Wszystkie wpisy, których autorem jest Magdalena

Jakimi oczami patrzysz na siebie…?

Są takie momenty czy to w sesjach czy w czasie warsztatów kiedy moje serce z niedowierzaniem słucha tego, co dana osoba o sobie mówi, co o sobie myśli, jak siebie postrzega. Głowa rozumie skąd to, ale serce… Ono pyta…

Ona naprawdę tak źle o sobie myśli..?
Ona naprawdę tak surowo siebie ocenia..?
Czy ona naprawdę nie widzi… kim jest?
Czy ona naprawdę nie zdaje sobie sprawy z tego, że tylko taka jedna jedyna istnieje w tym całym świecie..?
Nie… Nie widzi. Czytaj dalej Jakimi oczami patrzysz na siebie…?

Wewnętrzna Miłość

Dziś stuknęło dokładnie 10 lat od momentu, gdy w końcu (po prawie 3 latach od rozpoczęcia mojej praktyki terapeutycznej) odważyłam się wyjść „do świata” poprzez nagrania. Nie było to moje pierwsze nagranie, było ich wcześniej kilka, ale to było to pierwsze, które upubliczniłam. Ogromna chęć podzielenia się tym, co mi pomogło była silniejsza niż strach przed tym co moja rodzina o tym pomyśli. Ja tak bardzo siebie nie kochałam, tak bardzo siebie odrzucałam, że kiedy to się zmieniło, nie mogłam siedzieć cicho i z nikim się tym nie podzielić. Tym bardziej, że moja zmiana wpłynęła diametralnie na moją relację z dziećmi.

Czytaj dalej Wewnętrzna Miłość

DDA/DDD – układ nerwowy

DDA, DDD – skróty, które dla wielu z nas są sporą częścią naszej tożsamości. Trzy literki, zaledwie trzy literki, a tak wiele się za nimi kryje. Tak wiele książek na ten temat napisano. Tak wiele terapii, kursów jest dostępnych. Tak wiele aspektów, ról, mechanizmów obronnych. Tak wiele emocji, reakcji. Dziś zajmę się jedną kwestią. Jedną z bardzo wielu, bo to temat bardzo kompleksowy.

Jeśli jesteś dorosłym dzieckiem alkoholika, jeśli jesteś dorosłym dzieckiem z rodziny dysfunkcyjnej, to wiedz, że Twój system nerwowy nie rozwijał się w sprzyjających i stabilnych warunkach, lecz podlegał ciągłemu szarpaniu. Nie mógł się też w odpowiedni sposób regenerować, ponieważ kolejne fale szarpań nadchodziły jedne po drugich.

Czytaj dalej DDA/DDD – układ nerwowy

Rodzic z syndromem ofiary.

Jedną z najbardziej zagmatwanych i destrukcyjnych rzeczy dla psychiki dziecka jest wychowywanie się z rodzicem, który krzywdzi, ale jednocześnie robi z siebie pokrzywdzonego. Dziecko w takiej sytuacji jest obarczane poczuciem winy, traci tym samym prawo do samoobrony i jeśli to się powtarza, zaczyna wierzyć, że jest kimś kim nie jest czyli krzywdzicielem swojego rodzica, a co za tym idzie… złym człowiekiem.
Czytaj dalej Rodzic z syndromem ofiary.

Toksyczny wstyd rodzica.

Są tacy rodzice, że kiedy się uzdrawiasz, dla nich jest jeszcze trudniej. Wiedzieli jak się ustawić do Ciebie „starej/starego”, ale kiedy przychodzisz do nich ze zrozumieniem w oczach, z akceptacją, z miłością, z poukładanym życiem, to coś w nich odrzuca Cię jeszcze bardziej albo próbuje zasysać Cię jeszcze bardziej.

To te mamy i ci ojcowie, którzy nie są w stanie przyjąć dobra, miłości lub pogodzić się z tym, że Ty jesteś dla siebie dobra/y. Są tak bardzo straumatyzowani, tak bardzo zatruci toksycznym wstydem, że ta toksyczność w nich reaguje na Twoją miłość do nich i/lub na Twoją miłość do samego siebie jak diabeł na święconą wodę. Możesz mieć wtedy takie „Ale o co chodzi…? Wychodzę do niej/niego z sercem na dłoni… co mam jeszcze zrobić?” Czytaj dalej Toksyczny wstyd rodzica.

Środowisko

Jedną z rzeczy, które robi dziecko, które jest traktowane w nieżyczliwy, szorstki, odpychający, odrzucający, zawstydzający czy osądzający sposób to interpretowanie tego jako: „to ze mną jest problem”. 

Dziecko nie ma świadomości, że to ze środowiskiem, które go tak traktuje jest coś nie tak.
Dziecko nie wie, że nieżyczliwe zachowanie dorosłego jest o tym dorosłym, a nie o dziecku.

Nie wie, gdy nie zna zdrowych wzorców relacji.
Gdy nie ma odniesienia.
Gdy nie wie jak powinno być.

Tylko wtedy, gdy dziecko ma przykład tego jak powinno być, co jest zdrowe, co jest wspierające, to wie co jest niezdrowe, niszczące, krzywdzące. Czytaj dalej Środowisko

Żywotność

Od czasu do czasu jestem pytana – Madziu, skąd w Tobie tyle energii? Skąd w Tobie tyle radości? Bo ją wyzwoliłam i nadal wyzwalam. To nie jest tak, że to jest coś co ja mam, a ktoś inny nie. Każdy z nas to w sobie ma, każdy z nas rodząc się jest mega żywotny, ale z czasem, pod wpływem tego czego doświadczamy następują wstrzymania, blokady. Czasem pod wpływem silnych przeżyć, krzywd, czasem pod wpływem powtarzających się ograniczeń, zastraszeń, zawstydzeń. Czasem pod wpływem odrzucania naszego jestestwa. Wtedy ta nasza żywotność zamiast pełnym strumieniem, płynie coraz słabszym nurtem, zamula. A do tego jesteśmy coraz starsi i coraz bardziej „nie wypada” być żywotnym, bo to takie dziecinne…

Czytaj dalej Żywotność

On się tym zajmie.

Dałam się kiedyś komuś bardzo sprowokować. Broniąc się z całej siły, tak naprawdę „uderzyłam” samą siebie. W konsekwencji odebrałam sobie sama dużo więcej tego, czego ta osoba nie robiła wobec mnie, a czego ja się od niej dopominałam.

Dałam się podejść. I tak naprawdę nie tej osobie, a moim własnym brakom, lękom, nieświadomości, bo ta osoba mogłaby robić nie wiem co i tak nic by nie wskórała, gdyby nie było we mnie czegoś co z prowokacją wchodziło w rezonans.

Czytaj dalej On się tym zajmie.

Zwykłe „niezwykłe” momenty…

Kocham ten moment, gdy się wybudzam i jestem jeszcze jedną nogą tam, a drugą tu…
Czuję wtedy przenikające się dwa światy…
Tak jakby jeden z nich przekazywał mnie z czułością drugiemu…
Kocham ten moment, gdy moje oczy zauważają widok z okna mojej sypialni.
Uśmiecham się wtedy 🙂
Bo to tak jakby mnie witał…
Jestem z tym widokiem sam na sam.
Nieśpiesznie, w zachwycie, w kontakcie bez słów…
Kocham to powolne wchodzenie w dzień.
Stopniowe, w swoim tempie…

Czytaj dalej Zwykłe „niezwykłe” momenty…