Środowisko

Jedną z rzeczy, które robi dziecko, które jest traktowane w nieżyczliwy, szorstki, odpychający, odrzucający, zawstydzający czy osądzający sposób to interpretowanie tego jako: „to ze mną jest problem”. 

Dziecko nie ma świadomości, że to ze środowiskiem, które go tak traktuje jest coś nie tak.
Dziecko nie wie, że nieżyczliwe zachowanie dorosłego jest o tym dorosłym, a nie o dziecku.

Nie wie, gdy nie zna zdrowych wzorców relacji.
Gdy nie ma odniesienia.
Gdy nie wie jak powinno być.

Tylko wtedy, gdy dziecko ma przykład tego jak powinno być, co jest zdrowe, co jest wspierające, to wie co jest niezdrowe, niszczące, krzywdzące.

Gdy o tym myślę przychodzą mi do głowy dwie sytuacje.

Pierwsza to ta, gdy jako młoda dziewczyna wyjechałam do USA na 2 tygodnie i mieszkałam w tym czasie u amerykańskiej rodziny. Nie mogłam uwierzyć, że można się do siebie nawzajem odnosić w tak życzliwy, miły, spokojny sposób, bez żadnych uszczypliwości, podtekstów, pretensji czy uwag. Tak bardzo nie mogłam w to uwierzyć, że podejrzewałam tych ludzi o udawanie przede mną. Chowałam się więc za uchylonymi drzwiami kuchni czy pokoju i podsłuchiwałam… A oni nadal odnosili się do siebie nawzajem po prostu w miły sposób, bez złośliwości, odzywek, sarkazmu, degradowania, wyśmiewania. Czekałam aż podpadną, ale to nigdy nie nastąpiło. Dotarło do mnie, że to jest taka ich norma…  I to był szok dla mnie. Ja nie wiedziałam, że TAK jest możliwe.

Druga sytuacja to wtedy, gdy wyjechałam do Irlandii. Nasz syn miał wtedy zaledwie 1,5 roczku. Chodziłam z nim na place zabaw, na spotkania dla mam z małymi dziećmi, do biblioteki itd. I doświadczałam szoku w związku z tym jak życzliwie i spokojnie mówiono do niego i do innych dzieci. Jak reagowano na to, że się ubrudziły, coś zrzuciły, czy były głośno. Przysłuchiwałam się i nie raz przełykałam ślinę, bo oczami wyobraźni widziałam jak w danej sytuacji zostałoby potraktowane dziecko w sposób, który ja znałam, a którego tak bardzo nie chciałam powielać. To, o czym CZYTAŁAM w mądrych książkach, ci ludzie ROBILI. To, co im przychodziło z łatwością, dla mnie było zupełnie nowym sposobem odnoszenia się do małych ludzi i w ogóle do ludzi. Patrząc na nich uczyłam się innej relacyjności i czasem mi to bardzo nie wychodziło… bo moje wyuczone reakcje wielokrotnie brały górę.

Teraz, gdy o tym myślę, to mam poczucie, że Życie obdarzyło mnie w obu przypadkach wielkim darem – innym środowiskiem, dzięki któremu zobaczyłam coś innego niż to, co znałam, w czym wyrosłam, co było tak powszechne. Pokazano mi, że MOŻNA INACZEJ i że to inaczej jest zdrowsze, lżejsze, budujące, zbliżające.

Ale nie tylko to… Choć wiedziałam o czymś jeszcze, to dotarło to do mnie namacalnie dopiero, gdy wróciliśmy do Polski po 13 latach mieszkania w Irlandii. Gdy znowu zetknęłam się z różnymi „typowymi” zachowaniami we wszelkich możliwych obszarach, zachowaniami które tak dobrze znałam z przeszłości, dotarło do mnie w jak wielkim stopniu środowisko, w którym znajduje się dziecko KSZTAŁTUJE JE i to CO O SOBIE ONO MYŚLI I JAK SIEBIE POSTRZEGA.

Jeśli to środowisko nie jest życzliwe, jeśli nie jest ono budujące, jeśli jest w nim osądzający wzrok, podteksty, zawstydzanie, czepianie się, wytykanie błędów zamiast wyciągania wniosków, szukanie do czego, by się dopierdzielić, wywyższanie się nad dzieckiem, traktowanie go z góry, ochrzanianie o co tylko się da, straszenie, brak rozmowy, brak zrozumienia, to takie dziecko nie ma szans MYŚLEĆ O SOBIE DOBRZE. To niszczy jego kiełkującą tożsamość, to zdusza w zarodku jego poczucie wartości, to wzbudza w nim poczucie bezsensu i apatii… I nie mówię tu tylko o domu, o środowisku rodzinnym tym bliższym i dalszym. Przeogromną rolę odgrywa tu szkoła, w której dzieci spędzają mnóstwo czasu. Szkoła, a właściwie ci nauczyciele, którzy wnoszą swoim zachowaniem ogromny stres i niepewność, którzy nie doceniają, nie skupiają się na tym co wychodzi, nie budują relacji, nie wchodzą w dialog z uczniami, lecz katują monologami, degradują uczniów, straszą uczniów, ciągle wymagają niemożliwego, wytykają błędy, czekają na potknięcia, czekają na to, by przyłapać na czymkolwiek, którzy mają wielką kompulsję poniżania uderzając w kształtujące się poczucie wartości młodego człowieka.

Dziecko nie jest w stanie samo się przed tym ochronić. Ani przed środowiskiem domowym, które w niego uderza, ani przed środowiskiem szkolnym, które go degraduje. A jeśli nie wie co jest zdrowe i właściwe, to jedyną konkluzją jaką z tego wyciągnie jest to, że to z nim jest coś nie tak, że to ono jest problemem, że to ono jest wadliwe. Ono nie ma możliwości zdać sobie sprawy z tego, że to z otoczeniem i jego zachowaniem jest coś nie tak. I jeśli to się powtarza tydzień po tygodniu, miesiąc po miesiącu, rok po roku… to jak bardzo to się w nim ugruntowuje..?

Z czegoś takiego wychodzimy Kochani. Z czegoś takiego. I oczekujemy od siebie, że to się ma zmienić w rok, dwa, że jak zastosujemy jakieś hokus pokus metody to będzie git.

To tak nie działa.
My potrzebujemy siebie od nowa WYCHOWAĆ.
I nie tylko to.
Wychować w ŻYCZLIWOŚCI.
By to dobre, zdrowe, wspierające, budujące stopniowo ożywiło tą wewnętrzną istotkę, by to dobre stopniowo odbudowało połamane skrzydełka, by tam w środku, to dzieciątko w środku uwierzyło, że wszystko jest z nim OK!!! A nawet więcej – że jest WSPANIAŁE! Że jest JEDYNYM na świecie takim kimś. Że nie ma drugiego takiego. I to jakie jest, jest darem dla tego świata.

Tylko jak ono ma uwierzyć, że jest OK, kiedy teraz to my je popędzamy, to my je porównujemy do innych, to my się niecierpliwimy, to my nie jesteśmy życzliwi dla niego. Jak?

I jednocześnie jak mieć łatwość w życzliwości dla siebie? No jak?
Przecież my tylko wiemy jak sobie dowalać! Jak się siebie czepiać, jak być dla siebie szorstkim, nieczułym… Dlatego to nie jest takie proste i takie hop siup…

Pomyśl, naprawdę daj sobie chwilę i pomyśl – CZEGO doświadczałaś/eś, gdy Twój obraz samej/samego siebie się kształtował?
Tak przez większość czasu… no czego?
Życzliwości? Spokoju? Ciekawości Ciebie? Zachwytu? Uśmiechów na Twój widok? Wiary w Ciebie i w Twoje możliwości?
To była norma?
Dużo tego było?
JAK na Ciebie zazwyczaj patrzono?
CO do Ciebie mówiono?
CO o Tobie mówiono?
JAK się do Ciebie zwracano?
Jakie WZORCE zachowań Tobie pokazywano? Jak się odnoszono do siebie nawzajem w Twoim środowisku?
CZEGO ŚWIADKIEM byłaś/eś jako kształtująca się ludzka istotka?
Czym nasiąkałaś/eś?
NA CO się napatrzyłaś/eś?
W CO uwierzyłaś/eś?

To masz w PODŚWIADOMOŚCI, a z niej robisz życie w 95%.

I tak wiem, nie chcemy tam wracać, chcemy zamknąć przeszłość za sobą.

Ale tam jest utknięte dziecko ze złamaną tożsamością.
Ono potrzebuje dowiedzieć się PRAWDY.
Ono potrzebuje zobaczyć INNE OPCJE, ALTERNATYWY.
Ono potrzebuje się dowiedzieć jakie są ZDROWE WZORCE.
Ono potrzebuje doświadczyć INNEGO traktowania.
Ono potrzebuje się dowiedzieć KIM TAK NAPRAWDĘ JEST!

Dopóki to dziecko siedzi zamknięte w wewnętrznej piwnicy i nie doświadcza ZDROWEGO, którego zabrakło, tak długo coś w nas pozostaje złamane, nieżywe…

Jestem ostatnio z dwoma tekstami:
„Nie można się uzdrowić w środowisku, przez które się pochorowało”
oraz zdanie wypowiedziane przez moje rodzone dziecko, które doświadczyło różnych środowisk: „Tu się nie zachęca, tu się dobija”.

Dźwięczą mi w uszach. Poruszają głęboko. Uświadamiają w czym wyrosłam, czego doświadczyłam i… co mi pomogło i potrzebuję nadal o to dbać. 
A pomogło mi INNE OTOCZENIE – moje własne wewnętrzne życzliwe wobec mojego dziecka wewnętrznego i to zewnętrzne życzliwe wobec mnie dorosłej.

O jedno i drugie nauczyłam się dbać i uczę się nadal.  
WTEDY nie, TERAZ tak.
Bo TERAZ mam WYBÓR.
Teraz ja mogę decydować o tym jak SIEBIE samą traktuję.
Teraz ja mogę decydować o tym Z KIM przebywam, kiedy, ile czasu.
A wyznacznikiem jest to czy to jest dla mnie ŻYCZLIWE.

I Ty też możesz. Ty też możesz stworzyć dla siebie i swojej wewnętrznej istotki życzliwe środowisko, które nie będzie jej już dobijać, lecz będzie ją uzdrawiać, wspierać i budować.
Bo tam w środku jest JEDYNY W SWOIM RODZAJU PRZEJAW ŻYCIA – TY.
I należy mu się czułość, łagodność, troska i życzliwość, by mógł pięknie rozkwitnąć.
❤️


photo: www.pixabay.com

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

jeden + siedemnaście =