierać, że rodzic naprawdę inaczej nie potrafi, że nie jest wolny, lecz spętany niewidzialnymi łańcuchami przeszłości. I tu nie chodzi o usprawiedliwianie rodzica. Tu nie chodzi o to, że masz wymazać z pamięci wszystko co się wydarzyło czy udawać, że wszystko jest OK.

Tu chodzi o pogodzenie się… z rzeczywistością. Tu chodzi o przyznanie przed samym sobą – „Mam TAKIEGO rodzica.” I zdecydowanie co z tym zrobię. Nie z rodzicem. Co zrobię z tą świadomością, że mam takiego rodzica i innego nie będę mieć. Czy pozwolę, by to określało mnie? Czy będę porównywać się do innych, którzy mają innych rodziców? Czy pozwolę toksycznemu wstydowi rodzica wciągać mnie w jego mechanizmy? Czy pozwolę toksycznemu wstydowi rodzica decydować o tym czy mam mieć otwarte czy zamknięte serce na rodzica? Czy będę zmuszać się do rzeczy, które są dla mnie wyniszczające, bo powinnam, bo wypada albo dlatego, że ciągle coś we mnie marzy o tym, by było inaczej między mną a rodzicami?

Czy po prostu… nazwę rzeczy tym czym są, sam/a przed sobą i na podstawie tego dokonam wyborów. Czy zadam sobie pytanie – Biorąc pod uwagę jak jest, to jak w tej sytuacji będzie zdrowo dla mnie? Co robić? Czego nie robić? Kiedy? Jak często? Jak? Tak, by to było dla mnie dobre, zdrowe, życzliwe.
Bo TERAZ już mogę dokonywać wyborów dobrych dla siebie. I tylko ja wiem jakie to są dobre dla mnie. A jak nie wiem to się dowiem.

Z miłością ❤️


———
photo:
Rzeźba Aleksandra Milova o tytule „Miłość”, która została zaprezentowana na festiwalu Burning Man w 2015 roku w Nevadzie. Przedstawia dwoje ludzi, którzy są skłóceni, ale każdy z nich ma wewnętrzne dziecko, które próbuje połączyć się z drugim.
Zdjęcie autorstwa Robeta Bruce’a.

2 komentarze do “Toksyczny wstyd rodzica.

  1. Pogodzenie się ……… z rzeczywistością. Czasem pytam siebie, czy będzie trwało do końca moich dni? Czasem, zmęczona już, chciałabym dokonać transplantacji tej części mojego życia, całkowitej transplantacji. Na zdrową tkankę. Sprawić, żeby stara przestała istnieć. Magdo, wyrazy uznania i wdzięczności dla Ciebie, za dogłębne badanie tematu, oświetlanie każdego zakątka trudności, wątpliwości.

Skomentuj Aga Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

dziewiętnaście + osiem =