Nie jest łatwo wypuszczać spod swoich skrzydeł nastoletnie dzieci. Nie jest łatwo stać z boku i nie wyjść z postawą, która choć pełna dobrych intencji, to jednak może zostać odebrana jako ingerencja, narzucanie, czy choćby jako brak przestrzeni na własne próby i eksperymenty, na „po swojemu”. Nie jest łatwo rozpoznać granicę pomiędzy troską a nadopiekuńczością podszytą niewiarą w dziecko czy chęcią zatrzymania go przy sobie. Nie jest łatwo dawkować swoją „życiową mądrość” z uważnością na wewnętrzne wiedzenie drugiej istoty, która na naszych oczach rozwija SWOJE i tylko swoje skrzydła.
Wahanie się pomiędzy „odezwać się czy zamilknąć” jest częścią tego procesu. Tak samo jak ciągłe wczuwanie się w to czy moje słowa, podpowiedzi, to co widzę, wniesie wsparcie, czy to już będzie sterowanie i odbieranie autonomii. Tak łatwo jest niechcący zasiać wątpliwości, zniechęcić, zadeptać delikatną roślinkę, która stopniowo wyłania się z głębin swojego własnego jestestwa. To newralgiczny moment, rzutujący na resztę życia. Poprowadzony nieudolnie trudno potem odkręcić.
Proces ten wymaga pewnego fundamentu w relacji rodzic – dziecko. Jeśli dziecko wie i czuje, że może się zastanowić, że może się przeciwstawić czy odmówić, że może mieć inne zdanie czy pomysł niż rodzic, że może chcieć czegoś innego niż rodzic i że to nie oznacza końca relacji, lecz po prostu to, że jesteśmy w pewnych obszarach, tematach różni, to takie dziecko może otwarcie komunikować, może głośno rozmyślać nad różnymi opcjami, może mówić o swoich obawach, po to by je samemu usłyszeć i je zweryfikować oraz po to by sięgnąć do swoich własnych zasobów.
Takie dziecko może usłyszeć siebie bez obawy, że jego pomysł, wybór zostanie zdominowany. Takie dziecko czuje, że nie musi walczyć z rodzicem, by wyszarpać przestrzeń na usłyszenie siebie, nie musi go odrzucać, by postawić na swoim, nie musi wybierać ja lub rodzic, wie, że jego stop dla rodzica spotka się ze zrozumieniem, że rodzic wycofa się, gdy poczuje, że tu czy tam nie ma wstępu i to uszanuje.
Z kolei rodzic, który ma świadomość, że jego dziecko nie należy do niego, lecz do życia, będzie patrzył na swoje dziecko i przysłuchiwał się swojemu dziecku, gdy ono mota się pomiędzy jednym, drugim, a może i trzecim, z zaufaniem, że ostatecznie odnajdzie ono w sobie odpowiedź. Taki rodzic wie, że jego zadaniem nie jest danie gotowca, który jemu przychodzi do głowy, lecz bycie nieoceniającą i nienarzucającą przestrzenią, w której dziecko może bez obaw zanurkować w siebie, by usłyszeć siebie i poczuć siebie. Bez tego nie podejmie ono właściwej dla siebie decyzji i nie zbuduje w sobie niezbędnej do samodzielnego życia autonomii.
Jeśli rodzic nie wytrzyma napięcia spowodowanego w nim przez toczący się w dziecku proces, jeśli go zbojkotuje, będzie próbować go przyśpieszać czy załatwiać coś za dziecko czy nie daj boże będzie zawstydzać czy krytykować dziecko, upośledzi w ten sposób jego wiarę w siebie i odbierze prawo do dojrzewania do swoich wyborów w swój sposób i w swoim tempie.
No nie jest to proste, bo nie mamy wzorców. Niewielu z nas doświadczyło rodzica – przewodnika, rodzica – mentora, który nie dominował, lecz zawsze był obok, który patrzył z wiarą w swoje dziecko i podawał rękę wtedy, gdy dziecko jej potrzebowało. Większość z nas doświadczyła rodziców, którzy albo we wszystko się wtrącali i narzucali, albo nie było ich wtedy, gdy ich potrzebowaliśmy.
Jednak wierzę, że jesteśmy w stanie zrobić już wiele inaczej dla naszych dzieci. Czy nam wyjdzie bezbłędnie? Nie… Nie bądźmy naiwni. To są pokolenia schematów. Ale nie poddawajmy się, nie odpuszczajmy. Szukajmy dobrych wzorców, choćby w literaturze, filmach, a jeśli mamy szczęście w innych ludziach.
I zaopiekujmy się naszymi wewnętrznymi dziećmi, naszymi wewnętrznymi nastolatkami, bo to w relacji z nimi stajemy się rodzicami, jakich zawsze potrzebowaliśmy. Nasze wnętrza pamiętają jak to było dla nas, czego zabrakło, a co było krzywdzące, czego było za mało, a czego za dużo, co nas wspierało, a co odbierało wiarę w siebie i poczucie sprawczości. Naprawdę warto tam wrócić, spotkać się z tym dzieckiem, które przeistaczało się w młodego dorosłego, być tą pierwszą dorosłą osobą w jego życiu, która się przy nim zatrzyma, posłucha, zaduma, która zaciekawi się „a jak to jest dla Ciebie?”.
Bez tego, bez tego spotkania w sobie ze sobą, trudno nam będzie usłyszeć nasze rodzone nastolatki, trudno nam będzie ich zrozumieć czy poczuć, dopóki nasz wewnętrzny nastolatek nie czuje się prawdziwie zrozumiany i poczuty. A jest tak istotną częścią naszej wewnętrznej rodziny. Jest niczym kokon, który albo pozostał na etapie poczwarki albo przeistoczył się w motyla. Jeśli to pierwsze, to trudno będzie nam pozwolić naszym rodzonym dzieciom na rozpostarcie swoich skrzydeł i po swojemu. Świadomie będziemy chcieli ich w tym wspierać, ale nieświadomie będziemy wstrzymywać ich metamorfozę z dziecka w dorosłego.
Uczciwe przyjrzenie się temu jak postrzegam własne dziecko, które startuje w dorosłość, czy traktuję je jako wolną istotę czy własność, czy wierzę w nie, czy przerzucam na nie moje własne strachy i ograniczenia, czy stawiam mądre granice z poszanowaniem jego granic, czy może przeciwnie narzucam i dominuję, czy przewodzę czy steruję, czy rozmawiam z nim czy zakładam z góry – refleksje nad tym zaowocują zmianą w relacji z dziećmi, bo dzieci czują czy my je czujemy.
Na koniec dzielę się obrazem, który namalowała dla mnie córka oraz wierszem Gibrana Kahlila, do którego wracam w różnych okolicznościach i na różnych etapach życia moich dzieci. Jest dla mnie przypomnieniem o tym, że Życie powierzyło mi z zaufaniem dwa inne rozwijające się życia, które są darem, ale nigdy moją własnością. I przyjdzie czas, gdy Życie dmuchnie w ich skrzydła <3
„Wasze Dzieci” – Gibran Kahlil
Wasze dzieci nie są waszą własnością;
są synami i córkami samej mocy życia.
Jesteście ich rodzicami, ale nie stworzycielami.
Mieszkają z wami, a mimo wszystko do Was nie należą:
Możecie dać im swą miłość, lecz nie wasze idee
ponieważ one mają swoje idee.
Możecie dać dom ich ciałom, ale nie ich duszom,
ponieważ ich dusze mieszkają w domu przyszłości,
którego wy nie możecie odwiedzać nawet w waszych snach.
Możecie wysilać się, by dotrzymać im kroku,
ale nie żądać, by byli podobni do Was,
ponieważ Życie się nie cofa,
ani nie może zatrzymać się na dniu wczorajszym.
Wy jesteście jak łuk, z którego wasze dzieci,
jak żywe strzały, zostały wyrzucone naprzód;
Łucznik mierzy do celu na szlaku nieskończoności
i trzyma cięciwę napiętą całą swą mocą,
żeby strzały mogły poszybować szybko i daleko.
Poddajcie się z radością rękom Łucznika,
ponieważ on kocha równą miarą
i strzały, które szybują,
i łuk, który pozostaje niewzruszony.
❤️
—–
„Dmuchawce” – obraz autorstwa Toli Szpilki
