Kobiecość…

Poniżej dziele się fotką z zeszłego roku, gdy wybrałyśmy się razem z moją córką na babski wypad razem. Tylko we dwie. Sporo mamy od jakiegoś czasu takich bliższych i dalszych wypadów, bo obie lubimy korzystać z życia i jego uroków. Bardzo lubię ten nasz wspólny czas razem i coraz bardziej lubię… być kobietą. I to dzięki niej. Mówię poważnie. To Tola swoim przyjściem na ten świat i tym jaka jest, pokazuje mi kobiecość w inny sposób. Powiedziałabym nawet, że rozkochuje mnie coraz bardziej w kobiecości.

Jej przeistaczanie się z dziecka w kobietę w pewnym sensie stało się moją drugą szansą od życia na poznanie siebie jako kobiety od nowa, nowymi oczami. Zamiast poczucia gorszości jako kobieta, w którym wyrosłam i o którym mi ciągle przypominano, doświadczam coraz częściej radości i zachwytu moją własną kobiecością i tym jak ona się przejawia, jak pragnie się przejawiać, jak uwielbia się przejawiać i co wnosi swoim przejawianiem.

To dzięki mojej córce chcąc nie chcąc zaczęłam bardzo przyglądać się mojej relacji z moją własną kobiecością. To ona, po prostu będąc sobą, „wyciągała” mi i „wyciąga” wdrukowane we mnie filtry, przekonania czy utarte schematy myślowe na temat bycia kobietą.

Niejednokrotnie jakieś jej zachowanie, słowa, jej po prostu bycie po swojemu, rozdziawiają moje usta w wielkim „o wow…”, bo to tak jakby pokazywała mi rozszerzający się przede mną horyzont możliwości, o istnieniu którego nie miałam wcześniej pojęcia. To jaka sama dla siebie jest, to jaka jest dla swojej rozwijającej się kobiecości, inspiruje mnie do traktowania siebie samej i mojej kobiecości w sposób, do którego wcześniej nie miałam dostępu.

I niejednokrotnie, szczególnie na przestrzeni ostatnich lat, to co mi pokazała będąc sobą, wprawiło mnie w zadumę, że przeżyłam tyle lat mojego życia nie wiedząc tego, co dzięki niej sobie uświadamiam, co dzięki niej teraz widzę. Tyle lat bycia zaczarowaną tatowym postrzeganiem kobiet, tatowym postrzeganiem mnie jako kobiety, tyle lat słuchania się „trendów” niby pro kobiecych, tyle lat z dala od mojej, po mojemu kobiecości. Tyle lat w nieznaniu jej, w umniejszaniu jej, we wstydzeniu się jej, w chowaniu jej… Tyle lat.

I ona, moja córka, swoim zachowaniem mówi „Mamo! Mamo! To jest cudowne być kobietą! Patrz!”

I ja patrzę na tę jej rozwijającą się kobiecość, kobiecość bez obciążeń, których ja doświadczyłam, bez filtrów, które mi wdrukowano, kobiecość niczym przepiękny kwiat rozwijający się w pełnym słońcu, jedyny w swoim rodzaju, ach! To, co czuję patrząc na nią to jeden wielki zachwyt! I lekkość, no właśnie… lekkość! A więc to tak ma być! W zachwycie, w kochaniu swojej kobiecości, w szanowaniu swojej kobiecości, w celebrowaniu swojej kobiecości, w świadomości, że to szczęście i dar kobietą być.

Jak dobrze to wiedzieć, jak dobrze to czuć, coraz bardziej.

Jak dobrze, że jesteś córeczko i mi o tym przypominasz.

Pięknego, przepięknego Dnia Kobiet dla nas kobiety!

❤

Mama i córka

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

jeden × trzy =