Trauma

Ostatnie dni, szczególnie te około-zaćmieniowe (czwartek, piątek) były dla mnie bardzo trudne i jednocześnie bardzo uzdrawiające. Moja podświadomość uznała, że już czas rozmrozić w ciele to, co kiedyś, dawno temu, zostało zamrożone. Najpierw myślałam, że coś mnie po prostu rozkłada, ale okazało się, że z głębin mojego ciała wołała mała Magdusia, która nadal BARDZO się bała.

Na początku nie widziałam żadnych obrazów, wspomnień, jedynie pozwalałam, żeby wyrażało się przez moje ciało to, co było zamrożone przez dekady. Zwijałam się w pozycję embrionalną, wierciłam w łóżku, zmieniałam co chwilę położenie, „wymiotowałam” odgłosami, jęczałam, zawodziłam, płakałam. Ból głowy był potworny, miałam wrażenie jakby moja głowa była w imadle, jakbym przechodziła jakieś tortury, mamrotałam „kiedy to się skończy… niech to się już skończy” i oddychałam… Ból wzmagał się falami. Nie miałam zupełnie pojęcia co się oczyszcza, o jakie traumy chodzi, ale czułam, że to jest stare i że mam dać temu czas i przestrzeń.

Dopiero na drugi dzień, po intensywnej nocy, uświadomiłam sobie o co chodziło. Zobaczyłam siebie chorą i wystraszoną jako dziecko, bez fizycznej obecności bliskiej dorosłej osoby. Najpierw zobaczyłam siebie w wieku 15 lat, kiedy całą noc męczyłam się z potwornym bólem brzucha, a rodzice spali w swoim pokoju. Owszem, mama przyniosła jakieś specyfiki, ale nikt ze mną nie leżał w łóżku, nie czułam czyjegoś ciała blisko mojego, byłam z tym bólem sama. Na drugi dzień, nie mogąc wytrzymać z bólu, poprosiłam rodziców, żeby zabrali mnie do szpitala. I tam w szpitalu, znowu byłam sama, bo oni pojechali do pracy. Leżałam na sali wśród biegających i krzyczących dzieci, zwijając się z bólu i czekałam na to, co będzie dalej. NIKOGO z moich bliskich ani żadnej osoby dorosłej przy mnie nie było.
 
Potem leżałam, znowu sama, przed salą operacyjną. Nikt mi nic nie tłumaczył, nie wiedziałam co się będzie ze mną działo. Pamiętam tylko, że tata przed wyjściem nie wyraził zgody na operację, a ja słyszałam krzątający się personel przygotowujący się do operacji. Dostałam „głupiego jasia”, położono mnie na stole operacyjnym, rozebrano do naga i po jakimś czasie przyłożono maskę na usta. Kazano oddychać i liczyć do 10. NIC nie tłumaczono. Gdy w pewnym momencie nie mogłam przełknąć śliny i poczułam jak odpływam, pomyślałam „duszę się i nie mam jak im o tym powiedzieć…”
 
Od tego wspomnienia bycia samotnie w bólu fizycznym, cofnęło mnie do wieku, gdy miałam niecałe 2 latka i trafiłam do szpitala z zapaleniem płuc. Rodzicom nie wolno było mnie odwiedzać. Takie były procedury. „Bo dziecko będzie płakać”, „Bo będzie tęsknić” itd…
Nie mam wspomnień ze szpitala, nie wiem co tam się działo. Mama opowiadała, że jak stała pod oknem to słyszała jak strasznie płakałam. Wróciłam do domu bardzo popuchnięta. Germańska Nowa Medycyna nazywa to syndromem cewki zbiorczej nerki – konflikt porzucenia, który powoduje retencję wody. Oprócz tego odmawiano mi picia w szpitalu, żebym nie sikała za często…
Tam wtedy, tak jak potem przy wyrostku, zabrakło fizycznej obecności, troski, zabrakło kogoś, kto by trzymał za rękę, kto by tulił, kto swoim ciałem przylgnąłby do mojego ciała, mówiąc w ten sposób – „Jestem przy Tobie, jesteś bezpieczna”.
 
Tego dnia byłam z tymi wspomnieniami. Grzegorz był w pracy, a ja leżałam z wielkim pluszowym psem, trzymając go kurczowo na sobie. Tak bardzo potrzebowałam czyjegoś towarzystwa, tak bardzo potrzebowałam czuć, że ktoś ze mną jest. Gdy Grzegorz wrócił z pracy, położył się koło mnie i przytulił mnie, a wtedy moje ciało puściło kolejną traumę. Zaczęłam się rzucać, usztywniać i zdałam sobie w pewnym momencie sprawę, że spinałam się tak, jakbym chciała ochronić pośladki. Potem pojawił się płacz „To boli! To boli! To tak bardzo boli!”, a potem słowa malutkiego dziecka „ja nie ciem… ja nie ciem tam wlacać…”
Pozwalałam temu wypływać, dziać się, aż przypomniało mi się o co chodzi. Wtedy, gdy byłam w szpitalu na zapalenie płuc, moja mama zabrała mnie po tygodniu do domu, na własne żądanie, ale musiałam dostawać zastrzyki kilka razy dziennie. Przyjeżdżał do nas lekarz, który ze zdziwieniem powtarzał „No co to za dziecko, że ono nie płacze przy zastrzykach.”
Mając niecałe 2 latka wstrzymałam ból i płacz, bo tak bardzo nie chciałam wracać do szpitala.
 
Te traumy czekały na właściwy moment, by się nimi z troską zająć. Już wiele razy w nie zaglądałam, wiele razy procesowałam, warstwa po warstwie uwalniałam to, co było trudne i wnosiłam to, czego zabrakło. To porzucenie w bólu, ta samotność i strach mogły znowu wybrzmieć. Po raz kolejny dawałam im przestrzeń w swoim dorosłym ciele. Ale tym razem był ktoś jeszcze. Tym razem nie byłam sama. Był przy mnie fizycznie Grzegorz, CAŁĄ NOC. Jedną i drugą. Czuwał przy mnie i reagował na najmniejsze jęknięcie. Prawie nic nie mówił, po prostu był, czasem przylegał całym ciałem do mnie, a czasem trzymał dłoń na bolącej głowie albo na plecach. Gdy moje ciało się trzęsło, nie wstrzymywał tego, był po prostu bardzo blisko.
Nareszcie tam, gdzie w przeszłości moje ciało było pozostawione samo sobie, była druga, dorosła osoba, spokojna, opanowana, troskliwa.
 
Piszę o tym, by wskazać na kilka spraw:
– każdy z nas przeżył coś trudnego i nosi to w sobie, bądźmy na siebie nawzajem uważni
– traumy uzdrawiają się stopniowo, warstwa po warstwie, gdy jesteśmy gotowi potraktować je tak, jak tego potrzebują
– ważne jest, by nie analizować tego, co się dzieje w procesie uwalniania traumy, lecz pozwolić, by bez oceny i cenzury mogło z nas wypłynąć to, co potrzebuje wypłynąć
– ważne jest by dać czas ciału, by dać się mu poprowadzić, ono pamięta i nam przypomni
– potrzebujemy siebie nawzajem, potrzebujemy obecnego dotyku, więc jeśli nie masz nikogo bliskiego, kto może dla Ciebie trzymać przestrzeń zadbaj o wsparcie terapeutyczne
 
Na koniec zamieszczam melodię z filmu „Kraina lodu 2” w wykonaniu Jonny Jinton.
Trauma to zamrożenie. To tak jakby coś się zatrzymało w pewnej czaso-przestrzeni jak w lodzie. Zahibernowało się na dłuuuugi czas… aż ktoś usłyszy wołanie i za nim pójdzie, by to co się zamroziło mogło pod wpływem czułości i świadomości odtajać. Wtedy zwracamy sobie ŻYCIE i jego MOC.
 
Bądźcie dla siebie delikatni i czuli ❤
 
 

4 przemyślenia nt. „Trauma

  1. Mój mąż też spędził kilka tygodni w szpitalu jako dwulatek ale nie potrafi sobie przypomnieć tego czasu. Jest jakiś sposób, żeby przywołać te wspomnienia?

    1. Witaj, nie zalecałabym przywoływania takich wspomnień samemu, chyba, że mąż wie jak się zająć reakcjami z ciała. Jeśli nie, to polecam poszukać kogoś kto wie jak pracować z ciałem, np. metodą lowenowską czy somatic experiencing. Powodzenia!

  2. Witam!
    Nie mam słów, żeby oddać to co czuję. Coś sprawiło, że trafiłam na Pani istnienie w sieci! To było jak wielkie olśnienie. Pani strona, vlog, przemawia do mnie jak jeszcze nic i nikt inny. Czytam i czuję “też tak mam”, widzę i słucham i dalej czuję “że mam tak samo, że wreszcie znalazł się Ktoś kto mnie rozumie! Wiem, że ceni sobie Pani swój czas i nie prowadzi prywatnej korespondencji, ale chcę Pani dać znać, że ja tu jestem i czekam, aż przyjdzie moment, że uda mi się z Panią nawiązać kontakt. Będę wytrwała. Chociaż już udało mi się spóźnić na pierwszy warsztat online, mimo iż zaglądam tu codziennie kilka razy dziennie. Podpisuję się pod tym artykułem, bo czytając go widzę swoją historię. I pewnie nie jest to dla Pani nic nowego, to dla mnie, jest to jak odnalezienie drogi. Serdecznie pozdrawiam 🙂

    1. Magda, jest mi bardzo bliskie to co piszesz i bardzo rozumiem Twoje odczucia. Cieszę się, że to czym się dzielę jest dla Ciebie tak pomocne. Do zobaczenia na którymś warsztacie 🙂

Pozostaw odpowiedź Magda Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.