uZNANIE

Jedną z rzeczy, z którymi borykają się dzieci rodziców określanych narcystycznymi, jest niemożliwe do zaspokojenia pragnienie uznania z ich strony.

Uznania tego jak się czują w relacji z takim rodzicem.
Uznania w ogóle tego jak się czują w swoim życiu.
Uznania trudności jakie przechodzą.
Uznania dokonań, sukcesów innych niż w słowniku rodzica.
Uznania wysiłków jak i potrzeby odpoczynku czy zwolnienia tempa.
Uznania ścieżki życiowej jaką dziecko obrało.
Uznania zmiany ścieżki życiowej, zmiany pracy, zmiany miejsca zamieszkania.
Uznania gdzie, z kim, w jakich okolicznościach jest dziecku lepiej.
Uznania partnera życiowego, które dziecko wybrało.
Uznania decyzji o rozejściu się z partnerem, przy którym rodzic się upiera.
Uznania preferencji, wartości jakie dla dziecka są ważne.
Uznania tego, że dziecko ma inną perspektywę w danym temacie.

uZNANIE

No właśnie. To jest tutaj kluczowe – taki rodzic NIE ZNA tak naprawdę swojego dziecka.
Nigdy tak naprawdę go nie poznał i nie potrzebuje go poznać.
Nie robi więc przestrzeni na inność, różność, inną osobowość, na potrzeby wynikające z natury swojego dziecka, na jego wrodzone cechy, umiejętności, na inne punkty widzenia, inne preferencje, inne postrzeganie.
Może je wprawdzie widzieć, ale nie uznaje ich za coś wartościowego, nie traktuje ich na serio, a wręcz umniejsza je czy wyśmiewa.

Bo według takiego rodzica jego MODEL tego jak powinno być jest tym właściwym.
Taki rodzic „wie najlepiej”.
Dziecko ma się więc TAK zachowywać, TAK reagować, TAK czuć, TAKIE decyzje podejmować, TO robić, TAMTEGO nie robić, TAK patrzeć na świat, TAK odbierać świat.
Wtedy będzie „normalne”.

Taki rodzic nie widzi tego, że w ten sposób krzywdzi.
Nie widzi, że narzuca, dominuje, degraduje, wywiera presję.
Nie widzi, że umniejsza, odbiera sprawczość, decyzyjność, ubezwłasnowolnia.
Według takiego rodzica prawidłowe jest to co on myśli i robi. Jest o tym przekonany. Głęboko.
Dziecinne, głupie, niemądre, nierozsądne, zbyt emocjonalne, śmieszne jest to co dziecko myśli i robi, mimo, że jest dorosłe, mimo, że z nim dawno nie mieszka, mimo, że ma swoje życie.
Nie ma w takim rodzicu elastyczności, nie ma zaciekawienia – „Jak to jest dla mojego dziecka?”

Od takiego rodzica dziecko nie usłyszy szczerego i prawdziwego komplementu, nie usłyszy „A co u Ciebie? Ja się masz?”, taki rodzic nie zrobi przestrzeni na opowiedzenie, na wygadanie się, na pożalenie się, nie da wsparcia, nie da dziecku odczuć, że jest po jego stronie.

W relacji z takim rodzicem dziecko ma poczucie, że to czego doświadcza rodzica nie obchodzi, że jest ono nieważne, nie wystarczające, że nie umie samodzielnie myśleć, że się nie zna, że ma idiotyczne pomysły, że nie wie jak powinno się żyć. Do tego taki rodzic rywalizuje z dzieckiem we wszelkich możliwych obszarach, by podkreślić, że ma więcej, że ma lepsze, że jest lepszy, że mu lepiej wychodzi, że się lepiej zna.

Jeśli dziecko otrzymało od takiego rodzica jakąś etykietkę w dzieciństwie to już zawsze będzie tak przez rodzica postrzegane i rodzic będzie mu o tym przypominał.
Fajtłapa pozostanie fajtłapą.
Leń pozostanie leniem.
Chodzący problem pozostanie chodzącym problemem.
Histeryczka pozostanie histeryczką.
Głupia koza pozostanie głupią kozą.
Czepialska pozostanie czepialską.
Przewrażliwiona pozostanie przewrażliwioną.
Potwór bez serca pozostanie potworem bez serca.

„Jak zwykle spierdoliłeś”
„Jak zwykle jesteś niewdzięczny”
„Jak zwykle ci się nie chce”
„Jak zwykle za bardzo się przejmujesz”
„Jak zwykle robisz problem”
„Jak zwykle nie można się z Tobą dogadać”

Taki rodzic podkreśla, że problem jest z dzieckiem.
Taki rodzic utrwala w dziecku to, by patrzyło na siebie jego oczami.

Dlatego dzieci takich rodziców mają robotę do wykonania.
Mają prawdziwą własną tożsamość do okrycia.
Mają przekonania do zaktualizowania.
Mają potrzeby do ponazywania.
Mają intuicję do odzyskania.
Mają kontakt z ciałem do odbudowania.
Mają granice do postawienia.

I mają jeszcze jedną rzecz do zrobienia – uznać to, że im mniej są uznawane przez takiego rodzica tym… lepiej. Bo uznanie przez takiego rodzica oznaczałoby, że dziecko dostosowało się do niego i tego co taki rodzic uważa za prawidłowe. A to do czego dziecko ma się dostosować, z czym ma się zgrać to jego własna wrodzona natura. Tylko wtedy może żyć w zgodzie ze sobą i podążać za swoim wewnętrznym kompasem.

W przeciwnym wypadku resztę życia spędzi w wewnętrznych i zewnętrznych pętach, w ciągłym konflikcie pomiędzy wersją siebie, którą ma realizować dla rodzica, a wersją siebie, która jest prawdziwie jego. I nie ma znaczenia czy rodzic żyje czy nie, czy dziecko ma z nim kontakt czy nie, znaczenie ma to, czy dziecko nadal słucha się zinternalizowanych nakazów i wymagań rodzica, który GO NIE ZNA, znaczenie ma to czy dziecko ma świadomość tego, że WERSJA RODZICA GO NIE DEFINIUJE.

By wyzwolić się z wersji, którą rodzic narzuca, dziecko ma do zrobienia to, czego rodzic nigdy nie zrobił, a mianowicie ZACIEKAWIĆ SIĘ tym KIM tak naprawdę jest, by siebie POZNAĆ, by siebie ZNAĆ i z tego robić życie, czyli w ten sposób siebie samego UZNAĆ.

Gdy to następuje, dziecko przestaje być więźniem rodzicielskiej wersji siebie. Odzyskuje autonomię, suwerenność, poczucie godności, poczucie wartości, szacunek do samego siebie, akceptację siebie, miłość dla siebie, a w miejsce wewnętrznego konfliktu pojawia się pokój.

Wymaga to pracy, wymaga to czasu, wymaga to zmiany zachowań.
Ale owoc tego procesu jest bezcenny i jest na resztę życia.

❤️🦋

 
——
foto: www.pixabay.com

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

7 − 3 =