Wszystkie wpisy, których autorem jest Magdalena

Wszystko ma swój czas

Czasami jest tak, gdy towarzyszę drugiej osobie w jej procesie powrotu do siebie, że długo „nic” się nie dzieje, że jest tak jakby to, co się dzieje w sesjach i pomiędzy nimi nie przynosiło natychmiastowych i spektakularnych rezultatów. A jednak czuję, że dzieje się bardzo dużo, ale jakby pod spodem. I tak jest. Jest tak jak z tym bambusem, który najpierw przez kilka lat buduje system korzeniowy, a na powierzchni nic w tym czasie nie widać. Czytaj dalej Wszystko ma swój czas

Wziąć miłość w ręce…

Dziś moi Dziadkowie świętują 70 rocznicę ślubu. 70tą… Szmat czasu… W jednej z kartek z życzeniami, które otrzymali, wyliczone były miesiące, tygodnie, dni, minuty i sekundy ich wspólnego życia od dnia ślubu. I wiecie co? Gdy usłyszałam: “840 miesięcy”, to pomyślałam „Kurcze, to wcale nie tak dużo…” Aż mnie zmroziła ta myśl, jak mało tak naprawdę mamy czasu, a jak wiele przecieka nam przez palce.

I pomyślałam o czymś jeszcze… 20 lat temu, gdy Dziadkowie obchodzili Złote Gody byłam na nich z Grzegorzem. Byliśmy razem, ale tak naprawdę rozchodziliśmy się… Pamiętam, jak stałam w kościelnej ławce i patrzyłam na moich Dziadków siedzących jak Młoda Para przed ołtarzem. Po policzkach płynęły mi łzy, serce pękało na kawałeczki, a w głowie huczała myśl – Ja tak nie będę miała… Wtedy byłam przekonana, że to koniec, że nasze drogi się rozchodzą i nie mogę już nic z tym zrobić… Czułam jak nasza relacja wysmykuje się z naszych rąk i serc… I byłam z tym sama, bo nikt z najbliższych nie wiedział, że między nami wygasa… Poza tym, to był dzień celebracji, więc przykleiłam uśmiech. Czytaj dalej Wziąć miłość w ręce…

Moje i Twoje lekarstwo

Niedługo mija 6 lat od mojego pierwszego nagrania na youtubowym kanale. Data nie była zamierzona. Tak wyszło, że akurat w Walentynki podzieliłam się ze światem tym, co ze mnie wypływało.
 
Wczoraj w nocy płakałam, bo dopiero teraz tak naprawdę dotarło do mnie co tym zrobiłam, co rozpoczęłam. Wtedy nikt o tym nie mówił wprost. Skąd ja wzięłam na to odwagę…? Jak to się stało, że mimo tylu późniejszych nacisków, ataków, krytyki nie wycofałam się?

Czytaj dalej Moje i Twoje lekarstwo

Na własnych skrzydłach

Dużo mówi się o tym, że rodzice nie doceniają nas, bo uważają, że jesteśmy niewystarczająco dobre, mądre, inteligentne, pracowite, kochające itd. Ale jest też inna strona bycia niedocenianą przez rodzica – kiedy to, kim jesteśmy, kiedy to, co robimy, wywołuje w rodzicu poczucie, że jest gorszy, że zostaje w tyle, że go w jakiś sposób przerastamy, więc w jego oczach stajemy się rywalką dla jego ego. Rodzic, który sobie z tym nie radzi, umniejsza czy dyskredytuje dziecko, nakazując mu w ten sposób pozostanie w małości.
Czytaj dalej Na własnych skrzydłach

W przestrzeni pomiędzy…

Grudzień to dla mnie pora roku, kiedy stopniowo skręcam się do środka, a moje wewnętrzne tempo bardzo wyhamowuje. Jakość zastępuje ilość. Bycie zastępuje robienie. Potrzebuję więcej spać, więcej być w naturze, więcej nic-nie-robić. Potrzebuję więcej zatrzymywać się i czuć, gdy jestem w interakcji z drugim człowiekiem, bo głośniejsze i intensywniejsze jest to, co jest pomiędzy. Nie mogę nic czytać, nie mogę nikogo mądrego słuchać, nic co z zewnątrz nie ma wtedy wstępu. Staję się jeszcze bardziej wrażliwa na dźwięki, zapachy, dotyk, na energię danego miejsca, osoby. To taki czas, kiedy warstwy dzielące mnie od mojej wewnętrznej istoty są cieniutkie i prześwitujące jak delikatna, poranna grudniowa mgiełka… Czytaj dalej W przestrzeni pomiędzy…

O własności.

Kochani, jest to dla mnie chyba najtrudniejszy post, jaki przyszło mi napisać. Jednak jeśli go nie upublicznię, nie dojdzie do uzdrowienia, ponieważ nierozerwalną częścią procesu jest przejawienie się na zewnątrz – zrobienie tego, czego wtedy, w dzieciństwie, nie można było zrobić. Ostatnie wydarzenia w moim życiu zabrały mnie głęboko do środka. Spirala skręcała się bardziej i bardziej, głębiej i głębiej, aż stało się jasne, że to, czego potrzebuje ode mnie moja wewnętrzna Magdusia to zabrania głosu w jej sprawie.

Czytaj dalej O własności.

Rodzimy Nowe

Potrzebuję odpoczynku. Tak bardzo potrzebuję odpoczynku po tym całym maratonie przeprowadzkowym, a potem zagnieżdżaniu się w Polsce. Zaplanowałam ten tydzień, już jakiś czas temu, na odpoczynek właśnie… No ale wczoraj wieczorem zamiast się pakować na kilkudniowy pobyt w ustronnym miejscu, znowu zaczęło się ze mnie wylewać. Dzielę się więc poniżej Kochani, a na komentarze odpiszę za kilka dni, po powrocie.

Wychowałam się z mamą, która notorycznie mnie prowokowała, głównie w białych rękawiczkach. Próbowała to robić również w stosunku do mojego ojca i brata, ale oni ją najczęściej ignorowali, więc z tym większym impetem uderzała we mnie. Jej prowokacje były szczególnie jadowite i okrutne, gdy miała wypite. Uderzała słowami, które na pierwszy rzut oka wydawały się niewinne, ale które trafiały w sam środek i wywoływały ból nie do zniesienia. Z tego bólu wychodziła moja reakcja, bo w końcu nie wytrzymywałam i wtedy albo krzyczałam albo wręcz potrafiłam się z nią szarpać czy porządnie odepchnąć. I co robiła moja mama? Obdzwaniała potem rodzinę opowiadając przekolorowane lub nieprawdziwe rzeczy, opowiadając jaką to wredną córką jestem. Oczywiście pomijała cały fragment dotyczący prowokowania mnie. Ja po takiej akcji siedziałam zapłakana w pokoju i czasami biłam się pięściami w głowę. Byłam na siebie wściekła, że znowu dałam się wciągnąć, a ona znowu wykorzystała to przeciwko mnie. Byłam na siebie wściekła, że nie umiałam jej zignorować i coraz głębiej osadzało się we mnie poczucie, że “coś jest ze mną nie tak”. W kółko zadawałam sobie pytania “Czemu nie mogę jej po prostu olać?”, “Dlaczego jej słowa, miny tak mnie ruszają, a innych nie?”. Mama zazwyczaj nie odzywała się przez jakiś czas i czekała aż przyjdę ją przeprosić. Tak, to ja w końcu przepraszałam. I przez to, że to wielokrotnie robiłam jakaś część mnie uwierzyła, że to ja byłam katem, a moja mama była moją ofiarą. To wpisało się we mnie bardzo głęboko i odtwarzało się potem we wszystkich moich relacjach. To ja byłam ta winna, to ja byłam ta zła, ta agresywna.

Czytaj dalej Rodzimy Nowe

Działajmy razem

No i tyle z mojego odpoczynku od internetu. Cóż w sytuacji, gdy świat staje na głowie, nie mogę milczeć. Czytam posty i widzę ile kipi w nich złości, wkurwu. Widzę hasła “To jest wojna”, “Wypierdalać”. I rozumiem, naprawdę rozumiem i czuję, że kolektywnie doszłyśmy do momentu “Basta!”. Wylewają się nie tylko nasze ale naszych matek, babek, prababek pokłady gniewu i oburzenia. Jednocześnie widzę ile energii ucieka na boki i nie przechodzi w konkretne działanie, które teraz trzeba podjąć. Widzę też ile podziałów ta sytuacja wnosi, znowu jeden temat ważniejszy od drugiego, znowu ludzie skaczą sobie do gardeł zamiast współpracować, czepiają się jedni drugich i ubliżają sobie nawzajem. To powoduje dużą, bardzo dużą stratę energii.

Czytaj dalej Działajmy razem

Prawdziwe siostrzeństwo

Jakiś czas temu zamieściłam na facebooku wypowiedź jednej z kobiet, która mówiła o czymś, co mi bardzo pomogło. Odezwało się kilka głosów, że temat i owszem potrzebny, ale, że styl wypowiedzi nie był w porządku. Stanęłam w obronie tej kobiety i wtedy padły słowa: “jeżeli mamy siebie wspierać tylko i wyłącznie na bazie tego, że każda z nas jest kobietą, to coś tu nie halo”. Ta uwaga mnie zatrzymała… Prawda jest taka, że sarkastyczny ton kobiety prowadzącej wykład mi samej nie odpowiadał, ale przymknęłam na to oko, bo mówiła to, co potrzebowałam usłyszeć i chciałam docenić to, że jako kobieta odważnie zabiera głos. Przełknęłam więc to, jak mówiła, bo my kobiety musimy się przecież w tym męskim świecie trzymać razem i wspierać.

Czytaj dalej Prawdziwe siostrzeństwo