Gdy dziecko zawala,
gdy popełnia błąd,
gdy czegoś nie wie,
gdy czegoś nie umie,
gdy z czymś sobie nie radzi,
gdy robi jakąś głupotę,
a jednocześnie jest za to
opieprzane
zawstydzane
wyzywane
nazywane przezwiskami
poniżane
potępiane
to wcale nie uczy się lepiej ogarniać,
to wcale nie przestaje popełniać błędów.
Jest wręcz odwrotnie.
Ono zaczyna źle o sobie myśleć.
Zaczyna wątpić w siebie.
Pojawia się lęk przed próbowaniem.
Pojawia się niewiara w to, że jest w stanie nauczyć się, zrozumieć, wykonać coś.
W związku z tym, że zaczyna sterować nim przekonanie, że jest beznadziejne czy głupie, to popełnia jeszcze więcej błędów.
Albo wpada w perfekcjonizm, by upilnować siebie i wszystko dookoła przed potencjalną klęską.
Albo chroni się prokrastynacją, by odsunąć w czasie kolejny potencjalny upadek, kolejną potencjalną porażkę.
I nie prosi o pomoc, bo przecież powinno wiedzieć, powinno umieć.
Muszę sam. Muszę sama.
Gdy dziecko zawala,
gdy popełnia błąd,
gdy czegoś nie wie,
gdy czegoś nie umie,
gdy z czymś sobie nie radzi,
gdy robi jakąś głupotę,
to jest to KLUCZOWY moment.
Od tego jak zachowa się wtedy otoczenie zależy to jaki wewnętrzny głos w sobie wykształci.
Od tego jak zachowa się wtedy otoczenie zależy to czy to doświadczenie go wewnętrznie wystraszy czy nauczy się dzięki niemu rozwiązywać podobne sprawy w przyszłości.
Od tego jak zachowa się wtedy otoczenie zależy to czy wzmocni się więź tego dziecka z otoczeniem czy dziecko będzie się relacji bało – teraz i potem.
Od tego jak zachowa się wtedy otoczenie zależy to czy dziecko wyciągnie wnioski i czegoś się nauczy czy jego kiełkująca mądrość życiowa zostanie podeptana.
To nie te udane momenty budują w nas sprawczość i uodparniają na wyzwania życia.
To te trudne, ale doświadczone w wyrozumiałości, życzliwości, wsparciu budują postawę, dzięki której umiemy stawiać czoła wyzwaniom w przyszłości.
Zatem…
Jeśli nie miałaś/eś wspierającego otoczenia ważne jest to, by TERAZ kroczek po kroczku stawać się dla siebie wyrozumiałą, życzliwą, wspierającą osobą.
By szczególnie w momentach trudności zatrzymać się i sprawdzić.
Jaka/Jaki dla siebie jestem w tym słabym momencie?
Nie on, ona, nie cały świat. Ja.
Jaka/Jaki JA DLA SIEBIE W TYM jestem?
Czego tak naprawdę potrzebuję?
Czego teraz najbardziej potrzebuję?
Co tak naprawdę chowa się za moją prokrastynacją?
O jakim lęku bądź przekonaniu mówi mój brak działania?
O czym tak naprawdę jest mój perfekcjonizm?
Czy to jest prawda, że muszę sam/a?
Co jeśli życie poprzez wyzwania i trudności daje nam drugą szansę na to, byśmy postąpili inaczej wobec samych siebie niż wtedy wobec nas postępowano?
Co jeśli to nie tyle o zmianę sytuacji w której jesteśmy chodzi, ale o to byśmy zmienili to jak samych siebie traktujemy w takich sytuacjach?
To ważne. Bo co jakiś czas każdy z nas doświadcza tego, że mu nie wychodzi, że nie dowozi, że popełnia błąd, że czegoś nie wie. I od tego jacy dla siebie w tym jesteśmy zależy jakość naszego życia.
To że zawalamy,
to, że popełniamy błąd,
to, że czegoś nie wiemy,
to, że czegoś nie umiemy,
to, że z czymś sobie nie radzimy,
to, że robimy jakąś głupotę,
to nas nie definiuje.
To jest część bycia człowiekiem.
To jest część życia.
To nie dotyczy tylko Ciebie albo jakiejś garstki ludzi.
To dotyczy KAŻDEGO z nas.
Zatem…
Na co od dziś dam sobie pozwolenie, którego nigdy mi nie dano?
❤️
——–
foto: www.pixabay.com – TyliJura
