Mam zapisany w sobie taki dzień, kiedy to co robiłam, by sobie pomóc zaczęło działać, zaczęło przynosić efekty, których się nie spodziewałam. To był ten przełomowy moment dzielący moje życie na przed i po. To był ten pierwszy raz, gdy zamiast automatycznej reakcji na silny bodziec w postaci mojego wrzeszczącego kilkuletniego dziecka, doświadczyłam czegoś zupełnie innego. Nie porwało mnie, tak jak zwykle, nie wciągnęło mnie, nie posiadło mnie, nie usztywniło, nie spięło. Przeciwnie, zamiast prób spacyfikowania dziecka albo książkowego, ale nieautentycznego słuchania go, poczułam… współczucie. Ja je zobaczyłam, tak prawdziwie, sercem… zobaczyłam i czułam…
Tyle o tym czytałam, słuchałam, na głowę wiedziałam, ale nie było to dla mnie dostępne… Przychodziła sytuacja i bum… Działałam z podświadomości, a nie ze świadomości. Aż do tego razu.